Witaj w nowej odsłonie ForumKolejowe.pl

Witaj! Logowanie Rejestracja


Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Kółeczkowe plany Kolejomana
#76
NAD PIĘKNYM MODRYM DUNAJEM


DZIEŃ 1 - 5.04.2017.
Kędzierzyn - Racibórz - Chałupki - Bohumín - Přerov - Brno - Břeclav -
Bratislava

Na początku kwietnia wybrałem się na kolejną wycieczkę. Jednym z celów było
rozpoczęcie zaliczania drugiej (po Berlinie, który odwiedziłem w marcu)
dużej sieci tramwajowej, na którą już od dawna miałem chrapkę czyli Wiednia.
Przy okazji postanowiłem również uzupełnić kilka innych braków oraz zaliczyć
coś kolejowego. Na bazę noclegową wybrałem Bratysławę, gdzie bez większego
problemu można dostać nocleg za ok. 10 euro. Wyruszam w środowy poranek. W
tym rozkładzie przesiadka w Raciborzu jest odrobinę dłuższa, więc decyduję
się na pociąg o 7:00. W Raciborzu kibelek KŚ tradycyjnie odjeżdża z toru
przy peronie 3. W Bohumínie mam 1,5 godziny czasu. Zarówno na dzisiejszą
jazdę jak i piątkowy powrót mam bilety internetowe w ofercie Včasná
jízdenka. Z tego co czytałem w internecie Słowacja zalicza się do tych
krajów, z których nie trzeba legalizować w Czechach powrotnych biletów
internetowych. Postanawiam jednak upewnić się w kasie. Kasjerka z kolei
twierdzi, że wszystkie bilety trzeba potwierdzać, więc dzwoni gdzieś podając
dane biletu, a następnie przystawia mi datownik i podpis. W holu dworca
półka z książkami, które można zabrać w podróż i zwrócić na innej stacji.
Wykaz stacji umieszczony jest na mapce. Do Bratysławy udam się przez Brno,
gdzie doliczę sobie brakujący kawałek sieci tramwajowej. Wyruszę rychlikiem
Bohumín-Brno, w którym lokuję się w wagonie starego typu z otwieralnymi
oknami. Po stacji manewrują dwie polskie EP09. Jednak przyjechała z Pragi z
EC PORTA MORAVICA i poprowadzi ją dalej do Warszawy, druga przyprowadziła EC
PRAHA z Warszawy, który dalej do Pragi pojedzie z czeskim lokiem. Przejeżdża
też Leo Express do Pragi. Trasę jechałem wiele razy, więc nie będę się o
niej rozpisywać. Wspomnę tylko, że w końcu rozpoczęto remont obskurnych
peronów w Ostravie hl.n.


Podróż spędzam na czytaniu książki. W Brnie jestem ok. 12:30. Tutaj też
niektóre perony wyładniały, ale nie wszystkie. Mam 1,5 godziny czasu, więc
muszę się sprężać. W RELAY-u zakupuję bilet 60-minutowy. Sprzed dworca
akurat zwiał mi potrzebny tramwaj, więc robię sobie spacer deptakiem przez
starówkę, aby dotrzeć do przystanku Česká. Wsiadam w linię 3. Podczas
ostatniej wizyty kursowała ona w skróconej relacji do przystanku Tábor
(gdzie był zabudowany rozjazd i tramwaj zawracał), teraz doliczę sobie
brakujący odcinek czyli Tábor - Vozovna Komín. Zaliczany odcinek to zjazd z
dość sporej górki. Wysiadka następuje na przystanku, z którego korzystają
też linie jadące dalej do dzielnicy Bystrc.Obok znajduje się dwupoziomowa
zajezdnia. Tramwaj jedzie jednak jeszcze kilkaset metrów dalej, bo dopiero
tam ma pętlę. Ja również tam idę, gdyż znajduje się tam przystanek
początkowy. Według mnie błędem jest brak przystanku do wysiadania, ponieważ
wokół znajduje się dużo domków i ich mieszkańcy wsiadać mogą koło domu, ale
po przyjeździe muszą już przejść spory kawałek.Następnie ruszam w drogę
powrotną. Tym samym mam zaliczoną (w sensie fizycznego przejechania) całą
sieć, ale do powtórzenia są jeszcze trasy, które jechałem w ścianie deszczu
i nie powtórzyłem do tej pory (Stránská skála, Líšeň Mifkova, Juliánov i
ewentualnie Komárov). Powracam do przystanku Česká:. Szczęśliwie od razu za
mną pojawia się 4-ka, którą przez starówkę zjeżdżam do dworca.


W dalszą drogę udam się EC DANUBIUS relacji Praga-Budapeszt. Bez większych
problemów znajduję odpowiadające mi miejsce w jednym z wagonów
przedziałowych. Szybka jazda do stacji granicznej Břeclav, a następnie
wjeżdżamy na Słowację. Odcinek Kúty-Zohor zaliczam. W Bratysławie jestem po
16:00. Zaczynam od kilku zdjęć na tej położonej na łuku stacji.
Resztę dnia spędzę już w stolicy Słowacji. Zamierzam uzupełnić brak
tramwajowy oraz zajść w kilka miejsc, których nie zdążyłem obejrzeć podczas
poprzedniej wizyty we wrześniu. W punkcie obsługi komunikacji miejskiej przy
dworcu zakupuję bilet godzinny. Nie wsiadam jednak od razu w tramwaj tylko
robię sobie spacer do przystanku STU (Slovak University of Technology),
gdzie mogę wsiąść w potrzebną mi linię czyli 8. Po drodze robię kilka fotek
tramwajów na tle kościoła. Niestety na dwóch tramwajach z rzędu przyjeżdżają
Tatry z całkowicie oklejonymi oknami, więc gardzę nimi i przechodzę kilkaset
metrów na Americké námestie, przez który kursuje druga pasująca mi linia
czyli 4. Tutaj na szczęście zjawia się tramwaj z cywilizowanymi oknami.
Zaliczam brakujący mi odcinek biegnący przez starówkę. Dojeżdżam do
przystanku Park kultúry, gdzie przesiadam się na 5-kę, aby przejechać się
tunelem tramwajowym. Po przejechaniu tunelu wysiadam na ul. Kapucyńskiej i
przesiadam się na jadącą ponownie do tunelu 9-kę. Próbując robić zdjęcie w
tunelu przez tylną szybę tramwaju można uzyskać ciekawy efekt. Ponownie
docieram do przystanku Park kultúry. Tym razem nadjeżdża 6-ka. Wykonuje ona
pętlę między innymi przez odcinek, który dziś zaliczałem, więc postanawiam
przejechać się w ten sposób, a następnie wysiąść w okolicach południowego
wylotu tunelu tramwajowego. Gdy dojeżdżamy do skrętu na wspomniany zaliczany
odcinek stajemy na dłużej. Tramwaj co jakiś czas lekko się cofa, czasem
lekko rusza do przodu, ewidentnie coś jest nie tak. Okazuje się, że trasa
przez starówkę została zablokowana, ponieważ na jednym z budynków zapaliła
się wieża i obecnie gaszą ją zastępy straży pożarnej. Nieźle mi się
fuksnęło, że jeszcze zdążyłem tamtędy przejechać i zaliczyć. Na feralnej
ulicy utknęły 2 tramwaje, które nie za bardzo mają jak się wycofać. Mój
tramwaj (i wszystkie kolejne) skieruje się więc objazdem przez ul.
Kapucyńską i tunel. Ja opuszczam go na pierwszym możliwym przystanku czyli
Námestie SNP. Udaję się teraz obejrzeć pałac prezydencki znajdujący się na
Hodžovo námestie, którego charakterystycznym motywem jest fontanna z wielką
kulą. Niestety nie ma w niej jeszcze wody. Mijam także Instytut Polski.
Następnie idę na most SNP, z którego mamy piękny widok na Dunaj oraz na
pobliski zamek. Dodatkowy efekt robi zachodzące lekko zamglone Słońce. Na
koniec idę sobie jeszcze do dużej piętrowej księgarni MARTINUS, która
znajduje się przy deptaku, po którym kursują tramwaje. Do końca mojego
pobytu na starówce w dalszym ciągu nie uruchomiono ruchu tramwajowego na
ulicy z pożarem. Nocleg mam w tym samym miejscu co ostatnio czyli w hostelu
PATIO. Tym razem trafiam do pokoju 12-osobowego, który w praktyce okazał się
dwoma pokojami 6-osobowymi ze wspólną łazienką pomiędzy nimi. W moim pokoju
komplet i niestety dla mnie pozostało już tylko ostatnie łóżko górne. Na
dolnych łóżkach skośnooka dziewczyna Yupu oraz mężczyzna w garniturze Joel,
a bezpośrednio pode mną młody chłopak Mario. Na pozostałych górnych parka
rozmawiająca po niemiecku: Thomas i Isabella. Cena noclegu 9,70 euro za
jedną noc (wykupiłem dwie).


DZIEŃ 2 - 6.04.2017.
Bratislava-Petržalka - Bruck an der Leitha - Wien - Marchegg - Bratislava
hl. st.

Dzisiejszy dzień w całości przeznaczony jest na Wiedeń. Z Bratysławy można
tam dotrzeć dwiema trasami. Ja wybrałem trasę z dworca Bratislava-Petržalka,
ponieważ mam ją zaliczoną tylko do przystanku Parndorf Ort. Z hostelu
wychodzę po 7:00 i robię sobie spacer. Trasa wiedzie między innymi przez
most nad Dunajem oraz przez wiadukt nad linią kolejową łączącą dworzec
Petržalka z resztą słowackiej sieci kolejowej. Niestety nie da się niczym
zaliczyć tego odcinka. Mijam też końcówkę tramwajową Jungmannova.
Na dworzec docieram tuż po godzinie 8:00. Hol tego dworca prezentuje się
dużo ładniej niż głównego dworca. Jest to stacja graniczna z Austrią i
Węgrami, ale obecnie obsługuje tylko pociągi do Austrii, nie można stąd
pojechać wgłąb Słowacji ani na Węgry. Pociągi na tej trasie obsługuje
obecnie przewoźnik Raaberbahn, a większość składów kursuje w relacji do
miejscowości Deutschkreutz. Skład w ładnej zielono-żółtej kolorystyce.
Ruszamy o 8:15. Trasa to w większości rozległe płaskie pola i duża ilość
wiatraków. Podróż do Wiednia trwa godzinę:

Pobyt w stolicy Austrii rozpoczynam od zwiedzania wiedeńskiego dworca
głównego. Gdy byłem tu ostatnio w 2011 dopiero rozpoczynała się jego budowa.
Dworzec powstał w miejscu dawnej stacji Wien Südbahnhof. Główna część dworca
to kilka peronów z zadaszeniem o nieco nietypowym kształcie. Pod peronami
znajduje się kilkupoziomowa galeria handlowa. Wejścia na perony umieszczone
są pomiędzy sklepami, podobnie jak w Krakowie Głównym. Oprócz tego idzie też
linia S-bahnu w tunelu, a dawna podziemna stacja Wien Südtirolerplatz stała
się częścią dworca Wien Hbf (tory 1 i 2).
Pociągi odjeżdżające z tunelu są wyświetlane na wszystkich tablicach, także
na normalnych peronach, co dla niezorientowanych może być trochę mylące. Do
tramwaju możemy wsiąść w trzech miejscach: w tunelu tramwajowym, który
znajduje się w pobliżu kolejowego, przed budynkiem dworca oraz w małym
tuneliku we wschodniej części stacji. Funkcjonuje punkt obsługi pasażera
Wiener Linien, w którym można nabyć ciekawe gadżety. Jest również stacja
linii metra U1, z której w kilka minut możemy dostać się do samego centrum
starówki - na Stephansplatz. Poświęcam trochę czasu na obejrzenie
wszystkiego. Z holu dworca fajnie widać pociągi stojące na jednym ze
skrajnych torów dworca (akurat trafił się pociąg do Bratysławy).


Czas rozpocząć zaliczanie sieci tramwajowej. Oczywiście jest ona za duża,
żeby zrobić całość w jeden czy nawet dwa dni, więc zwiedzę tylko niewielką
jej część. Zaczynam w tunelu tramwajowym od linii 18. Kieruję się we
wschodnie rejony sieci do pętli Schlachthausgasse. Jest to niewielka pętla
uliczna, a przystanek znajduje się przy stacji metra. Tą samą 18-ką jadę do
przystanku St. Marx, gdzie krzyżujemy się z inną trasą. Szybko przesiadam
się na 71, na której przyjeżdża Düwag. I to właściwie 2 typy tramwajów,
które z reguły spotyka się w Wiedniu (przynajmniej ja nie trafiłem na inne).
Linia 71 wiedzie do głównego wiedeńskiego cmentarza. Znajduje się on w
zasięgu aż 4 przystanków (przy kolejnych bramach). Pętla znajduje się przy
bramie nr 3 (Zentralfriedhof 3. Tor).
Najbardziej okazała jest za to brama nr 2. Linia tramwajowa wiedzie jeszcze
dalej, więc czeka na 6-kę. Docieram nią do pętli Kaiserebersdorf
Zinnergasse. Linia kursuje często, więc mogę spokojnie zrobić zdjęcia i
wsiąść w najbliższy tramwaj. Wracamy trasą koło cmentarza, mijamy też
zajezdnię. Następnie odbijamy w lewo na nowy dla mnie odcinek. Dojeżdżam do
przystanku Quellenplatz.
Trwają tu prace torowe, jednak mimo to tramwaje kursują po obu torach tylko
ze zmniejszoną prędkością. Teraz linia 67, którą jadę na Otto-Probst-Platz.
tla znajduje się w spokojnej dzielnicy mieszkalnej. samą linią (bo innej
nie ma) powracam do przystanku Laxenbgurger Straße/Troststraße, gdzie
przesiadam się na 0. liczam nim pętlę uliczną z przystankiem końcowym
Migerkarstraße.
Następnie zaliczając linię biegnącą przed budynkiem dworca Wien Hbf
docieram do przystanku Quartier Belvedere.
Zaglądam na chwilę do podziemnej stacji S-bahnu Wien Quartier Belvedere.
Dawniej był to Wien Südbahnhof (S-bahn), na której zaliczyliśmy z kol.
Semaforkiem wybuch petardy na peronie w tunelu.
Teraz linia D, którą objeżdżam sobie pętlę Alfred-Adler-Straße i wysiadam
na przystanku we wschodniej części dworca głównego. rzechodzę przez perony.
Akurat stoi EC POLONIA do Warszawy, w którego składzie stary wagon
restauracyjny bez klimy. Nie myślałem, że te wagony wyjeżdżają gdzieś poza Polskę. Ponownie w tunelu
tramwajowym wsiadam w 18-kę, ale tym razem pojadę w drugą stronę.
Kilka przystanków znajduje się w tunelu i w nim też odgałęziają się dwie
linie. Docieram do końca linii czyli Burggasse-Stadthalle. Jest to duża
pętla, a właściwie to spory węzeł, który obejmuje także wcześniejszy
przystanek, a pomiędzy torami znajduje się zadaszony plac. Jest tutaj hala,
do której wchodzi się po sporej ilości schodów. Można wejść jeszcze wyżej i popatrzeć z góry na węzeł tramwajowy.
Teraz 6-ką podjeżdżam na dworzec Wien Westbahnhof. Spodziewałem się, że po otwarciu dworca Wien Hbf i przekierowaniu tam
większości pociągów z głębi Austrii, dworzec zachodni będzie świecić
pustkami i obsługiwać tylko jakieś niedobitki pociągów lokalnych. Okazuje
się jednak, że dworzec tętni życiem jak dawniej, ponieważ dojeżdża tu teraz
prywatny przewoźnik Westbahn, który uruchomił pociągi na trasie
Wiedeń-Salzburg. Obsługiwane są piętrowymi flirtami. Zdjęcia z wizyty na
dworcu Wien Westbahnhof. Następnie ponownie linia 6, którą przez tunel tramwajowy jadę do przystanku
Quellerstraße/Favoritenstraße (aby nie mieć luki w zaliczaniu).
Odgałęzia się tu jeszcze jedna linia, ale z racji prac związnych z metrem
nie jest przejezdna w całości, więc odpuszczam ją sobie. Kolejną 6-ką
powracam do przystanku Quellenstraße/Knöllgasse.
Tutaj przesiadka na 1-kę, którą jadę do pętli Stefan-Fadinger-Platz.
Szybkie fotki i tym samym tramwajem pojadę teraz w pełnej relacji czyli do
pętli Prater Hauptale. Znowu jedziemy przez tunel tramwajowy, tym razem zaliczam trzecie jego
odgałęzienie, które wiedzie w kierunku starówki. Jedziemy przez wiedeński
ring, jednak jazda nim jest bardzo męcząca, bo tramwaj strasznie się wlecze
i co chwilę przystaje. W końcu po prawie godzinnej jeździe docieram do celu.



Jako, że to już prawie koniec zaliczania na dziś mogę pokusić się o pierwsze
wnioski. Sieć wiedeńska jest dość ciekawa, tramwajami jeździ się przyjemnie,
pętle (w przeciwieństwie np. do Berlina) są dość urozmaicone, a przystanki
na większości z nich są umieszczone tak, że jest możliwe przejechanie całej
pętli tramwajem. Kompletną porażką jest natomiast system dynamicznej
informacji pasażerskiej, który tak naprawdę niewiele ma z nim wspólnego.
Tablice wizualne pokazują sobie co chcą i zazwyczaj niewiele ma to wspólnego
z rzeczywistością. Byłem świadkiem, że na jednym przystanku czas przyjazdu
tramwaju jakieś linii w ciągu minuty zmieniał się kilkukrotnie i były to
zmiany typu z 4 minut na 11 minut i na odwrót, a w efekcie i tak przyjechało
zupełnie co innego. Powrócę teraz na starówkę, ale po drodze wysiadam na
chwilę na przystanku Löwengasse, żeby sfotografować Hundertwasserhaus.
Kolejnym tramwajem docieram do przystanku Julius-Raab-Platz.
Chcę jeszcze doliczyć do końca wiedeński ring, a następnie przespacerować
się po starówce. Podczas oczekiwania przejeżdża przez zatrzymania Ring-Tram.
Wsiadam w 2-kę, którą docieram do Opery Wiedeńskiej i tym samym zamykam
krą. Idę na starówkę na Stephansplatz, po drodze mijając wspomnianą operę.
Po starówce kursują małe elektryczne autobusy, niestety akurat nie udało mi
się załapać. Przechodzę na drugą stronę starówki z zamiarem dojścia do przystanku
Schottentor. Niestety okazało się, że trochę straciłem orientację w
starówkowych uliczkach i w efekcie dotarłem na Schwedenplatz. Podjeżdżam
więc tramwajem tam gdzie chciałem. Przystanek Schottentor to przystanek
przelotowy dla tramwajów jadących ringiem, ale po drugiej jego stronie
znajduje się pętla, na której zaczyna bieg sporo linii wiodących w
północno-zachodnie rejony Wiednia. 71-ką podjeżdżam na Rathausplatz Burgtheater.
Tutaj trafiam na nowszą tablicę informacyjną, ale nie mam czasu zweryfikować
czy pokazuje takie same bzdury jak te starsze. Kręcę się trochę w okolicach wiedeńskich zabytków m.in. parlamentu i
ratusza. Spacerem docieram do przystanku Burgring. Szczęśliwie akurat nadjeżdża linia
D, którą docieram do przystanku Quartier Belvedere zaliczając po drodze
jeszcze jeden nowy odcinek. Na Hbf podjeżdżam sobie pociągiem. Chciałem
przejechać się starą jednostką S-bahn, ale akurat zjawił się piętrowy pociąg
R. Niestety nie zauważyłem, że S-bahn jechał zaraz bezpośrednio po nim.

Czas wracać do Bratysławy. Tym razem pojadę pociągiem, który dowiezie mnie na
dworzec główny. Skład to austriackie wagoniki City Shuttle plus jeden wagon
słowacki i austriacka spalinówka. Austrię opuszczamy za stacją Marchegg, na której mamy dłuższy postój i
spotykamy się ze składem w przeciwnym kierunku (następuje wymiana drużyn).
Na dworcu głównym w Bratysławie jestem ok. 21:30.Udaję się pieszo do hostelu. W moim pokoju dzisiaj na dole Mark i Olivier,
na górze bez zmian Thomas i Isabella, a ostatnie łóżko jest wolne.


DZIEŃ 3 - 7.04.2017.
Bratislava - Galanta - Levice - Kozárovce - Zvolen - Banská Bystrica - Vrútky - Žilina - Čadca - Bohumín - Chałupki - Racibórz - Kędzierzyn

Dzisiejszy powrót z Bratysławy do Kędzierzyna nastąpi nieco okrężną trasą przez Bańską Bystrzycę. Na dworzec przybywam przed 8:00. Długi rychlik SITNO jest już podstawiony, a frekwencja wysoka.
Znajduję miejsce w wagonie z otwieralnymi oknami, który ma 6 miejsc w przedziale i futerkowe siedzenia.
Słyszę zapowiedź, że na odcinku Levice-Kozárovce jest zastępcza komunikacja autobusowa. Masz ci los, przed wyjazdem zapomniałem sprawdzić vyluki! Na szczęście w tamtym rejonie mam jeszcze inne linie do zaliczenia, więc na pewno będzie okazja, żeby to powtórzyć. Okna w moim wagonie strasznie brudne, więc zaliczanie jest mało komfortowe. Ruszamy o 8:01. Dokumentuję stacje.
Na odcinku Tvrdošovce-Palárikovo jedziemy bardzo wolno i mamy nieplanowy postój na stacji Palárikovo. Starsza pani jadąca z tyłu składu myśląc, że to już Šurany wysiadła na peron. Po krzykach kierpociowej z przodu składu ponownie wsiadła do pociągu. Za Palárikovem odbijamy w prawo od linii w kierunku Štúrova.
Ogólnie na tym odcinku trasa raczej mało ciekawa widokowo. W Levicach wszyscy opuszczają pociąg. Przed dworcem oczekują już 4 autobusy komunikacji zastępczej.
Częściowo trasa wiedzie wzdłuż linii kolejowej. Pod koniec jazdy widzimy przyczynę KKA – prace sieciowe. W Kozárovcacg oczekuje na nas kolejny skład.
Udaje mi się znaleźć prywatny przedział na samym początku składu, gdzie nikomu nie chciało się iść. Wagon ma otwieralne okna i czyste szyby.
I tutaj mamy drugi plus tego KKA, bo gdyby go nie było to syfiasty skład z Bratysławy jechałby do samej Bańskiej Bystrzycy. Przemierzamy kolejne stacje, a krajobrazy za oknem robią się coraz bardziej górskie. Zaliczamy też jeden z ważniejszych węzłów na Słowacji – Zvolen. KKA wygenerowało opóźnienie, więc na skomunikowanie z nami oczekuje tutaj rychlik do Koszyc. Na wyjeździe ze stacji mijamy zamek. Na głównym dworcu Banska Bystrica jestem o 11:50.

Przy tym samym peronie na skomunikowanie z nami oczekuje vlak do Žiliny, jednak ja w dalszą drogę udam się dopiero za niecałe 2 godziny. W holu dworca znajduje się niewielka makieta.
Udaję się na starówkę. Gdy byłem tutaj jesienią odbywał się jakiś festyn i robiło się już ciemno. Dzisiaj jest spokojnie, więc można porządnie obejrzeć rynek i przylegające do niego uliczki.
Nieco inną drogą powracam na dworzec. Mój pociąg czyli Ex ODRA relacji Banská Bystrica – Ostrava Svinov jest już podstawiony.
Wagony do Czech bardzo zawalone, ale na szczęście z tyłu składu są też wagony jadące tylko do Žiliny, a ostatnim z nich jest wagon z otwieralnymi oknami, w którym prawie nikt nie jedzie.
Siedzenia futerkowo-skajowe. Zostaje zapowiedziane nam opóźnienie. Byłem przekonany, że czekamy na rychlik z Bratysławy, opóźniony podobnie jak mój przez KKA. Na skomunikowanie oczekuje również pociąg do stacji Margecany. Przyjeżdża jednak tylko osobówka ze Zvolenia (nurek i wagony). Po rychliku nie ma śladu i nie czekając na niego odjeżdżamy.
Trasa obfituje w tunele i wiadukty, a widoki są bardzo ciekawe. Dokumentuję mijane stacje (do których nie da się dojechać, bo na tym odcinku kursują tylko rychliki).
Pierwszym postojem handlowym jest dopiero Horná Štubňa obec. Następnie dołączamy się do linii ze Zvolenia, którą kursuje kilka par osobówek.
Dalej linia wiedzie już przez płaskie pola. We Vrútkach dołączamy się do zelektryfikowanej magistrali Košice-Žilina-Bratislava.
Na odcinku Vrútky-Žilina też są ładne widoczki i tunel.
W Žilinie dłuższy postój. Końcowe wagony zostają odłączone, pociąg zmienia też lokomotywę ze słowackiego nurka na czeskiego elektryka.
Ja zajmuję miejsce w wagonie jadącym w dalszą trasę. Na odcinku Žilinia-Bohumín trochę przysypiam. Bilet miałem kupiony do Ostravy w razie gdybym chciał wytracić czas i przejechać się tam (cena taka sama), ale ostatecznie wysiadam jednak w Bohumínie. Chwilę po mnie przyjeżdża kibel z Polski, jednak do jego odjazdu powrotnego są prawie 2 godziny.
Podczas mojego pobytu na stacji odjeżdżają m.in. EC POLONIA do Warszawy, EC PORTA MORAVICA do Pragi i IC PRAHA do Warszawy.
Z przesiadką w Raciborzu docieram do Kędzierzyna gdzie jestem po 20:30.

Fotki, skany biletów: http://www.kolejomania.rail.pl/dun.html
Pozdr.
Grzesiek
<!-- w --><a class="postlink" href="http://www.kolejomania.rail.pl">www.kolejomania.rail.pl</a><!-- w -->
<!-- w --><a class="postlink" href="http://www.facebook.com/kolejomania">www.facebook.com/kolejomania</a><!-- w -->
Odpowiedz
#77
UZNAMSKIE KLIMATY

DZIEŃ 1 - 21.04.2017.
Kędzierzyn - Opole - Wrocław - Poznań - Szczecin - Świnoujście

Tydzień po świętach wielkanocnych zrealizowałem wyjazd, który chodził mi po głowie już od kilku lat, a mianowicie odwiedziny Świnoujścia i Uznamskiej Kolei Uzdrowiskowej. Wyruszam w piątkowy poranek regio Gliwice-Opole Zachodnie o 6:26. Na tablicach kierunkowych jako stacja docelowa błędnie wyświetlane są Gliwice (zapewne nie zmieniono tego po wcześniejszym kursie). W Opolu mam godzinę czekania na IC BARNIM, którym pojadę bezpośrednio do Świnoujścia. Oczekiwanie przedłuża się, bo BARNIMOWI zapowiadają prawie pół godziny w plecy. W międzyczasie przyjeżdżają kolejne dwa pociągi z Kędzierzyna. W końcu przyjeżdża spóźnialski IC. Skład jest krótki, więc i zapełnienie jest duże, ale na szczęście trafiło mi się dobre miejsce w wagonie z przedziałami. Kierujemy się do Wrocławia, a następnie na Poznań przez Leszno. Odcinkiem Leszno-Poznań jedzie się dosyć mozolnie, bo są tam prowadzone prace. Dodatkowo przez nasze opóźnienie jesteśmy przywalani na krzyżowaniach i jeszcze je powiększamy. Tablice w całym składzie sporządzone z błędną nazwą BARNIN z prowizorycznym poprawieniem błędu poprzez zaklejenie ostatniej litery prawidłową lub po prostu dorysowanie czerwonym mazakiem brakującej kreski. Tongue W Poznaniu dosiada się do mnie Kasia, która przyjechała tu z Olsztyna pociągiem TLK JEZIORAK. Miejscówki wzięliśmy sobie w tym samym przedziale, więc całe okno jest dla nas. Kierujemy się do Szczecina Głównego, na który wjeżdżamy przez Szczecin Port Centralny, tak aby w dalszą drogę udać się bez zmiany czoła przez Szczecin Wstowo. Mam okazję przypomnieć sobie trasę do Świnoujścia, którą za Goleniowem jechałem tylko raz (w obie strony). W Świnoujściu jesteśmy o 16:10. Dzisiejsze popołudnie spędzimy już w tym mieście. BARNIM zostaje ściągnięty na stację postojową przez stonkę, jednak jej malowanie wskazuje na to, że nie należy ona do PKP IC, a do jakieś prywatnej firmy.

Teraz musimy przeprawić się na drugą stronę Świny. Przed dworcem kobieta na wózku inwalidzkim woła mnie, żebym podszedł i jej pomógł. Upewniam się pytając czy mam ją popchać na znajdujący się obok podjazd, na co dostaję odpowiedź, że popchać to sobie mogę swoją żonę. Tongue Tongue Przeprawiamy się na drugą stronę rzeki Świny, na której nie ma mostów i jedyną możliwością przeprawy są właśnie promy. Dla pieszych oraz kierowców będących mieszkańcami Świnoujścia przeznaczona jest przeprawa, z której właśnie korzystamy, natomiast dla kierowców zamiejscowych funkcjonuje przeprawa Karsibór położona nieco dalej. Tuż przed odpłynięciem na nasz prom wjeżdża karetka na sygnale. Trochę przerąbane jest funkcjonowanie w takim trybie, szczególnie w nagłych sytuacjach gdy pogotowie musi pilnie dojechać do chorego w przypadku zagrożenia życia. Za kilka lat powinno się to zmienić, bo w końcu ma powstać tunel pod Świną, który rozwiąże problemy mieszkańców Świnoujścia. Po przeprawieniu się, w pierwszej kolejności udajemy się na Plac Słowiański w celu odwiedzenia informacji turystycznej. Pobieramy w niej mapę miasta. Niestety placówka nie prowadzi sprzedaży magnesów i pocztówek, ale według pracowników bez problemu dostaniemy to w Dzielnicy Nadmorskiej. Wcześniej trafiamy na stoisko z magnesami przy kiosku z papierosami ale założyłem, że na promenadzie będzie większy wybór. Udajemy się właśnie tam. Niestety moje założenie okazało się błędne, bo nie znaleźliśmy prawie żadnego sklepu, a nieliczne, na które trafiliśmy były już zamknięte. Latem w środku sezonu pewnie jest inaczej. Idziemy w kierunku plaży, ale w pewnym momencie łapie nas ulewa, więc musimy ją przeczekać pod parasolem przy jednej z knajp. Gdy w końcu przestaje padać, kontynuujemy spacer na plażę, na której jednak bardzo pusto i wietrznie. Innym wyjściem powracamy na promenadę. Naszą sytuację magnesowo-pocztówkową ratuje urząd pocztowy przy promenadzie, który akurat dzisiaj jest czynny aż do 20:00. Wypadałoby zjeść jakąś kolację, więc trafiamy do knajpki Złota Rybka przy jednym z wejść na plażę. Kasia zamawia sobie langosza, a ja pizzę. Na tyłach knajpki odbywa się dancing. Gościom przygrywa muzyk Ireneusz Waga. Tańczymy kilka kawałków, a następnie kierujemy się w miasto i docieramy do stacji Świnoujście Centrum, z której jutro wystartujemy. Dosłownie w ostatniej chwili robimy zakupy w znajdującej się naprzeciwko stacji Biedronce. Następnie idziemy na ul. Gdyńską, gdzie mamy nocleg w schronisku młodzieżowym. Przez chwilę nie możemy go znaleźć, bo w pobliżu są 3 podobnie wyglądające budynki: jeden to szkoła, drugi to ośrodek wczasowy BRYZA, gdzie też rozważałem nocleg, a schronisko znajduje się za szkołą (poszliśmy od złej strony). Zarezerwowaliśmy pokój 2-osobowy, w praktyce trafiliśmy do pokoju z 3 łóżkami i telewizorem. Łazienka na korytarzu, męska zaraz obok pokoju, a damska w tym samym miejscu tylko piętro niżej. Cena noclegu 36 zł (32 zł + 4 zł opłaty uzdrowiskowej). Kasia z racji statusu studenta płaci za noc 32 zł (28 zł + 4 zł). Zameldować trzeba się najpóźniej o 22:00, aczkolwiek recepcjonista jest przez całą noc, więc w razie potrzeby pewnie można się dogadać. Za oknem rozpadało się na dobre, miejmy nadzieję, że do rana przejdzie.

DZIEŃ 2 - 22.04.2017.
Świnoujście Centrum - Seebad Heringsdorf - Zinnowitz - Peenemünde - Zinnowitz - Züssow - Stralsund - Barth - Stralsund - Altefähr - Stralsund - Greifswald - Züssow - Wolgast Hafen - Seebad Heringsdorf - Świnoujście Centrum

Wstajemy po 5:00, zabieramy to co nam będzie potrzebne i po 5:30 opuszczamy schronisko. Zapowiada się słoneczny dzień, ale wieje bardzo zimny wiatr. Na stacji Świnoujście Centrum jesteśmy około 6:00. Pociągu jeszcze nie ma, przyjedzie z Niemiec kilka minut przed odjazdem. Oprócz nas czekają jeszcze jakieś pojedyncze osoby. Przyjeżdża spalinowa jednostka GTW 2/6 produkcji Stadlera. Będzie to dzisiaj nasz główny pojazd, ponieważ wszystkie pociągi UBB obsługiwane są tymi składami. Szybka zmiana czoła, więc nie było czasu na zrobienie porządnych zdjęć. Pierwotnie planowałem skorzystać z biletu Usedom-Ticket, jednak ostatecznie zakupimy bilet Insel & Me(e)hr-Ticket, o którego istnieniu dowiedziałem się dzięki stronie http://kolejnapodroz.pl/. Strona ta pomogła mi również wytypować które miasta dzisiaj zwiedzimy. Oba wspomniane bilety są ważne na trasach UBB, z tym że Usedom-Ticket tylko w strefie A (odcinek Świnoujście Centrum – Züssow) a Insel & Me(e)hr-Ticket na wszystkich trasach UBB od Świnoujścia przez Stralsund aż po Barth. Można także wybrać Mecklenburg-Vorpommern-Ticket, który umożliwia jazdę nie tylko po trasach UBB ale także po całym landzie Meklemburgia-Pomorze Przednie. Różnica cenowa jest minimalna, jednak MVT w dni robocze jest ważny dopiero od 9:00. My jednak nie zapuścimy się nigdzie dalej niż UBB. Cena naszego biletu dla 2 osób to 26 euro (czyli 13 euro za osobę). Bilet ważny jest też w autobusach UBB kursujących po wyspie Uznam. Większość niemieckich ofert działa tak, że im większą grupą się podróżuje tym koszt podróży na osobę jest tańszy, natomiast mało opłacalne jest podróżowanie w pojedynkę. Gdybyśmy jechali w 5 osób, koszt naszej dzisiejszej wycieczki wyniósłby zaledwie 7,60 euro za osobę. Na UBB bilety (nie wiem czy wszystkie) sprzedawane są w formie papierowej. Blankiety są oddzielne dla każdego biletu, a nawet każdego wariantu jeśli chodzi o ilość osób. Każdy kierpoć chodzi więc z torbą zawierającą masę przegródek i pliczków biletów. Ruszamy o 6:18. Po ujechaniu kilkuset metrów wjeżdżamy już na terytorium Niemiec i tym samym mogę odhaczyć następne kolejowe przejście graniczne na swojej mapie. Pierwszą stacją po niemieckiej stronie jest Ahlbeck Grenze, gdzie kończyła się linia kolejowa zanim otworzono granice i przedłużono ją do Świnoujścia. Na czołowej stacji Seebad Heringsdorf zmiana czoła. Pociąg jedzie bezpośrednio do Stralsundu, jednak my wysiadamy w Zinnowitz, gdzie mamy szybką przesiadkę na pociąg do Peenemünde. To króciutki kikucik, który zaliczymy sobie teraz, żeby później się nim nie martwić. Następnie założenie jest takie, żeby wyjechać najdalej gdzie sięga ważność biletu (czyli do Barth) zaliczając trasę, a potem stopniowo cofać się do Świnoujścia zwiedzając po drodze miasta. Trasa do Peenemünde jest mało ciekawa, a jej koniec znajduje się w odludnej okolicy. Zmiana czoła to tylko 4 minuty, więc Kasia nawet nie wysiada z pociągu, a ja wyskakuję tylko na ekspresowe fotki. Powracamy do Zinnowitz. Jest tu skomunikowanie z pociągiem do Świnoujścia, a my na pociąg w kierunku Züssow będziemy musieli trochę poczekać. Przed dworcem nic ciekawego, a do centrum na tyle daleko, że nie zdążymy się wybrać. W holu dworca gablota z masą gadżetów UBB. Są między innymi pocztówki, książki, kubki, długopisy, a nawet japonki, które akurat są na promocji. Symbol kolei UBB to świnka, którą można spotkać na wszystkim co związane jest z tym przewoźnikiem. Najbardziej podobają nam się magnesy w kształcie pociągu, ale one akurat nie są na sprzedaż, a służą do przyczepiania kartek w gablotach. Niestety kasa o tej porze jeszcze nieczynna, więc nawet gdybyśmy chcieli, to nie będziemy mogli niczego sobie kupić.

Ruszamy w dalszą drogę. Jedziemy m.in. przez Wolgast, gdzie kończy się wyspa Uznam, a dawniej kończyła się także linia kolejowa. W 2000 roku oddano most zwodzony Peenebrücke łączący wyspę ze stałym lądem i tym samym połączono linię UBB z resztą niemieckiej sieci kolejowej. Nasz pociąg kończy bieg w Züssow, które wita nas gradem. Tongue Stacja to jeden peronik w odludnej okolicy. Chwilę po naszym przyjeździe po drugiej stronie peronu zatrzymuje się RE do Berlina. W oczekiwaniu na nasz pociąg mamy okazję oglądać tęczę. Pociągi UBB do Świnoujścia na wszystkich stacjach w Niemczech wypisany są jako do Swinemünde. Nie wiem czy jest to prawidłowo, bo z tego co się orientuję nie powinno się zmieniać oryginalnych nazw stacji (tak jak my np. na Centralnym nie piszemy Wiedeń Główny tylko oryginalnie Wien Hbf). Piętrowym RE jedziemy do Stralsundu. Kończymy podróż na jednym ze ślepych torów. Jest ich kilka, a perony przelotowe położone są na łuku w drugiej części stacji. Przed peronami znajduje się niewielki taras, a tylko na najbardziej skrajny trzeba przejść tunelem. Zaglądamy na chwilę do dworcowej księgarni, a następnie wsiadamy w pociąg do Barth. Frekwencja niska. Przez pierwsze kilometry jedziemy magistralą, którą kursują pociągi w kierunku Rostocku. Dopiero na stacji Velgast odbijamy na lokalną linię. O 10:43 jesteśmy w Barth. Optymalny czas na zwiedzanie miasta to 1-1,5 godziny. Niestety w tym przypadku rozkład jest dla nas niekorzystny, ponieważ możemy tu spędzić albo pół godziny albo prawie 3 godziny. Na szczęście okazuje się, że do rynku jest bliżej niż wyglądało to na mapie, więc zdążymy. Wygląda na to, że są jakieś plany wycięcia pociągów do Barth, bo na mieście trafiamy na różne plakaty wyrażające protest przeciwko brakowi pociągów w tym mieście. Rynek bardzo ładny. Niestety nie zdążymy pójść do portu ani obejrzeć uliczek okalających starówkę, bo gdybyśmy zostali tu prawie 3 godziny, to nie starczyłoby nam czasu na resztę zaplanowanych punktów wycieczki. Do pociągu powracamy na ostatnią chwilę. W tą stronę zapełnienie dość duże. Jedzie sporo osób z walizkami, zapewne na przesiadki do Stralsundu, do którego docieramy o 11:44. Na to miasto mamy przewidziane najwięcej czasu, ponad 3 godziny. Opuszczamy dworzec i idziemy na starówkę. Zwiedzając miasta, jak zawsze robimy masę zdjęć. Nie sposób zamieścić ich wszystkich, więc z każdej miejscowości prezentujemy tylko kilka wybranych. Spacerujemy uliczkami mijając Nowy Rynek (Neuer Markt), na którym trwa festiwal food trucków, a także ratusz oraz kościół Św. Mikołaja, za którym znajduje się Stary Rynek (Alter Markt). Idąc dalej docieramy do portu. Spacerujemy po molo, przy którym zacumowanych jest dużo łódek. Jest też sporo wędkarzy. W oddali widać wysoki i okazały most drogowy Rügenbrücke łączący Stralsund z wyspą Rugią. Wstępujemy też do księgarni, w której Kasia powiększa swój zbiór niemieckojęzycznej literatury. Smile Na dworzec powracamy tuż przed 14:00. Stralsund planujemy opuścić pociągiem po 15:00, ale wcześniej zamierzam wykorzystać fakt, że nasz bilet ważny jest także na krótkim odcinku Stralsund-Altefähr i przejechać się wspomnianym mostem na wyspę Rugię. Niestety most kolejowy idzie znacznie niżej od mostu drogowego. Tą krótką przejażdżkę odbędziemy flirtem do stacji Sassnitz. Na stolikach mapki linii kolejowych. Zaraz za mostem znajduje się przystanek Altefähr, na którym musimy wysiąść. Mamy około pół godziny czasu. Wyjście z przystanku odbywa się przez ohydny pawilon, w którym śmierdzi. Klimaty jak w Polsce… W okolicy znajduje się tylko ruchliwa droga wiodąca na most oraz polanka nad wodą. Gdy przyjeżdża musimy do niego podbiec, bo nie zauważyliśmy tabliczki, że czoło pociągu zatrzymuje się w znacznej odległości od wiaty, pod którą czekaliśmy. Ponownie jedziemy przez most, a chwilę później wysiadamy na głównym dworcu w Stralsundzie.

W knajpce koło peronów kupujemy kawę oraz kiełbaskę z bułką i wsiadamy do pociągu UBB do Świnoujścia. Obok do odjazdu szykuje się ICE do Ostseebad Binz. Nasza podróż nie trwa długo, ponieważ wysiadamy na stacji Greifswald, gdzie będziemy mieć nieco ponad godzinę czasu. Na peronie wyprzedaż książek, z której korzysta Kasia i drugi raz powiększa swoje zbiory. Za 3,50 euro można dostać grubą książkę nieznacznie tylko uszkodzoną (np. mała dziurka na okładce). Obok stacji znajduje się dworzec autobusowy. Następnie parkiem docieramy do starego miasta i rynku z bardzo ładnym ratuszem. Zachodzimy też na chwilę do portu. Wracając na rynek mijamy budynek, przy którym powiewa polska flaga. Nieco inną drogą, ale również przez park powracamy na dworzec w momencie wjazdu naszego kolejnego pociągu. Piętrowym RE podjeżdżamy do Züssow, gdzie przesiadamy się na UBB do Świnoujścia. Jadą dwie jednostki, ale druga dojeżdża tylko do Seebad Heringsdorf, gdzie znajduje się zaplecze techniczne UBB. Dla nas bez znaczenia którym składem jedziemy, ponieważ kolejnym naszym celem jest Wolgast. Po drodze mijamy sporo wiatraków. W Wolgast nie wysiadamy na głównym dworcu, ale na przystanku Wolgast Hafen, który znajduje się przy starówce oraz moście zwodzonym. Idziemy na starówkę z wąskimi uliczkami i ładnymi budynkami. Nie ma na niej żywego ducha. Trochę dziwne uczucie, bo miasto sprawa wrażenie wymarłego. Dopiero pod koniec naszego pobytu pojawiły się jakieś pojedyncze osoby. Na starówce znajduje się sklep modelarski z małą makietą kolejową na wystawie. Obok starówki znajduje się niewielki port. Kasia kieruje się powoli w stronę przystanku kolejowego, a ja biegnę jeszcze na most zwodzony, z którego mamy bardzo ładny widok. Czekam chwilę, aby sfotografować pociąg w kierunku Züssow. Następnie powracam na przystanek po drodze mijając budkę z UBB-owską świnką. Wsiadamy w kolejny pociąg, a przed nami nasz ostatni dzisiejszy cel - Seebad Heringsdorf. Nasz pociąg jedzie w bezpośredniej relacji do Świnoujścia (jak większość pociągów), ale po przyjeździe do Seebad Heringsdorf zostaje podana informacja, że w celu dalszej podróży należy przesiąść się do innego składu przy innym peronie. Dokumentuję sobie tą ciekawą stację. Bardzo fajnie prezentuje się piaskowa rzeźba świnki UBB, którą możemy tu oglądać. Przed dworcem znajduje się wypożyczalnia rowerów, również należąca do UBB. Idziemy na plażę, gdzie znajduje się molo. Jego długość podobna do tego w Sopocie, jednak mieści się ono znacznie wyżej nad wodą. Są na nim sklepiki, a na końcu restauracja. Przedzielone jest szybą, która stanowi osłonę od wiatru. Akurat zachodzi Słońce, jednak w tym rejonie wybrzeże skierowane jest w inną stronę, więc w przeciwieństwie np. do Ustki czy Łeby, nie da się tu oglądać Słońca zachodzącego do morza. Wynika z tego również fakt, że gdy spojrzymy w prawą stronę to ląd widać prawie do połowy horyzontu, gdyż wybrzeże skręca w lewo. Jednocześnie z zachodzącym Słońcem pada deszcz, a na horyzoncie pojawiają się dwie wielkie tęcze, więc klimat jest nieco niezwykły. Powracamy na stację i wsiadamy w ostatni dzisiejszego dnia pociąg. O 20:40 meldujemy się w Świnoujściu Centrum. Idziemy do Biedronki, a następnie do schroniska na zasłużony odpoczynek.

DZIEŃ 3 - 23.04.2017.
Świnoujście - Szczecin - Kostrzyn - Kowalów - Jerzmanice Lubuskie - Zielona Góra - Głogów - Wrocław - Opole - Kędzierzyn

Schronisko opuszczamy o 6:20. Idziemy na prom, do którego docieramy przez przystań. Przeprawiamy się na drugą stronę Świny i wsiadamy do podstawionego już IC MATEJKO do Przemyśla. Jazda upływa spokojnie. W tym pociągu również wzięliśmy sobie miejscówki w tym samym przedziale. W Szczecinie Głównym jesteśmy o 8:50. Od czasu mojej ostatniej wizyty został oddany do użytku nowy dworzec. Właściwie to nie tak do końca nowy, bo jest to dobudówka do istniejącego budynku dworca, który też nadal funkcjonuje. Szczerze mówiąc nie zrobiła na mnie wrażenia. Najbardziej widoczną zmianą jest nowe zadaszone przejście nad torami oraz ruchome schody. Zakupujemy bilety 15-minutowe i przed dworcem oczekujemy na tramwaj. Do dzisiaj nie mogę rozkminić, w jaki sposób skorzystać z ławki będącej elementem wiaty przystankowej. Nadjeżdża 6-ka. Podjeżdżamy na Wały Chrobrego i wchodzimy na nie. Następnie kierujemy się na Zamek Książąt Pomorskich, na którego dziedziniec na chwilę zaglądamy. Dalsza trasa wiedzie przez Rynek Sienny. Zachodzimy także do kościoła Św. Jana Ewangelisty na niedzielną Mszę. Powracamy na dworzec, z którego rozjedziemy się już w różnych kierunkach. Kasia pojedzie IC CHEŁMOŃSKI do Poznania, a następnie TLK UKIEL do Olsztyna, a ja opuszczę Szczecin pociągiem TLK ŚWIATOWID przypominając sobie Nadodrzankę i przy okazji zaliczając obwodnicę Rzepina. Gdy przychodzimy na peron mój ŚWIATOWID już stoi. W składzie dwie wersje tablic kierunkowych: jedna z zaklejonym Rzepinem, a druga uwzględniająca Kowalów i Jerzmanice Lubuskie ale za to z zaklejoną stacją Szczecin Dąbie, przez którą do niedawna był objazd (są one co jakiś czas w związku z konserwacją mostu zwodzonego). Chwilę przed moim odjazdem podstawia się IC CHEŁMOŃSKI Kasi. Ruszam z malutkim poślizgiem. Wyjeżdżamy przez Szczecin Port Centralny, a następnie przez most zwodzony i Szczecin Podjuchy wskakujemy na Nadodrzankę. Północnym jej odcinkiem jechałem tylko raz i to jeszcze w kiepskiej formie (z grypą żołądkową), więc teraz przejadę ją sobie porządnie. W moim przedziale chłopak i dziewczyna. Ona wysiada w Chojnej, a chłopak z tego co dojrzałem jedzie aż do Zabrza. Pustych przedziałów w moim wagonie nie brakuje (celowo wziąłem najwyższy numer). Dokumentuję stacje. W Kostrzynie tym razem zaliczam poziom dolny, a niespełna miesiąc temu byłem na górze. W Kowalowie pociągi dalekobieżne normalnie nie mają postoju, ale teraz ze względu na prace torowe omijamy stację Rzepin. Wyrusza stąd autobus komunikacji zastępczej, który zabiera podróżnych do Rzepina, a stamtąd zabierze ludzi na nasz pociąg i spotka się z nami ponownie na stacji Jerzmanice Lubuskie. Aby autobus zdążył obsłużyć Rzepin, pociąg zarówno w Kowalowie jak i w Jerzmanicach ma wyznaczone po 10 minut postoju. Gdy nadchodzi godzina odjazdu ruszamy w dalszą drogę. Obwodnica Rzepina zaczyna się za przystankiem Drzeńsko, ale tutaj nie za bardzo są warunki żeby przesiadać się na KKA, stąd zapewne wyznaczono Kowalów. Zaliczam nowy odcinek torów, na którym prędkość bardzo dobra. W pewnym momencie przejeżdżamy nad linią z Rzepina w kierunku granicy, a niedługo później dołącza się do nas odnoga z tej stacji. Dojeżdżamy do Jerzmanic Lubuskich, gdzie czekamy na przyjazd autobusu. Zjawia się kilka minut przed naszym odjazdem, więc będziemy mogli ruszyć planowo. Mijamy bez zatrzymania Czerwieńsk, a następnie przecinamy linię w kierunku Zbąszynka. Chwilę później dołącza się do nas oddana dość niedawno łącznica umożliwiająca ominięcie Czerwieńska, która pozwoliła skrócić czas przejazdu pociągów z Zielonej Góry w kierunku Zbąszynka. Od Zielonej Góry zapełnienie w pociągu coraz większe, jednak do mojego przedziału, który dzielę tylko z chłopakiem jadącym ze Szczecina do Zabrza, nikt się nie dosiada i tak zostaje do samego końca podróży. Pogoda bardzo zmienna, raz słońce, raz ulewa. Planowo meldujemy się we Wrocławiu Głównym. Mamy tutaj nieco dłuższy postój, w czasie którego z sąsiedniego peronu odjeżdża impuls do Kędzierzyna. Ja przesiadam się na niego w Opolu, w którym ŚWIATOWID go wyprzedza. Odjeżdżamy z lekkim opóźnieniem, bo czekamy na skomunikowanie z opóźnionym CHEŁMOŃSKIM ze Szczecina. O 19:00 jestem w swoim mieście.

Fotki, skany biletów: http://www.kolejomania.rail.pl/uzn.html
Pozdr.
Grzesiek
<!-- w --><a class="postlink" href="http://www.kolejomania.rail.pl">www.kolejomania.rail.pl</a><!-- w -->
<!-- w --><a class="postlink" href="http://www.facebook.com/kolejomania">www.facebook.com/kolejomania</a><!-- w -->
Odpowiedz
#78
Świetna relacja, nie jestem jednak pewien czy manifestacja swoich poglądów polityczno-religijnych na forum kolejowym to dobry pomysł - ja w swoich relacjach dla przykładu wolę przemilczeć tego typu elementy, gdyż preferuję publikować teksty neutralne światopoglądowo i nie chcę, aby traciły one swoją wartość dla osób o innych poglądach.
Projektowanie aplikacji mobilnych - zapraszam na stronę MobileDevelopment.pl
Odpowiedz
#79
Cóż, jeśli dla kogoś jedno suche zdanie informujące o fakcie udziału np. w Mszy niedzielnej, jest, jak to określiłeś, manifestacją poglądów religijnych i obniża wartość tekstu to już jest problem tej osoby, że reaguje tak alergicznie. Nie napisałem niczego czego musiałbym się wstydzić, poza tym do czytania moich tekstów nikt nikogo nie przymusza. Smile O polityce nie przypominam sobie, żebym pisał w ostatniej relacji.
Pozdr.
Grzesiek
<!-- w --><a class="postlink" href="http://www.kolejomania.rail.pl">www.kolejomania.rail.pl</a><!-- w -->
<!-- w --><a class="postlink" href="http://www.facebook.com/kolejomania">www.facebook.com/kolejomania</a><!-- w -->
Odpowiedz
#80
Ja też nie uważam by było coś złego w tym, że ktoś napisał, że był w niedzielę w kościele - Kolejoman nikogo nie namawiał do tego by też chodzić.
TLK Kopernik (dawniej pociąg pospieszny)
Bydgoszcz Główna-Bydgoszcz Leśna-Solec Kujawski-Toruń Główny-Aleksandrów Kujawski-Włocławek-Kutno-Łowicz Główny-Sochaczew-Warszawa Zachodnia-Warszawa Centralna

HCP 112A
EN-57


Zapraszam na dyskutujesz.pl - forum dyskusyjne o serialach i nie tylko
Odpowiedz
#81
MAJÓWKOWE WOJAŻE

DZIEŃ 1 - 29.04.2017.
Kędzierzyn - Wrocław - Poznań - Wolsztyn - Leszno - Wrocław - Opole - Strzelce Opolskie - Gliwice - Kędzierzyn

Tegoroczny weekend majowy wypadał tak, że Bilet Weekendowy musiał być ważny 3 dni i PKP IC nic nie mogło na to poradzić, chociaż pewnie bardzo by chciało. Skorzystałem więc z okazji i trochę sobie pojeździłem. Na pierwszy dzień czyli sobotę 29 kwietnia zaplanowałem wizytę w Wolsztynie. Ostatnie moje odwiedziny były bardzo przygnębiające, ponieważ była to parada, w której wzięły udział aż 3 parowozy… Teraz jest już nieco lepiej i w tym roku przewidziany był udział większej ilości maszyn. Dojazd zaplanowałem PRZEMYŚLANINEM do Poznania, a następnie osobówką Poznań-Wolsztyn, aby przypomnieć sobie tę trasę. Na PRZEMYŚLANINA od wielu dni nie było już miejscówek w obu klasach, ale trudno się dziwić, bo to jedna z najgorszych nocy w całym roku. PRZEMYŚLANIN przyjeżdża lekko opóźniony. Dołączam do jadącego już kol. Roberta, który również wybiera się do Wolsztyna. Na korytarzu w naszym wagonie sporo osób, w tym jeden gość, który musiał brać niezły towar, ponieważ bez przerwy wydziera się po polsku i po angielsku i gada od rzeczy. Po jakimś czasie zaczyna to denerwować ludzi z przedziałów i kilka razy zostaje mu zagrożone, że jak się nie zamknie to oberwie. Gość jednak nic sobie z tego nie robi i wydziera się dalej, a dodatkowo zaczyna zaczepiać ludzi. Stwierdzamy z Robertem, że w takim towarzystwie do Poznania na pewno nie wytrzymamy, więc przenosimy się do spokojniejszego wagonu. Rozkładam kurtkę na podłodze i kładę się spać. Śpi się nawet nieźle, największą niewygodą jest konieczność odsuwania się, gdy ktoś przechodzi. We Wrocławiu pół godziny planowego postoju, a pociąg jeszcze bardziej się zapełnia. W końcu po 6:00 wysiadamy w Poznaniu Głównym.

Spędzamy trochę czasu w holu, gdzie Robert zakupuje turystyka, a następnie robimy sobie spacer do Biedronki, która znajduje się w pewnej odległości od dworca. Zarówno na dworcu jak i w mieście widzimy pełno młodych ludzi poubieranych w bardzo dziwne stroje, jakby postaci z bajek czy komiksów. Zapewne odbywa się jakaś impreza albo zlot. Po powrocie na dworzec idziemy na peron 4A. Dawniej był to niepozorny peronik, na którym kończyły bieg głównie pociągi z Wrocławia i Wolsztyna, teraz jest to porządny zadaszony peron. Stoją tutaj oliwkowe wagony Turkolu, które pojadą jako pociąg CEGIELSKI do Poznania. Gdzieś w oddali widać dym parowozu, który poprowadzi ten pociąg. My pojedziemy niedługo później planowym szynobusem Kolei Wielkopolskich. Czekamy aż do składu podepnie się parowóz, a następnie przechodzimy na peron 5, z którego odjedzie nasz szynobus. Obok trwa remont peronu 6. Tłum oczekujących robi się coraz większy. Niedługo przed odjazdem podstawiają się 2 szynobusy SA133. Na szczęście udało się dorwać sensowne miejsce. Do Lubonia jedziemy po magistrali Poznań-Wrocław, a następnie odbijamy na linię do Wolsztyna, która przechodzi wiaduktem nad magistralą. Trasa została zmodernizowana, a perony na stacjach i przystankach wyremontowane. Mimo dwóch szynobusów w pociągu i tak panuje straszny ścisk. Na stacji Stęszew nasz postój przedłuża się. Okazuje się, że czekamy na pogotowie, bo ktoś zasłabł. Na któreś z kolejnych stacji zastajemy faceta leżącego na peronie i wyglądającego na nieprzytomnego. Odjeżdżając widzimy, że jedna z wysiadających osób dzwoni po pogotowie. Do Wolsztyna docieramy po 11:00.

Na stacji spory tłum ludzi, przyjechała już większość pociągów specjalnych, za nami przyjedzie jeszcze tylko HIPOLIT z Torunia. Stoją między innymi stare niemieckie wagony. Idziemy w kierunku parowozowni po drodze oglądając sobie stragany. Jest między innymi stoisko PKP CARGO, na którym można kupić długopisy, magnesy i inne ciekawe pamiątki. W momencie naszego przyjścia, na terenie hali akurat odbywa się wręczenie nagród za konkurs fotograficzny. Oglądamy sobie zwycięskie prace, które zostały zaprezentowane. Czas do parady spędzamy spacerując po parowozowni. Następnie powoli zajmujemy dogodne miejsce do oglądania parady. Przed paradą przejeżdża HIPOLIT z Torunia, retro z parowozem, osobówka do Poznania oraz manewruje turbostonka ze składem retro. Najpierw ma odbyć się koncert Wolsztyńskiej Powiatowej Orkiestry Dętej. Została ona jednak potraktowana bardzo niefajnie, ponieważ nikt nie wyłączył (ani nie zainteresował się aby to zrobić) lecącej z głośników muzyki, przez co orkiestry w ogóle nie było słychać. Każdorazowo gdy milknie muzyka orkiestra zaczyna swój utwór myśląc, że w końcu ktoś wyłączył, ale po chwili ponownie jest zagłuszana przez kolejny utwór z playlisty. Na koniec nadchodzi chmura, z której zaczyna padać grad, więc muzycy w popłochu opuszczają scenę i tak skończył się ich koncert… Start parady jest odwlekany, ponieważ jak tłumaczą organizatorzy czekamy aż przejdzie chmura i deszcz. Niestety deszcz nie przestaje padać i nie ma wyjścia, trzeba rozpocząć paradę pod parasolami. W pokazie biorą udział następujące parowozy: Ol49-59, Pt47-65 z Wolsztyna, Tkt48-191, OKz32-2 z Chabówki, TKt48-18 z Jaworzyny Śląskiej, Tkh O5353 z Wrocławia, 35 1019, 18 201 z Cottbus, 03 2155 z Berlina i 475.179 z czeskiego Děčína. Na początek tradycyjnie każdy parowóz prezentowany jest pojedynczo. Fajne wrażenie zrobił 18 201 opalany mazutem, który w pewnym momencie cały sam się zasłonił białą chmurą dymu. Następnie odbywały się przejazdy w parach, a na koniec przejazd całej dużej kolumny wszystkich maszyn. Podczas parady pada zdanie, że "te parowozy przywiozły całe rzesze Niemców", ekhm... Tongue Po paradzie mamy jeszcze trochę czasu, więc przechodzimy na drugą stronę torów. Przez stragany idziemy do miasta, bo wstyd się przyznać, ale byłem w Wolsztynie wiele razy, a nigdy nie ruszyłem się poza stację. Zaliczamy rynek oraz małe molo nad jeziorem. W drodze powrotnej wstępujemy do knajpy na pizzę i kebaba. Na dworzec powracamy kilka minut przed przyjazdem szynobusu Zbąszynek-Leszno. Akurat manewruje parowóz, który przyjechał z pociągiem retro.

W pociągu do Leszna też sporo osób, ale nie ma takiego ścisku jak w drodze z Poznania. W Lesznie mamy 7 minut na przesiadkę na IC BARNIM. Przedłuża się nam jednak postój na stacji Nowawieś Mochy. Po zajrzeniu w infopasażera znajdujemy tam inny rozkład niż był w hafasie i na bilecie, według którego meldujemy się w Lesznie kilka minut później. Od kierownika dowiadujemy się, że mamy na dziś indywidualny rozkład spowodowany mijanką z parowozami, które jechały na obrotnicę do Leszna. Skomunikowanie z IC jednak będzie, bo przesiada się sporo osób. Pierwotnie miałem wracać z Wolsztyna sam, ale ostatecznie jedzie ze mną Robert, który ustalił dalszy plan swojej wycieczki. Jego celem jest Świnoujście, ale najpierw wyjedzie do Gliwic, gdzie spotka się z ekipą na dalszą podróż. W Lesznie szybki bieg na drugą stronę stacji, gdzie oczekuje na nas IC. Zapełnienie duże, więc stajemy sobie na korytarzu. Drużyna mimo, że widzi sporo osób na korytarzu nie udostępnia nam pustego zamkniętego przedziału, który znajduje się w wagonie, ale gdy pojawia się kolejarz z rodziną jadący prywatnie z parady to przedział zostaje udostępniony, na czym my również korzystamy. Cóż, jak widać są równi i równiejsi... We Wrocławiu w pociągu robi się luźniej. Nasz skład przyjeżdża do Opola kilka minut po odjeździe ostatniego regio do Kędzierzyna, więc muszę pojechać do Gliwic i tam łapać UZNAMA. Przez Strzelce jedzie się szybko, miejmy nadzieję, że za kilka lat taki sam standard jazdy będzie przez Kędzierzyn. Okazuje się, że BARNIM też ma w infopasażerze inny rozkład niż w hafasie, tym razem jednak dziwi to nawet drużynę, która fotografuje wyświetlacz peronowy w Gliwicach. Niecałe pół godziny czekania i wsiadamy w TLK UZNAM, w którym dołączamy do siostry Roberta z chłopakiem. O 22:10 jestem w Kędzierzynie i kończę pierwszy dzień wyjazdu, a z Robertem i ekipą być może spotkam się jeszcze w poniedziałek (w zależności od tego gdzie ostatecznie zdecydują się pojechać).


DZIEŃ 2 - 30.04.2017.
Kędzierzyn - Katowice - Częstochowa - Piotrków Trybunalski - Częstochowa - Katowice - Pszczyna - Rybnik - Kędzierzyn

Dziś, z racji wczorajszego długiego dnia i zarwanej nocy, postanowiłem zrobić sobie luźniejszy wyjazd. Chciałem zwiedzić jakieś miasto, w którym nigdy jeszcze nie byłem. Wybór padł na Piotrków Trybunalski, ze względu na dobry dojazd i powrót połączeniami PKP IC. Dla urozmaicenia, do domu powróciłem przez Pszczynę i Rybnik. Wyruszam o 7:28 pociągiem TLK WYSOCKI relacji Racibórz-Warszawa. Gdy pobierałem miejscówki było dość kiepsko z miejscami i wynikało z tego, że jedzie krótki skład, ale po przyjściu na dworzec okazuje się, że jedzie również wzmocnienie (planowo kursujące w kierunku Warszawy w soboty i poniedziałki), więc mam prawie prywatny wagon na początku składu. Na wyjeździe z Kędzierzyna kilka zdjęć. Trasy nie ma co opisywać, bo jechałem nią wiele razy. Przed Piotrkowem zostaje podana informacja, że osoby wysiadające z tylnych wagonów, mają przejść do przodu. Przyczyną jest remont wiaty i nieczynna część peronu, przy którym się zatrzymujemy. Najpierw oglądam sobie dworzec. Hol dość przyjemny. Za tablicę z odjazdami służą 3 monitory, na których spokojnie można by było wyświetlić kilkanaście najbliższych odjazdów, a tymczasem wyświetlane są raptem 3 ze względu na bardzo duże litery (jedna wielka linijka przechodzi przez 3 ekrany). Naprzeciwko dworca kolejowego znajduje się niewielki dworzec autobusowy, bardzo mizerny. Obok dworca znajduje się wieża ciśnień. Główną ulicą miasta docieram do starówki. W różnych jej miejscach są umieszczone informacje odnośnie filmów i scen kręconych właśnie w tym miejscu. Jest m.in. budynek, w którym była kręcona scena napadu na jubilera w „Vabanku” oraz ławeczka z Henrykiem Kwinto. Dochodzę do rynku, na którym znajduje się m.in. restauracja o wdzięcznej nazwie KROCHMAL. Niestety informacja turystyczna jest czynna do 30 kwietnia od poniedziałku do soboty, a od 1 maja przez 7 dni w tygodniu. Dzisiaj mamy niedzielę 30 kwietnia, jak pech to pech. Idę także do kościoła na niedzielną Mszę. Po obejściu starówki z różnych stron, kieruję się z powrotem w stronę torów. Idę jeszcze na drugą stronę miasta, gdzie dochodzę do galerii handlowej Focus Mall (liczyłem, że znajdę tam pocztówkę lub magnes, ale niestety nie było). Następnie powracam na stację. Znaki przy przejeździe kolejowym trochę nieżyciowe, bo kierują ludzi na kładkę mimo, że na przejeździe jest chodnik, z zastrzeżeniem, że jeśli idziesz na peron to nie musisz korzystać z kładki Tongue Tongue Przyjechał kibel do Częstochowy w nowym malowaniu POLREGIO, który będzie tu wyprzedzany przez mojego ONDRASZKA, a w przeciwnym kierunku nadjeżdża regio Częstochowa-Łódź Fabryczna. W oczekiwaniu na ONDRASZKA robię jeszcze trochę zdjęć.

ONDRASZEK obsługiwany jest dartem. Jedziemy bez problemów aż do Sosnowca, gdzie stajemy na dłużej. Z początku myślę, że może to jakaś kontrola celna na przejściu granicznym między Zagłębiem a Śląskiem, ale okazuje się, że na początku składu jest wyładowywanych na peron kilka osób na wózkach inwalidzkich. Cała operacja z użyciem platformy zajmuje prawie 15 minut… Na szczęście nie zagraża to jeszcze mojej przesiadce w Pszczynie. W Katowicach szybki postój i jedziemy dalej. Między Katowicami a Katowicami Ligotą jest jeszcze stary tor, który powoduje regularne stukanie kół pociągu, jak za dawnych czasów na wszystkich trasach. W Pszczynie gdzie wysiadam, przepuszcza nas flirt do Wisły. Mam chwilę czasu, więc szybko obchodzę sobie stację. Do Kędzierzyna pojadę TLK SKRZYCZNE relacji Bielsko-Biała – Wrocław. Pociąg ten w godzinach popołudniowych w stronę Wrocławia kursuje tylko w dni, kiedy odbywają się powroty studentów, czyli w niedziele i końcówki długich weekendów. Dzisiaj jest niedziela, ale wypadła w środku długiego weekendu, a mimo to pociąg jedzie (może ze względu na obiegi), więc raczej nie spodziewam się dużej frekwencji. Nie mylę się i mimo długiego składu frekwencja jest co najwyżej na jeden wagon. Trochę ludzi dosiada w Żorach oraz Rybniku. Na trasie Pszczyna-Rybnik prędkość tragiczna. Z Rybnika kierujemy się na towarową linię do Suminy przez Jejkowice. Za stacją w Rybniku linia poprowadzona jest po wysokim nasypie, a z prawej strony mamy rozległy widok na miasto. Tutaj już śmiga się szybko, więc ani się oglądamy a już jesteśmy w Suminie, a następnie w Nędzy, gdzie zjeżdżamy łącznicą na linię w stronę Kędzierzyna. Mamy postój w Kuźni Raciborskiej, który jest nowością od tego rozkładu jazdy. Zatrzymuje się tu także TLK WYSOCKI, który od czerwcowej korekty rozkładu będzie obsługiwany dartem. Podczas postoju kierownik robi sobie selfie, aby (jak mówi) pokazać na jakim zadupiu był. Tongue Na odcinku Racibórz-Kędzierzyn trwa remont, więc na sporym kawałku ruch odbywa się po jednym torze. Na wjeździe do Kędzierzyna jeszcze kilka ujęć z szopy. Po 18:30 meldujemy się na peronie 1 w moim mieście.


DZIEŃ 3 - 1.05.2017.
Kędzierzyn - Katowice - Kraków - Włoszczowa Północ - Tomaszów Mazowiecki - Łódź Widzew - Łódź Fabryczna - Łódź Widzew - Koluszki - Częstochowa - Katowice - Gliwice - Kędzierzyn

rzeciego dnia chciałem zwiedzić sobie nowy dworzec Łódź Fabryczna oraz zaliczyć 2 brakujące mi odcinki: Idzikowice-Zapowiedź (zjazd z CMK na Tomaszów Mazowiecki) oraz Słotwiny-Żakowice Południowe (ominięcie Koluszek). Miałem dwie opcje podróży, jednak ta, która najbardziej mi odpowiadała zależy od tego jak pojedzie TLK UZNAM, który do najpunktualniejszych pociągów nie należy. Budzę się około 6:00 i pierwsza rzecz, którą robię jest sprawdzenie infopasażera. Na szczęście UZNAM ma tylko niecałe pół godziny w plecy, więc będę mógł zrealizować podstawową opcję, czyli podróż do Łodzi przez Kraków, a następnie powrót wiedenką. W przeciwnym razie musiałbym jechać odwrotnie, czyli WYSOCKIM do Koluszek, potem do Łodzi, a następnie wracać przez Kraków. Na kędzierzyński dworzec docieram sobie na spokojnie przed 7:00. Najpierw przyjeżdża regio Opole-Gliwice, a po nim opóźniony UZNAM. Pusty nie jest, ale do tłoku daleko. W GOP-ie na każdej stacji wsiada pełno rodzin z dziećmi, które korzystając z wolnego dnia i pięknej pogody, jadą na wycieczki do Krakowa. Na E-30 między Katowicami a Krakowem nareszcie zaczęło się coś dziać. Praktycznie cały odcinek Krzeszowice-Kraków jest jednotorowy i mocno rozkopany. Peron w Rudawie w tej chwili nie istnieje, a w Zabierzowie czy Krakowie Mydlnikach powstają nowe. Na szlakach też dość zaawansowane prace. Jak wyremontują ten odcinek oraz Opole-Kędzierzyn, to w końcu na E-30 powróci normalność. W Krakowie z racji opóźnienia mam niecałą godzinę czasu. Tradycyjnie robię sobie szybki spacer na rynek przy okazji zakupując obwarzanki. Po powrocie udaję się na peron 5, przy którym stoją dwa flirty. Ten po prawej to IC KOLBERG do Olsztyna, a po lewej IC SUKIENNICE do Gdyni, którym pojadę. Miejsce zaklepałem sobie oczywiście takie jak lubię i w odpowiednim kierunku. Ruszamy planowo. Mam okazję przypomnieć sobie trasę dojazdową z Krakowa do CMK, którą jechałem chyba tylko z 2-3 razy w życiu. Od Psar już dobrze znany szlak. Za Idzikowicami zwalniamy i zjeżdżamy w lewo na łącznicę, którą zaliczam. Wiedzie ona przez gęsty las, a prędkość na niej całkiem dobra. Mamy postój w Tomaszowie Mazowieckim, a następnie zaliczam ominięcie Koluszek. Ten odcinek nieco dłuższy od pierwszego i też w większości leśny, chociaż przez moment mamy też pole. Na linię łódzką wjeżdżamy w Żakowicach Południowych. Generalnie to miejsce jest dość pogmatwane, ponieważ Żakowice Południowe są położone zaraz obok Żakowic zwykłych i przez pewien czas każda z tych stacji była obsługiwana tylko w jednym kierunku, a jeden ze zmodernizowanych peronów stacji Żakowice był nieużywany, co budziło kontrowersje. Do Koluszek można wjechać zarówno przez Żakowice zwykłe jak i Południowe. Ta druga opcja jest trudniejsza do zaliczenia (o ile w ogóle jeszcze możliwa), ja niestety jej nie mam. Ok. 13:20 meldujemy się w Łodzi Widzew, gdzie muszę wysiąść, bo pociąg kieruje się od razu na Zgierz.

Niestety najbliższy pociąg do Łodzi Fabrycznej odjeżdża dopiero za ponad godzinę, więc dostanę się tam w inny sposób, a konkretnie zrobię sobie spacer do miejsca, w którym będę mógł wsiąść w linię tramwajową umożliwiającą mi zaliczenie nowych odcinków torów przy Dworcu Fabrycznym. Po drodze mijam ul. Parowozową, tak w nawiązaniu do pierwszego dnia wyjazdu. Smile Pieszo docieram aż do przystanku Tuwima. W oddali widać już dworzec Łódź Fabryczna. Będę chciał wyruszyć 4-ką. Wcześniej jednak nadjeżdża inna linia, więc wsiadam do niej, kupuję w automacie bilet 60-minutowy i na kolejnym przystanku opuszczam tramwaj. Chwilę później nadjeżdża już właściwa linia. Zaliczam nią nowy odcinek torów przy Dworcu Fabrycznym, który obejmuje dwa przystanki. Dojeżdżam do połączenia z pierwotną siecią, czyli do przystanku Kilińskiego-Narutowicza. Do zaliczenia został mi jeszcze drugi krótki odcinek, który umożliwia obsługę Dworca Fabrycznego w okrojonym wariancie. W tym celu przechodzę pieszo na przystanek Plac Dąbrowskiego, skąd linią 12B zaliczam pożądany odcinek. o wysiadce szybko biegnę na podziemne perony, żeby zdążyć na pociąg odjeżdżający o 15:07, ponieważ chcę zaliczyć porządnie tunel i odcinek Łódź Fabryczna – Łódź Widzew. Jest to pociąg ŁKA Sprinter POWIDOKI do Warszawy, którym na odcinku łódzkim mogę pojechać na podstawie posiadanego biletu czasowego MPK Łódź. adąc tunelem wydaje się, że jest on długi, bo pociąg rozpędza się i jedzie tak przez dłuższą chwilę. Idąc pieszo nie wydaje się to aż tak odległy dystans. Po wyjeździe z tunelu mamy postój na zmodernizowanej stacji Łodź Niciarniana, a chwilę później wjeżdżamy na Widzew. W ostatecznym rozrachunku wyszło, że wyrobiłbym się z wszystkim na bilecie 40-minutowym. Mam kilkanaście minut czekania i na Fabryczny powrócę dartem na IC NAŁKOWSKA, już w ramach mojego weekendowego.

Ten sam skład zabierze mnie w dalszą drogę (już jako IC ZAMENHOF relacji Łódź Fabryczna – Białystok) jednak najpierw będę mieć 40 minut, żeby obejrzeć sobie ten dworzec i podziemne perony. Stacja jest ładna i nowoczesna, ale na razie dość słabo wykorzystana. Wynika to z tego, że stacja jest na razie (podobnie jak stara) czołowa, więc obsługuje tylko pociągi kończące bieg. Sytuacja ma się zmienić, gdy zostanie wydrążona dalsza część tunelu pod Łodzią (umożliwiająca przejazd w kierunku Łodzi Kaliskiej i Zgierza) i skierowana zostanie tędy większość pociągów. Niestety w obecnym funkcjonowaniu dworca zrobiono duży błąd, ponieważ nie zabudowano za peronami rozjazdów umożliwiających oblot składu wagonowego przez lokomotywę (mimo, że jest na to miejsce), przez co wjeżdżać tu mogą tylko pociągi obsługiwane EZT, a w przypadku gdy np. dart się popsuje i w jego zastępstwie jedzie skład wagonowy, to pociąg jest odwoływany na odcinku Widzew-Fabryczna. W holu stoją imitacje dawnego budynku dworca. Na głównej tablicy z odjazdami wyświetla się jednak duży komunikat o błędzie. W samym holu, który ma dwa poziomy też na razie dość pustawo. Oprócz kas znajduje się jedynie kilka punktów gastronomicznych. Jest również dworzec autobusowy, na którym spotykam autokar Leo Express.

Czas wykorzystuję do maksimum i dosłownie w ostatniej chwili wsiadam w ZAMENHOFA. Podjeżdżam nim do Koluszek, gdzie mam nieco ponad pół godziny czasu. Robię kilka zdjęć oraz spaceruję po najbliższej okolicy dworca, ale nie ma tutaj niczego szczególnego. Kilka minut przed GÓRNIKIEM przyjeżdża szynobus Łódź Kaliska – Opoczno, z którego wysiada Robert z ekipą. To również ich trzeci (w przypadku niektórych drugi) dzień podróży, jednak w przeciwieństwie do mnie nie zajeżdżali na noce do domu, tylko spędzali je w pociągach. Teraz pojedziemy wspólnie do Katowic. GÓRNIK relacji Warszawa-Katowice w rozkładach ma kategorię TLK i zestawienie wagonowe i takie również podaje megafonistka, w praktyce przyjeżdża dart, a na tablicach w pociągu kategoria IC. Zajmujemy wygodne miejsca i większość trasy drzemiemy, ale jest też czas na wzajemne obejrzenie swoich zdjęć z wyjazdu. Smile Jedziemy tą samą trasą, którą jechałem wczoraj w ramach wizyty w Piotrkowie. W Katowicach jesteśmy po 20:00. Jest godzina czasu do pociągu PKP IC w stronę Zabrza i Gliwic, ale Robert z ekipą chcą dotrzeć tam szybciej, więc kupują bilet na KŚ i wsiadają w kibla, na którego ich odprowadzam. Na stacji zjawia się już TLK UZNAM, ale przed nim odjeżdża TLK GODULA relacji Lublin-Gliwice, więc podjeżdżam sobie nim. W Gliwicach chwila oczekiwania i jadącym zaraz za nami UZNAMEM docieram do Kędzierzyna.

Fotki, skany biletów: http://www.kolejomania.rail.pl/majwoj.html
Pozdr.
Grzesiek
<!-- w --><a class="postlink" href="http://www.kolejomania.rail.pl">www.kolejomania.rail.pl</a><!-- w -->
<!-- w --><a class="postlink" href="http://www.facebook.com/kolejomania">www.facebook.com/kolejomania</a><!-- w -->
Odpowiedz


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Majowe plany lolinga lolingpl 8 1 463 02.06.2013, 08:27
Ostatni post: lolingpl

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek:
2 gości