• 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Kółeczkowe plany Kolejomana
#16
Również dziękuję za wyjazd, miło było się spotkać i poznać nowych ludzi ;-)
Pozdrawiam (i mam nadzieję) do następnego razu
2010: 10017km, 2011: 28130km, 2012: 50839km, 2013: 40882km, 2014: 50312km, 2015: 68213km, 2016: 50349km, 2017: 49484km
  Odpowiedz
#17
Towary nie przestają mnie prześladować... Legionowo-Tłuszcz niezaliczone bo towar uszkodził sieć. :-( Za to do Lubartowa zaszynobus SM42+bonanza ;-D
  Odpowiedz
#18
Wreszcie znalazłem chwilkę czasu by przeczytać całą relację. I przy okazji pozwolę sobie odpowiedzieć na kilka rzeczy dotyczących mojego "podwórka".

Kolejoman napisał(a):Jako, że już świta udaję się obejrzeć miasto Całkiem sympatyczna starówka, aczkolwiek nie znalazłem takiego typowego rynku a jedynie kilka placów, które pełnią podobne funkcje.
Rynek jest, a jakże. :-) Choć znajduje się dość daleko od dworca kolejowego.

Kolejoman napisał(a):Według statystyk Radom jest najsmutniejszym miastem w Polsce.
Bzdura, bzdura i jeszcze raz bzdura. Wink

Kolejoman napisał(a):W Kończycach Radomskich dołącza się łącznica z tamtej linii, z tym że trochę nietypowo bo dopiero za peronem (trochę podobnie jak łącznica z Karbia w Bytomiu Bobrku).
Łącznica jest używana tylko przez pociągi towarowe.
  Odpowiedz
#19
W ramach nadrabiania zaległości relacjowych z zeszłego roku.

DZIEŃ OTWARTY ZAJEZDNI GLIWICE

29 września 2012 odbył się dzień otwarty zajezdni tramwajowej Gliwice, na który się wybrałem. Na kędzierzyński dworzec przybyłem po godzinie 10:00. W odstępie 10 minut jadą TLK PRZEMYSŁAW i regio. Zapewne wielu się zdziwi, ale wybrałem PRZEMYSŁAWA. W Gliwicach meldujemy się kilka minut przed czasem. Udaję się do księgarni w centrum, ponieważ muszę w niej coś zakupić oraz na gliwicki rynek, na którym w sumie nie miałem jeszcze okazji być. Następnie z przystanku Gliwice Zwycięstwa linią A4 czyli tą, która zastąpiła zlikwidowany tramwaj jadę do zajezdni. Równocześnie ze mną przybywają tramwaje specjalne, między innymi E5, Karlik i 102Na. Niedługo później autobusem przybywa kol. Tomek i możemy rozpocząć zwiedzanie. Przy wejściu scena, na której odbywają się występy (wieczorem będzie kabaret RAK) oraz stoiska (m.in. Tramwajów Śląskich), na których można pobrać różne gadżety. Wszystkie pomieszczenia są otwarte dla zwiedzających, można zajrzeć w każdy zakątek hali. Nie odmawiamy sobie sesji zdjęciowej z tablicami kierunkowymi. Smile Można również obejrzeć wystawę zabytkowych eksponatów. Wszyscy chętni mogą przejechać się 105-ką przez halę. Podczas tej jazdy tramwaj zalicza myjnię. Inną atrakcją jest możliwość samodzielnego poprowadzenia niebieskiej 105-ki do nauki jazdy pod okiem instruktora. Wcześniej jednak konieczne jest odbycie krótkiego szkolenia, a chętnych sporo więc odpuszczamy to sobie. Oglądamy sobie także tramwaje specjalne, które przyjechały, w tym wnętrze 102-ki. Są specjalne kursy umożliwiające przejażdżki tym taborem po najbliższych okolicach. Niestety 102-ka w ostatniej chwili została wycofana z kursowania i stoi sobie na terenie zajezdni. Z zajezdnią tramwajową sąsiaduje zajezdnia autobusowa PKM Gliwice, co daje okazję, aby przez płot uwiecznić również autobusy w tamtej zajezdni. Po obejrzeniu wszystkiego opuszczamy zajezdnię i ponownie linią A4 powracamy do centrum Gliwic. Tomek odprowadza mnie na regio do Kędzierzyna, którym docieram do domu.

Fotki: http://www.kolejomania.rail.pl/zajgli.html
  Odpowiedz
#20
Dalej nadrabiamy zaległości...

TRAMWAJE SZCZECIŃSKIE

DZIEŃ 1 - 1.10.2012.
Kędzierzyn - Opole - Wrocław - Krotoszyn - Jarocin - Poznań - Piła - Wałcz - Kalisz Pomorski - Stargard Szczeciński - Szczecin

Celem kolejnego wyjazdu stała się sieć tramwajowa Szczecina. Na wyjazd ten wybierałem się już od zeszłego roku, jednak odkładałem go ze względu na ciągle przedłużający się remont trasy do Lasu Arkońskiego. W końcu remont się zakończył, więc trzeba jechać póki długi dzień i wszystkie trasy jeżdżą. Przy okazji postanowiłem zaliczyć sobie także reaktywowany od września odcinek Wałcz-Kalisz Pomorski. Wyruszam pierwszym regio do Opola. W mieście wojewódzkim prestiż w postaci kasy biletowej jest dostępny dopiero od 6:00, więc gdy tam przyjeżdżam zastaję spore kolejki ludzi przy automatach. Po krótkiej przerwie udaję się w drogę do Wrocławia. Do Oławy śpię. Z Wrocławia do Poznania mogę dostać się na 2 sposoby: tradycyjne regio przez Leszno lub IR MAMRY do Olsztyna, który aktualnie kursuje objazdem przez Krotoszyn. Wybrałem MAMRY bo raz, że skład wagonowy a dwa okazja, aby przypomnieć sobie trasę, którą dawno nie jechałem. Oba pociągi odjeżdżają niemal równocześnie z tego samego peronu. Do Grabowna Wielkiego szlak dwutorowy, następnie 1 tor i niższa prędkość aż do Jarocina, gdzie znowu wracamy na dwutor. W Środzie Wielkopolskiej wsiada trochę osób, co jest wyjątkiem, bo na pozostałych stacjach objazdowego odcinka wymiana znikoma. Mam prywatny przedział przez cała drogę. Na foto załapują się niektóre stacje. Po przyjeździe do Poznania okazuje się, że regio przez Leszno jeszcze nie przyjechało, ma +25 i chwilę później zjawia się przy tym samym peronie. Czas, który mam wykorzystuję na zwiedzenie „chlebaka” tj. nowego dworca. Na razie oddana do użytku jest jego część z holem i kasami, a dalsza część się buduje. Robiąc zdjęcia staram się nie rzucać w oczy ochronie. Trwa też budowa peronu dla Poznańskiego Szybkiego Tramwaju, w miejscu wcześniej istniejącego peronu 7 dla pociągów.

Następnie wsiadam w regio Poznań-Kołobrzeg. Frekwencja duża, więc do Rożnowa muszę zadowolić się miejscem tyłem do jazdy. Podczas kontroli kierownik zdziwiony widząc bilet do Szczecina, pyta czy przesiadam się w Pile. Gdy przyjeżdżam do Piły smerf jest już podstawiony. Wcześniej jednak odjeżdża SA105 do Wałcza. Mój pociąg wyrusza o 15:05. Pierwsza część trasy to (podobnie jak ostatnia) przypomnienie. Reaktywacja środkowego odcinka pozwoliła na stworzenie bezpośrednich pociągów Piła-Szczecin. W Wałczu i Wałczu Raduniu wsiada sporo uczniów. Klimat reaktywowanego odcinka głównie leśny. Na trasie jest przystanek Jeziorki Wałeckie, w szynobusie zapowiedziany jako Jezioraki Wałeckie. Tongue Przed Krępą Krajeńską przejeżdżamy po wysokim wiadukcie nad rzeką. Na stacji Kalisz Pomorski koniec zaliczania, ale do Szczecina jeszcze spory kawałek. W Prostyni spotykamy jakiś pociąg wojskowy. Na wagonach znajdują się czołgi, a wagony te poprzedzielane są czasem bohunami oraz przedziałówkami. Podróż do Szczecina upływa spokojnie i w stolicy województwa zachodoniopomorskiego melduję się o 18:14. W kiosku powyżej dworca zakupuję bilet dobowy, a następnie udaję się pieszo na ul. Matejki żeby coś zjeść w Da Grasso. Po konsumpcji idę na przystanek Matejki PZU, gdzie wsiadam w tramwaj linii 1, którym dojeżdżam do przystanku Piotra Skargi. Nieopodal znajduje się schronisko CUMA, w którym mam nocleg. Miałem już przyjemność tu nocować podczas „Zrównoważonej wizyty w Berlinie i Szczecinie”, więc nie będę się powtarzać, według mnie absolutne 1. miejsce w kategorii cena/jakość. Cena dla studenta to obecnie 17 zł, a dla pozostałych 19 zł. Trafiłem do tej samej sali co ostatnio i nawet na to samo łóżko. Tongue


DZIEŃ 2 - 2.10.2012.
Szczecin - Krzyż - Poznań - Krotoszyn - Wrocław - Kędzierzyn


Za schroniska wychodzę ok. 7:00 i udaję się na przystanek Piotra Skargi. Linią 1 jadę do Zajezdni Pogodno. Po drodze przejeżdżamy nad linią do Trzebieży na wysokości przystanku Szczecin Pogodno. Linii można nie zauważyć, bo jest schowana w wykopie. Tramwaj zjeżdża na przystanek z którego da się wjechać do zajezdni. Jest ona troszkę schowana. Przechodzę na przystanek przelotowy i czekam na 9-kę. Podjeżdżam nią do pętli Głębokie. Pętla jest już na skraju miasta, wokół dużo zieleni. Docierają tu 2 linie, ale ta druga kursuje tylko w szczycie. Jest tutaj autobusowo-tramwajowy węzeł przesiadkowy. Z autobusów, które przyjeżdżają wysiada spory tłumek ludzi, którzy od razu na tym samym peronie mogą wsiąść w tramwaj. Kolejną brygadą linii 9 jadę na Plac Kościuszki. Jest to 5-ciokierunkowy węzeł tramwajowy, więc pewnie nie jest to moja ostatnia dziś przesiadka w tym miejscu. Teraz wsiadam w 7-kę, którą jadę na Krzekowo. Po drodze mijamy kilka uczelni m.in. Wydział Ekonomiczny Uniwersytetu Szczecińskiego i Wydział Budownictwa i Architektury Zachodniopomorskiego Uniwersytetu Technologicznego. Na Krzekowie szybkie fotki. Następnie wsiadam w 5-kę, bo jest to jedyna linia, którą da się zaliczyć odcinek Bohaterów Warszawy – Piastów. Dojeżdżam do Placu Rodła, gdzie przesiadam się na 2-kę. Docieram do pętli Dworzec Niebuszewo. Jest to pętla „naturalna”, wkomponowana w układ ulic. Jak sama nazwa wskazuje znajduje się przy zapuszczonej stacji Szczecin Niebuszewo. Chciałem zajrzeć na perony, ale nie udało mi się odkryć jak się na nie dostać.. Ponownie 2-ką wyruszam w drogę powrotną. Jakaś pani z dzieckiem postanowiła pokazać córce jak się jedzie tramwajem i przejechała się 1 przystanek. Za wiele się dziecko nie najechało, bo akurat do najbliższego było jakieś 50 metrów. Wysiadam na Kołłątaja i czekam na 3-kę, którą pojadę do Lasu Arkońskiego. To właśnie przez tą trasę musiałem tak długo odkładać ten wyjazd. Podczas jazdy trafiam na kontrolę biletów. Trasa częściowo wyremontowana. Po drodze mijamy Muzeum Techniki i Komunikacji. Na trasie zastosowano też rozwiązanie w postaci podwyższonych pasów jezdni pełniących jednocześnie funkcje peronów na przystankach. Pętla znajduje się na totalnych peryferiach, a wkoło jeszcze więcej zieleni niż na pętli Głębokie. Jest tutaj też ciekawa wiata przy drodze. Kontrolerzy pozostali w tramwaju, objechali pętlę i pojechali z powrotem. Ja powracam kolejną 3-ką, bo żadna inna linia tu nie dociera. Wysiadam na Placu Rodła.

Wsiadam teraz w 5-kę, którą jadę do Stoczni Szczecińskiej. Od przystanku Dubois trasa jest jednokierunkowa, więc niezbędne jest zaliczanie w obie strony. Przystanek Stocznia Szczecińska stanowi pętlę pomiędzy jednym a drugim kierunkiem jazdy. Wracam kilkadziesiąt metrów na przystanek Antosiewicza, aby udać się dalej. Celem jest Gocław, jednak wcześniej przyjeżdża 11-ka, którą mogę dojechać do pętli Ludowa. Przed tą pętlą znowu 2 warianty trasy. Pierwszy to zdezelowane tory przez przystanek Stocznia Remontowa, którymi jedzie właśnie moja 11-ka, drugi wariant to dwutorowy odcinek Dobromiry-Ludowa, którym jedzie się dużo szybciej i kursuje nim 6-ka. W stronę centrum już obie linie wracają szybszym wariantem, bo Ludowa jest podobną pętlą jak Stocznia Szczecińska. Niestety rozkład jest taki, że po przyjeździe 11-ką na Ludową 6-ka zawsze zwiewa sprzed nosa. Mam więc 20 minut czasu. Kolejną brygadą docieram na pętlę Gocław. Po drodze mijamy zajezdnię Golęcin. Pętla Gocław w bardzo ładnej scenerii, obok jeziora. Od razu tą samą brygadą powracam. Pojadę teraz w pełnej relacji, aż do pętli Pomorzany. Trasa wiedzie wzdłuż Odry, koło Wałów Chrobrego i dworca głównego. Mam nadzieję, że starczy czasu aby trochę pospacerować w tych okolicach. Na pętli Pomorzany szybkie zdjęcia. Następnie wsiadam w 11-kę, która drugą stroną miasta dowozi mnie do przystanku Piastów. 2-ką wracam się jeden przystanek do Placu Kościuszki. Teraz czas na Gumieńce, gdzie dowiezie mnie Swing na linii 8. Po drodze mijamy Cmentarz Centralny. Gumieńce to również pętla wkomponowana w układ ulic i obejmująca kilka przystanków. Oba kierunki łączą i rozdzielają się na przystanku Ku Słońcu. Gdy wysiadam na przystanku końcowym w celu zrobienia zdjęć tramwaj od razu odjeżdża. A szkoda, bo akurat jechał do kolejnego celu mej przejażdżki. No nic, pojadę z przesiadką. Niedługo później zjawia się 10-ka. Jadę nią do Bramy Portowej. Węzeł ten przeszedł niedawno modernizację. Wsiadam w 7-kę, która dowiezie mnie do pętli Basen Górniczy. Jedziemy teraz do portowej części Szczecina. Ciekawostką na pętli jest kładka, która daje możliwość zrobienia zdjęć z góry. Powracam 8-ką. Jest to ten sam Swing, który odjechał mi na Gumieńcach. Przesiadka ponownie przy Bramie Portowej, tym razem na 4-kę, którą jade do pętli Potulicka. Odcinek od Placu Zawiszy do tej pętli w kiepskim stanie. Przydałby się remont, jednak chodzą słuchy o planach likwidacji tego odcinka… Teraz wsiadam w 1-kę. Chcę przypomnieć sobie trasę do przystanku Piotra Skargi (gdzie dziś rano zaczynałem), bo jechałem nią 2 lata temu (wczorajszej jazdy po ciemku nie liczę). Niedługo przed tym przystankiem mijam się z 1-ką w przeciwną stronę. Żeby nie kiblować na przystanku w oczekiwaniu na kolejną wyjeżdżam trochę dalej, do Traugutta. Tam po chwili oczekiwania nadjeżdża kolejna 1-ka, którą wracam do Placu Rodła. Tutaj przesiadka na 3-kę, którą jadę przez Bramę Portową, a następnie z górki przez Plac Tobrucki zjeżdżam do dworca zaliczając tym samym ostatni odcinek.

Niezaliczona pozostanie tylko malutka łącznica przy dworcu, z której korzystała linia 8BIS, która już nie istnieje. Umożliwia ona przejazd z Dworcowej pod górkę do Bramy Portowej, a także postój tramwaju zlikwidowanej linii. Były ponoć jednak problemy z tym postojem, ponieważ w tym miejscu jest pod górkę. W automacie zakupuję bilet na PRZEMYŚLANINA. Z Poznania do Wrocławia kursuje drogą okrężna, jednak bilety przez Leszno są honorowane. Na bilecie z automatu trasa bardzo egzotyczna, przez Krzyż, Jarocin, Rawicz. Tongue Najważniejsze jednak, że cena taka jak przez Leszno. Mam ok. 2 godziny czasu, więc przejadę się gdzieś jeszcze. Wsiadam w 6-kę i jadę do Ludowej. Mam okazję przejechać się szybszym wariantem (omijającym Stocznię Remontową) w drugą stronę. Podczas fotek na pętli uwieczniam m.in. wnętrze tramwaju, którym pojadę. Powracam 11-ką do przystanku Dubois. Przechodzę sobie pieszo do Wałów Chrobrego. Pod drodze mija mnie tramwaj, którym mógłbym pojechać gdybym zaczekał na Ludowej. Wchodzę sobie na Wały Chrobrego. Po obejrzeniu i wykonaniu zdjęć chcę przemieścić się bliżej dworca. Akurat podjeżdża 6-ka, więc podjeżdżam 1 przystanek, do Wyszyńskiego.

Zaglądam na most na Odrze, a następnie oglądając okolicę spacerkiem docieram na dworzec. Gdy schodzę na perony zapowiadają już podstawienie PRZEMYŚLANINA i chwilę później skład wjeżdża. Uwieczniam też zewnętrzną i wewnętrzną tablicę kierunkową. Na zewnętrznej jakiś geniusz umieścił Podłęże jako postój handlowy... Od 2 dni pociąg ten nie ma miejscówek, PKP IC chyba wiedziało, że w tym miesiącu jeszcze kilka razy zamierzam skorzystać z tego TLK. Tongue Tongue Bez problemu znajduję odpowiadające mi miejsce przy oknie. Za Stargardem już ciemno. W moim przedziale 2 facetów: jeden do Choszczna, a drugi do Poznania na lotnisko. W sąsiednim przedziale ktoś narzeka na brak miejscówek. -,- Widocznie ma za dużo pieniędzy i uwielbia płacić picni haracz za nic… Na stacji w Krzyżu stoi sobie szynobus (dwuczłon PESY), który jest przepołowiony, a jeden człon uniesiony na podnośniku. Ciekawie to wygląda. Od Poznania mam prywatny przedział więc kładę się. Aktualnie ze względu na remont koło Ostrowa trasa pociągu na odcinku Poznań-Wrocław wiedzie przez Jarocin i Krotoszyn. We Wrocławiu mimo środka nocy wsiada trochę osób, ale udaje mi się zachować prywatny przedział, więc mogę spać dalej. W Kędzierzynie jestem po 3:00. Wymiana podróżnych i kierpociowa podaje sygnał odjazdu jednak mechanik nie reaguje. Kilkukrotnie powtarza odjazd przez radio i dalej nic. Z nastawni KKA świecą reflektorem na kabinę loka – żadnej reakcji. W końcu zdenerwowana kierpociowa idzie do loka i puka w drzwi. Mech zdziwiony twierdzi, że nic nie słyszał, że chyba coś z radiem się stało. Po chwili skład rusza a ja udaję się do domu.

Fotki, skany biletów: <!-- w --><a class="postlink" href="http://www.kolejomania.rail.pl/tramszcz.html">www.kolejomania.rail.pl/tramszcz.html</a><!-- w -->
  Odpowiedz
#21
CHEŁMSKIE KLIMATY

DZIEŃ 1 - 6.10.2012.
Kędzierzyn - Gliwice - Katowice - Zawiercie - Włoszczowa - Kielce - Radom - Lublin - Chełm - Włodawa - Chełm


Trochę niespodziewaną reaktywacją zeszłorocznego lata była linia Chełm-Włodawa. Trasą tą kursowały 2 pary pociągów w weekendy. Jako, że nie miałem wcześniej możliwości czasowych na zaliczenie wybrałem się dopiero w ostatni weekend kursowania tych pociągów. Przy okazji postanowiłem zaliczyć sobie także brakujący mi kawałek Rejowiec-Chełm oraz przypomnieć trasę do Dorohuska, którą jechałem KASZTANEM, ale wtedy bardziej skupiałem się na wypełnianiu karteczki migracyjnej niż na oglądaniu trasy. Wyjazd rozpoczynam w sobotni poranek w regio do Gliwic ok. 7:00. Podróż spokojna. W Gliwicach BOLKO według pragotronów w holu jedzie z Przeworska. Big Grin Przed budynkiem dworca zbierają się kibole, mam nadzieję że nie na mój pociąg. Po jakimś czasie udają się na peron 4 czyli jadą ZEFIREM. Gdy idą tunelem odpalają ze 2 petardy powodując straszny huk. Przed wjazdem TLK zapowiedź, iż na końcu składu znajdują się specjalne wagony dla tego bydła. Tuż przed wjazdem BOLKA przeganiają nas z peronu 2 na 1. IR przybywa lekko splecowany, bo z Łabęd jechał wolniejszą parą torów. Na szczęście dwa kible i futerkowe siedzenia. W Rudzie Chebzie mijamy towara z węglem, przy którym kręcą się ochroniarze. Jeden z nich stoi na węglu na wagonie. Pewnie ścigają jakiś węglokradów. Na jednej z sąsiednich czwórek jedzie dziewczyna z bardzo niskim, praktycznie męskim głosem mimo delikatnych rysów twarzy. Dopóki nie spojrzałem to byłem pewien, że słyszę mężczyznę rozmawiającego przez telefon. W Katowicach aktualnie nieczynny peron 4. Foci nas 2 MK. W Sosnowcu do mojego członu wsiada facet. Przy kontroli okazuje się, iż myślał, że to osobówka Kolei Śląskich. Ewakuuje się w Będzinie. Kontrolę przeprowadza niezwykle szybki kierpoć, odprawienie całego członu zajmuje mu niecałą minutę. Za Zawierciem wjeżdżamy na CMK, a następnie przez Włoszczową docieramy do Kielc, gdzie zmieniamy czoło. Przy tym samym peronie czoło zmienia również TLK SZTYGAR z Lublina do Wrocławia. Odjazd pociągów następuje równocześnie, fajny motyw na nakręcenie filmiku. W Pionkach Zachodnich zostajemy zapowiedzeni jako „pociąg pospieszny Przewozów Regionalnych”. W Puławach Mieście spotykamy się z BOLKIEM przeciwnej relacji. Tamten na 1 kiblu. W Lublinie dłuższy postój i od tej stacji stajemy się regio, więc wsiada sporo ludzi wracających do podlubelskich miejscowości. Odcinek Lublin-Chełm to klimaty głównie polne. Nareszcie uzupełniam tą głupią lukę w postaci niezaliczonego Rejowiec-Chełm.

W Chełmie zatrzymujemy się przy tym samym peronie, przy którym stoi już szynobusik SA107 do Włodawy. Niestety ładuje się do niego wycieczka dzieciaczków. Sad Wszystkie miejsca zajęte, więc pozostaje mi stanąć pomiędzy siedzeniami przy tylnej kabinie. Pociągiem jedzie też osoba licząca pasażerów. Po jakimś czasie przenosi się jednak pod drzwi i już tam zostaje, więc mogę zająć jej miejsce, jednak nie jest ono przy oknie. Dzieciaczki są dosyć głośne i trochę rozrabiają, więc zaliczenie jest mało komfortowe. Klimaty linii to najpierw pola, a następnie lasy i bagna. Jest też cmentarz obok Uhruska Przystanku. We Włodawie na dzieciaczki oczekuje gimbus, który zabiera ich do miasta, bo jest ono dość daleko od stacji. Stacja tak naprawdę znajduje się w miejscowości Orchówek. Mam godzinę czasu, więc robię rekonesans po najbliższej okolicy. Ok. 17:30 zajeżdża PKS (a dokładniej busik), który kursuje tylko w soboty i niedziele czyli tak jak pociągi. Przy porannym jest podobnie. W okolicy nie ma nic ciekawego, więc poza zrobieniem zdjęć nie ma tu co oglądać. Przy rampie stoi skład z drewnem. W tym miejscu pozdrawiam studentkę turystyki z Włodawy, którą miałem okazję zapoznać na peronie. Z powrotem szynobus także nie wyjeżdża pusty. Na stacjach pośrednich dosiada sporo grzybiarzy, którzy narzekają, że od przyszłego weekendu już nie będzie tych pociągów. W sumie w szynobusiku prawie 30 osób. Niestety droga powrotna już po ciemku, więc mimo że teraz mam miejsce przy oknie to muszę się zadowolić tamtym zaliczeniem z dzieciaczkami. Po przyjeździe do Chełma udaję się do centrum, które jest dość oddalone od stacji. Idę na Rynek na pizzę. Następnie udaję się na miejsce noclegu, którym jest Dom Pielgrzyma na Górze Chełmskiej. Spodziewałem się podobnej noclegowni jak w Toruniu, jednak okazało się, że ten dom pielgrzyma mieści się w klasztorze i prowadzą go zakonnice, z którymi załatwia się wszystkie formalności. Smile Cena noclegu 15 zł, na sali wraz ze mną kilku studentów zaocznych. Minusem jest fakt, że trzeba się zgłosić najpóźniej do 21:30 bo później zamykają bramy.


DZIEŃ 2 - 7.10.2012.
Chełm - Dorohusk - Chełm - Lublin - Dęblin - Warszawa Wschodnia - Warszawa Lotnisko Chopina - Warszawa Śródmieście - Warszawa Wschodnia - Katowice - Kędzierzyn


Dom pielgrzyma opuszczam przed 7:00. Najpierw idę na niedzielną Mszę do kościoła, który znajduje się zaraz obok, następnie oglądam sobie Górę Chełmską i rynek, żeby w końcu udać się na dworzec. Po przybyciu zakupuję potrzebne bilety na odcinek PR-owy czyli Chełm-Dorohusk i Dorohusk-Lublin. Gdy podpowiadam kasjerce kod oferty na Regio Kartę strzela focha jakbym ją śmiertelnie obraził… Niestety zapomniałem, że na tej trasie jest Połączenie W Dobrej Cenie, które wyniosłoby mnie minimalnie taniej. Dziś ostatni dzień kursowania pociągów do Włodawy. Kibelkiem z Lublina (czy tam Dęblina) przyjeżdża między innymi gość liczący osoby w szynobusiku. Jest także jakiś MK. Kibelek ten pojedzie dalej do Dorohuska. Jadę tylko ja i 1 pani. Niedługo po odjeździe mijamy stację postojową Chełm Wschodni, gdzie stacjonują kibelki, w tym 2-kiblowy skład BOLKA. Wjeżdżając mijamy się z szynobusikiem do Włodawy, który jedzie się podstawić na główny. Przystanek Chełm Cementownia posiada tylko 1 krawędź peronową, więc trzeba zjechać na lewą stronę. Mijamy też położone przy torach duże okrągłe zbiorniki. Poza tym na trasie nic ciekawego. W Dorohusku peron jest przesunięty trochę w bok w stosunku do budynku dworca (chociaż tą budkę ciężko nazwać budynkiem dworca). Stoi tu sobie drugi kibelek, który zapewne będzie wracać. Ale na razie mam 2 godziny w tej metropolii. Udaję się w stronę przejścia granicznego. Na wiadukcie stoją tiry w kolejce na przejście. Wchodzę na górę licząc, że uda mi się zobaczyć koniec kolejki, ale mogę o tym zapomnieć… Kolejka pewnie ma z kilka kilometrów. Docieram do przejścia, gdzie oprócz sklepików i knajpek pałęta się także trochę bezpańskich psów czyli widok typowo ukraiński. Następnie tą samą drogą powracam. Kolejka tirów prawie się nie ruszyła. Nadal mam dużo czasu, więc po dotarciu do stacji postanawiam iść w drugą stronę. Właściwie nie mam za bardzo wyboru bo jest tu dosłownie jedna główna droga i przyległe do niej budynki. Gdy docieram do kościoła postanawiam wracać, żeby pociąg mi nie odjechał. W drodze powrotnej zbaczam jednak na chwilę z głównej drogi, ponieważ nieopodal znajduje się Pałac Suchodolskich. Gdy powracam na stację można już zajmować miejsce w pociągu. Tak jak podejrzewałem wraca nie ten kibel, którym przyjechałem ale ten drugi. Jest kilka osób z bagażami, które idą do przodu celem zakupu biletów. W drodze powrotnej dokumentuję stacyjki. W Chełmie głównym szybka przesiadka na BOLKA, którym pojadę do Lublina. Przyjeżdża też szynobus z Włodawy.

Nie jadę IR dalej za Lublin, bo i tak jest rozkomunikowany z ostatnim pociągiem PR do Kędzierzyna, co powoduje konieczność czekania na PRZEMYŚLANINA. Pojadę więc przez Warszawę zaliczając przy okazji Lotnisko Chopina, a później CHOPINEM i w efekcie też złapię PRZEMYŚLANINA. W kierunku Warszawy w ciągu 10 minut odjeżdżają 2 pociągi: RE WARTA do Poznania i TLK JÓZEF CZECHOWICZ do Wrocławia. Wybieram TLK, bo bardziej opłaca się podzielić bilet w Lublinie niż w stolicy, a dalej i tak muszę jechać CHOPINEM. Do WARTY zmierza sporo ludzi, natomiast CZECHOWICZ pustawy, więc bez problemu znajduję odpowiadające miejsce przy oknie. Jazda spokojna, jednak od czasu do czasu stajemy, bo jedziemy w odbiegu za RE. Na stacji Motycz postój nieco dłuższy. Na odcinku Motycz-Sadurki jedziemy po lewym torze. Na fotki załapują się także Nałęczów oraz Puławy Miasto. Od Pilawy nie kierujemy się na Otwock tak jak osobówki KM, tylko jedziemy do linii siedleckiej, na którą wjeżdżamy w Stojadłach. Od tego momentu prędkość wzrasta bo linia zmodernizowana. Widzę, że mamy lekkie plecy, ale mam nadzieję że uda się złapać pociąg na lotnisko, którym da się tam dojechać jeszcze za jasnego. W Rembertowie jestem już spokojny, bo widzę go pragotronach czyli jedziemy przed nim. Po przyjeździe na Wschodni szybko biegnę do budynku dworca podmiejskiego, gdzie w automacie zakupuję bilet ZTM. Następnie na peron. Na szczęście SKM-ka jeszcze nie wjechała, a nawet muszę na nią chwilę poczekać. Przyjeżdża Elf z marnym zapełnieniem. Na obiciach siedzeń motyw z zabytkami Warszawy. Jedziemy średnicą, a za Warszawą Zachodnią kierujemy się na linię radomską. Obsługujemy zmodernizowane przystanki Warszawa Aleje Jerozolimskie oraz Warszawa Żwirki i Wigury. Stacja Warszawa Służewiec obecnie rozkopana. Po odjeździe wjeżdżamy na nową linię, która wchodzi pomiędzy jeden a drugi tor linii radomskiej, aby chwilę później zniknąć w tunelu. Na jego końcu znajduje się podziemna stacja Warszawa Lotnisko Chopina. Wychodzi się z niej bezpośrednio przed terminal lotniska. Aktualnie stary (który pamiętam z dzieciństwa) jest nieczynny, a odprawa odbywa się w nowym. Zwiedzam go sobie dokładnie. Jest m.in. miejsce, z którego można podpatrywać z góry halę przylotów i podróżnych odbierających bagaże z taśmy. Po zwiedzeniu wracam na podziemną stację kolejową. W automacie zakupuję bilet powrotny. Oprócz kupionego przeze mnie ulgowego wypadają jeszcze 2 normalne. Fajne mają promocje w tym ZTM. Tongue Tongue Big Grin SKM-ką powracam na Centralny. Robię krótki rekonesans po dworcu wykonując fotkę hali wieczorową porą. Później kolejną SKM-ką (ze Śródmieścia) korzystając z darowanego biletu normalnego przemieszczam się na Wschodni.

CHOPIN zostaje podstawiony na parę chwil przed odjazdem. Główną relacją na tablicach peronowych jest Budapeszt. Na szczęście udaje się dorwać dobre i nieokarteczkowane miejsce przy oknie w austriackim wagonie, bo pozostałe są syfiaste. Czeka mnie teraz nużąca jazda CMK-ą do Katowic i to w dodatku po ciemku. W wagonie strasznie grzeją, wszyscy rozbierają się do krótkich rękawów. Gdy wysiadam o północy w Katowicach zimno odczuwam podwójnie po podróży w takiej saunie. Mój CHOPIN na tablicach wypisany jako… poranny do Warszawy. Później pojawia się właściwa relacja, jednak nie mieści się cała na tablicy, więc wygląda to niezbyt ładnie. Megafonistka prawie w każdej zapowiedzi popełnia jakieś byki. PRZEMYŚLANIN przybywa splecowany 20 minut. Noc z niedzieli na poniedziałek, więc mocno nabity. Lokuję się na korytarzu jednego wagonu. Ostatni przedział jest pusty, bo leży w nim zarzygany pijak. Gdy przechodzą sokiści spoglądają na niego i nic sobie nie robiąc idą dalej. Gdy jacyś podróżni pytają ich dlaczego nie reagują wykręcają się jakimiś głupimi wymówkami. Tym samym utwierdzają mnie w przekonaniu, że twór zwany Strażą Ochrony Kolei należy jak najszybciej zlikwidować w cholerę. W Taciszowie na chwilę stajemy w celu krzyżowania z również splecowanymi KARKONOSZAMI. W Kędzierzynie jestem przed 2:00.

Fotki, skany biletów: <!-- w --><a class="postlink" href="http://www.kolejomania.rail.pl/chelm.html">www.kolejomania.rail.pl/chelm.html</a><!-- w -->

[ Dodano: 2013-07-14, 01:47 ]
POŻEGNANIE ZNIŻKI STUDENCKIEJ

24.10.2012.
Kędzierzyn - Katowice - Częstochowa - Łódź - Kutno - Sierpc - Nasielsk - Warszawa - Katowice - Kędzierzyn


Wszystko co dobre kiedyś musi się skończyć i niestety zbliża się smutny moment utraty ulgi studenckiej. Pod koniec października postanowiłem wybrać się na pożegnalny wyjazd z użyciem zniżki. Na cel został wzięty Sierpc, a konkretnie brakujące mi linie z Kutna i Nasielska. Co ciekawe plan wyjazdu nie zakłada jazdy ani jednym pociągiem PR. Z domu wychodzę w środku nocy, żeby o 3:20 zjawić się na dworcu. Na PRZEMYŚLANINA ze Szczecina do Przemyśla oczekują 4 osoby, w tym chyba 2 kolejarzy. W pociągu w miarę luźno, nawet udaje mi się znaleźć miejsce przy oknie tyłem do jazdy. Jazda do Katowic bez przygód i bardzo dobrze bo mam niewiele czasu na przesiadkę na DOKERA. Gdy przyjeżdżam do stolicy województwa śląskiego nie ma go jeszcze w peronach co mnie trochę dziwi. No ale nic, pewnie za chwilę się podstawi więc czekam. Po chwili jednak zapowiedź, że jest podstawiony przy peronie 5, o którego istnieniu kompletnie zapomniałem. Muszę więc przebiec tunelem, a następnie przez ulicę dotrzeć na ten peron. Skład prawie pusty, więc kładę się spać. Mam okazję przypomnieć sobie ominięcie Koluszek oraz Łódź Olechów, bo akurat skład ten jedzie z pominięciem Widzewa. Cały czas mam prywatny przedział, dopiero na Kaliskim dosiada się do mnie 1 pan. Chciałem też przypomnieć sobie Zgierz-Kutno, ale niewiele z tego wyszło, bo co chwilę przysypiałem. W Kutnie mam ok. 2 godziny czasu, więc obejrzę sobie to miasto. Wcześniej jednak zakupuję w kasie IC bilet na KM do Warszawy Gdańskiej przez Płock, Sierpc i Nasielsk. Komentarz kasjerki: „Takiego biletu jeszcze nikt u mnie nie brał!”. Tongue Na stacji akurat spotykają się 2 BWE prowadzone Husarzami. Jeden to PGE Arena, a drugi w zwykłym malowaniu. Podczas spaceru po mieście oglądam m.in. rynek. Trafiam też na resztki jakiś torów przypominających tramwajowe.

Gdy powracam na dworzec szynobus jest już podstawiony. Na szczęście trafił się VT627 z otwieralnymi oknami. Okazuje się, że odjedziemy z opóźnieniem, bo czekamy na TLK GAŁCZYŃSKI, z którego ktoś się przesiada. W efekcie ruszamy z blisko +30. Najpierw jedziemy przez sporą grupę towarową po zachodniej stronie stacji. Na jej końcu odbijamy w prawo od trasy Warszawa-Poznań wraz z trasą w kierunku Torunia. Znajduje się tutaj przystanek Azory. Peron znajduje się tylko przy linii do Płocka, czyli tej najmniej uczęszczanej. Podobna sytuacja jak w przypadku Kobylnicy Słupskiej, gdzie peron jest na linii do Szczecinka ze znikomym ruchem pasażerskim. Jako, że jesteśmy opóźnieni musimy dostosować się do krzyżowań i odstać swoje w Gostyninie, przez co jeszcze powiększamy nasze opóźnienie. Budynek dworca w remoncie. Dobrze, że nie wyszedłem na fotki, bo okazuje się, że ruszyliśmy przed wjazdem drugiego pociągu i mijamy się z nim już poza peronami. Na szczęście przesiadka w Sierpcu niezagrożona bo dowiaduję się od kierownika, że do Nasielska jedzie ten sam szynobus. Nici jednak z dokładniejszego zwiedzenia stacji bo będę mieć czas na zdjęcia tylko podczas zmiany czoła, podobnie jak przy poprzedniej wizycie od strony Torunia. W Płocku przejeżdżamy po okazałym moście na Wiśle. Za Płockiem frekwencja już mniejsza, ale nie jest to muchowóz. Dorzucamy jeszcze trochę pleców, bo w polu za którąś stacyjką szynobus nam pada. Na szczęście drużynie udaje się go po krótkim czasie reanimować i możemy kontynuować podróż. W Sierpcu wyskakuję na szybkie fotki podczas zmiany czoła.

Do szynobusu wsiada masa głośno zachowujących się mężczyzn (z rozmów wynika, że chyba kolejarzy), którym towarzyszy jedna kobieta. Z tego co słyszę zmierzają do Warszawy. Zaraz po odjeździe zaczyna się libacja. Na szczęście siadłem sobie w takim miejscu, że nie utrudniają mi zaliczania, poza hałasem oczywiście. Klimaty obu tras (i z Kutna i do Nasielska) raczej polne. W Arcelinie za budynek stacyjny robi domek jednorodzinny. Panowie zaczynają coraz bardziej rozrabiać. Pod koniec podróży 2 z nich zaczyna się bić. Towarzysząca im kobieta z pomocą kierpocia rozdziela ich. Podsłuchuję też rozmowę kierownika, że próbował zgłosić przesiadkę na pociąg do Warszawy ale dostał odmowę. Na szczęście nie psuje mi to planu bo mam dużo czasu i mogę pojechać następnym. Byłem przekonany, że pijusy też będą jechać KM, jednak zajechał TLK POBRZEŻE, którym postanowili się zabrać (ciekawe czy mieli ważne bilety na niego?). Aby wsiąść w ten pociąg należy przejść tunelem na drugi peron. Normalnie to nic wielkiego, ale po takiej imprezce w pociągu dla jednego z panów jest to niezwykle trudny wyczyn. Pomagają mu chyba ze 4 osoby. W końcu z wielkim trudem wszyscy znaleźli się w TLK. Korzystając z czasu dokumentuję sobie stację. Perony zmodernizowane, ale budynek w dość starym stylu i modernizacja go nie tknęła. Fotografuję też wnętrze szynobusu, którym przyjechałem.

Następnie wsiadam w Elfa do Warszawy. Frekwencja wysoka, niestety załapałem się na miejsce tyłem do jazdy. Sad Zmodernizowaną magistralą jedzie się przyjemnie, nie to co kiedyś. Kolejna duża grupa podróżnych dosiada w Modlinie (zapewne pasażerowie samolotów) i od tej stacji już zawalone przedsionki i przejścia. Wysiadam na Gdańskim. Korzystając z biletu, który na poprzednim wyjeździe podarował mi automat na Lotnisku Chopina przemieszczam się metrem na Centralny. Zakupuję strefówkę bo i tak będę jechać na Wschodni po CHOPINA. Najpierw jednak jadę Elfem KM na Zachodni. Oglądam sobie budynek dworca po remoncie. Niestety sporo dworców opanowała już Ivona. Nagrywam komicznie akcentowaną zapowiedź: „Pociąg wukadeeeeeee do stacji Warszawa Śródmieście Wukadeeeeee”. Tongue Inne kwiatki syntezatora to „pociąg TyeLKa”, „wagon klasy jeden” czy akcentowany „Nasieeeeeeelsk”. Tongue Następnie powracam na Śródmieście, a niedługo później kolejnym pociągiem (tym razem znowu z Centralnego) udaję się na Wschodni. W CHOPINIE podobnie jak ostatnio lokuję się w austriackim wagonie. W rozkładzie mamy przewidziany postój techniczny w Szeligach, jednak nie zatrzymaliśmy się tam i w efekcie w Sosnowcu meldujemy się 21 minut przed czasem. Musimy swoje odstać co strasznie wkurza niektóre osoby jadące do Katowic. Tym razem w Katowicach jesteśmy pociągiem widmo: na tablicach pusto i zero zapowiedzi. Wysiadając mijam się w drzwiach ze znajomym. Coś mam ostatnio szczęście do spotykania znajomych podczas kółeczek. Środek tygodnia więc w PRZEMYŚLANINIE nie ma tłoku i znajduję sobie miejsce przy oknie. Przedział dzielę ze studentkami jadącymi na targi do Poznania i z chłopakiem, który (jak później się przyznał) studiuje… pedagogikę. Tongue Dziewczyny ochrzciły go „przedszkolanek”. Tongue Tongue Do Kędzierzyna docieram beż żadnych przeszkód.

Fotki, skany biletów: <!-- w --><a class="postlink" href="http://www.kolejomania.rail.pl/pozeg.html">www.kolejomania.rail.pl/pozeg.html</a><!-- w -->
  Odpowiedz
#22
Witam !

STASZOWSKIE ZALICZENIE

25-26.05.2013.
Kędzierzyn - Opole - Strzelce Opolskie - Katowice - Kraków Gł. - Kraków Balice - Kraków Gł. - Tarnów - Rzeszów - Przemyśl - Przeworsk - Stalowa Wola Rozwadów - Tarnobrzeg - Staszów - Kielce - Włoszczowa - Zawiercie - Katowice - Kędzierzyn

W weekend 25-26 maja postanowiłem w końcu zaliczyć sobie reaktywowaną od tego rozkładu trasę Chmielów-Staszów-Włoszczowice-Sitkówka Nowiny, którą 2 razy w tygodniu kursuje IR łączący Wrocław z Przemyślem. W sobotę rano pociągiem o 5:58 udaję się do pracy w Opolu. Właściwy wyjazd rozpoczyna się o 15:12 w IR GALICJA Jelenia Góra – Kraków, w który wsiadam w Opolu. Po raz kolejny mam okazję utrwalić sobie trasę przez Strzelce, w których meldujemy się przed czasem. Jadący czwórkę dalej młodzi goście myślą, że to Gliwice. Pociąg prowadzi jakiś nadgorliwy kierpoć, który podczas postoju przeprowadza kontrolę. W przejściu między członami spotyka się z dzieckiem idącym najprawdopodobniej do toalety. Pyta go o bilet. Gdy odpowiada, że bilet ma mama każe mu wrócić do mamy… Między Strzelcami a Gliwicami prędkość w wielu miejscach już wysoka, ale strasznie rzuca naszym kiblem. Z Łabęd do Gliwic nadal jeździ się wolniejszą parą torów, bo szybszy tor w tym kierunku jest zamknięty. W Gliwicach, Zabrzu i Katowicach pociąg wyludnia się, więc można zająć miejsce leżące na najbardziej tragiczny odcinek Katowice-Kraków. Mógłbym przesiąść się w Katowicach na IR-Busa, ale odjeżdża pół godziny po GALICJI i w Krakowie jest niewiele wcześniej, więc odpuściłem sobie bo nigdzie mi się nie spieszy. W Krakowie jestem przed 20:00. Korzystając z faktu, że sieciówka jest honorowana w pociągach do Balic postanawiam przypomnieć sobie ten krótki odcinek. Dziś linię obsługuje SA134. Z lotniska przybywa o 19:50 (przyjeżdża dość sporo osób), zmiana czoła i o 20:00 wyruszamy. Po kilku minutach postoju wyruszamy w drogę powrotną do Krakowa. Na monitorach w szynobusie wyświetlają się najbliższe odjazdy pociągów z Głównego (od godziny naszego przyjazdu tam). Podczas kontroli zostaje wykryty obcokrajowiec jadący na bilecie autobusowym, zapewne przyzwyczajony do zachodnich standardów, gdzie wszystkie środki komunikacyjne są zintegrowane taryfowo. Przed 21:00 ponownie meldujemy się w Krakowie Głównym. Wjeżdżając w perony mijamy się z ostatnim regio do Katowic. EN71 wypełniony kibolami i policją, współczuję pasażerom. Mam 2 godziny czasu, więc udaje się na rynek oraz do pizzerii Sycylia na ul. Floriańskiej. Trzeba przyznać, że 15 zł za margheritę to cena całkiem przyzwoita jak na ścisłe centrum Starego Miasta, więc odwiedzam ją regularnie i polecam.

W dalszą drogę udam się ostatnim w dobie regio do Tarnowa o 22:34. Dwa kibelki, pierwszy to modernizacja ze starymi oknami i nawet trochę ludzi w nim siedzi, drugi to zwykła i poczciwa derma i pusto więc w nim się rozkładam. Większość trasy przedrzemuję i przebudzam się gdy pociąg stoi już w Tarnowie, więc szybko się zbieram i opuszczam skład. Udaję się do poczekalni, w której spotykam się z kol. Tomkiem. Ja kibluję do pierwszego regio do Rzeszowa, on w kierunku Nowego Sącza, ponieważ jedzie na imprezę z Nowego Sącza do Chabówki. Po jakimś czasie rozkładamy się na ławkach i śpimy. Jakie to twarde, podziwiam tych wszystkich żuli, który umieją na tym spać… W pewnym momencie przebudzam się, a za oknem już widno. Jasny gwint!!! Spojrzenie na zegarek: 4:10, podbiegam do monitora: uff na szczęście moje regio odjeżdża o 4:25 (nie pamiętałem dokładnie) i stoi sobie grzecznie zaraz obok poczekalni, przy peronie 1. Żegnam się więc z Tomkiem, który ma jeszcze godzinę czekania i odjeżdżam. Pociąg rozkładowo jedzie do Rzeszowa, gdzie są 2 minuty na przesiadkę w kierunku Przemyśla, jednak w rzeczywistości jest to ten sam kibel. Potwierdza to kierpociowa w czasie kontroli młodych Ukrainek, które są niezwykle uradowane faktem, że nie muszą się przesiadać. Korzystając z faktu, że trasa jest mi znana, bo jeździłem nią podczas ankietowania w sierpniu 2012 kontynuuję drzemkę. W Przemyślu jestem przed 9:00. Udaję się na niedzielną Mszę oraz na spacer po Starówce. Po drodze mijam ludzi udających się na Marsz Dla Życia i Rodziny, natomiast na jednym z placów zbierają się muzycy, ponieważ odbywa się IV Przegląd Orkiestr Wojsk Lądowych. Nie mogło też oczywiście zabraknąć wizyty w barze z dobrymi frytkami, który odwiedzaliśmy z Tomkiem każdego dnia podczas ankiet. Gdy powracam na dworzec w peronach stoi już dolnośląski kibel ze spotowym wnętrzem, który pojedzie jako IR do Wrocławia. Stoi on jednak przy peronie 3, a tablice obwieszczają, że odjazd ma nastąpić z peronu 2. Po jakimś czasie jednostka przestawia się na właściwy tor.

Ludzi jest niewielu. W moim członie lokuje się 3 MK wracających z Ukrainy (jak się później dowiedziałem jeden z nich to kol. Jasiu). Do odjazdu nic się nie zmienia, więc Przemyśl Główny opuścimy z dość kiepskim zapełnieniem. Chwilę przed naszym odjazdem przybywa TLK BRZECHWA z Krakowa. W Zasaniu dosiadają 3 osoby, w Radymnie nie wsiada nikt. Podczas kontroli dostaję od kierownika do wypełnienia ankietę na temat jakości usług świadczonych przez PR. W Jarosławiu dołącza do mnie kol. Piotrek (pepe) ze swoją dziewczyną Kasią. Chwilę później w Przeworsku dosiada się do nas jeszcze kol. Michał (stmichal). Kierujemy się w kierunku Stalowej Woli, po drodze zaliczamy ulewę. Na poszczególnych stacjach (nawet w Stalowej Woli) liczba wsiadających jest nieduża, więc wiemy już, że będziemy zaliczać w komfortowych warunkach i będzie można porobić zdjęcia. Ech, gdyby jeszcze pogoda była lepsza… Ostatnią stacją z codziennym ruchem pasażerskim jest Tarnobrzeg. Następnie przejeżdżamy przez Ocice (gdzie pociągi nie mają postojów), za którymi odchodzi zmodernizowana niezelektryfikowana linia do Rzeszowa przez Kolbuszową. My kierujemy się w prawo i dojeżdżamy do Chmielowa koło Tarnobrzega. Mijamy peron i zatrzymujemy się pod semaforem. Postój niepokojąco wydłuża się. Po jakimś czasie przychodzi kierownik z informacją, że na linii przez Staszów rozerwał się towarowy i postoimy tu minimum 2 godziny. Kasi i Piotrkowi w tym momencie sypie się plan, więc obmyślają opcje dalszej jazdy (Kasia musi wrócić na Podkarpacie, a Piotrek udaje się do Trójmiasta). Korzystając z postoju wychodzimy na fotki. Piotrek przypadkowo odnalazł na płocie rozkład jazdy z powalającą ofertą pół pary raz w tygodniu (zatrzymuje się tu IR w stronę Przemyśla, natomiast nasz w stronę Wrocławia postoju już nie ma). W pociągu znajduje się też pan, który (jak słyszeli Kasia z Piotrkiem) kupował u kierownika bilet do Lublina. Zapewne miał się przesiadać na szynobusa w Stalowej Woli tylko coś mu się przegapiło. No to teraz będzie mieć wesoło. Michał postanawia przejść się do miejscowości. Po jakimś czasie wraca i przynosi nam lody ze sklepu. Tongue Jedna pani postanowiła zrezygnować z podróży i przyjechał po nią mąż samochodem. Budynek dworca jest zamieszkały, po jakimś czasie wyglądają z niego mieszkańcy zdziwieni długim postojem pociągu.

O 17:50 w końcu ruszamy. W międzyczasie wypogodziło się i niebo zrobiło się niemal bezchmurne. Przynajmniej jest jakiś plus tej całej sytuacji. Dzień teraz długi, więc zaliczenie niezagrożone. Zaraz po odjeździe po lewej stronie odchodzi będąca w stanie agonii niezelektryfikowana linia do Dębicy. Niedługo później przecinamy Wisłę. Na trasie przeważają pola, czasem jest też jakieś jeziorko. Linia trochę pagórkowata, jak to w świętokrzyskiem. W Strzegomku stajemy pod semaforem. Za drzewami jest LHS, który się tutaj do nas dołącza. W tym momencie przejeżdża towar prowadzony 4(!) gagarinami! Ech, gdyby pojechał parę minut później… Jest tu też kilka składów cystern, niektóre krótkie po 2-3 wagony, może to ten rozerwany skład – winowajca naszego opóźnienia. Jedziemy wzdłuż LHS-u, jednak nie trafiamy na żaden pociąg. Na wjeździe do Staszowa długi wiadukt. W Staszowie mimo opóźnienia do naszego pociągu wsiadają 3 osoby. Kolejną udokumentowaną stacją jest Grzybów. Znajduje się tu skrzyżowanie szerokiego toru z naszym, umożliwiające przejazd na bocznicę (z obydwoma rozstawami torów) znajdującą się po przeciwnej stronie niż linia szerokotorowa. Za Chmielnikiem przejeżdżamy pod wiaduktem dawnej kolei wąskotorowej. Niedługo później rozstajemy się z LHS-em. We Włoszczowicach łączymy się z linią z Buska Zdroju. Kolejna udokumentowana przeze mnie stacja to Dębska Wola z ciekawym budynkiem. W Sitkówce-Nowinach dołączamy się do głównej magistrali z Krakowa. W Kielcach oczekuje trochę ludzi, bo zapewne nie mieli innej alternatywy (BOLKO jedzie przed naszym IR). Żegnam się z moimi towarzyszami. Piotrek z Kasią udadzą się osobówkami do Warszawy i stamtąd rozjadą się w swoich kierunkach (przy większym opóźnieniu była zakładana nawet opcja, wyjazdu do Kędzierzyna/Opola po POGÓRZE), a Michał pojedzie NIDĄ do Krakowa. Drużyna naszego pociągu też stratna, bo normalnie wracają regio do Krakowa i IR-Busem na Podkarpacie, dzisiaj muszą NIDĄ i czekać w Krakowie do rana. Jedziemy w kierunku Częstochowy, żeby w Czarncy wjechać na CMK. Co ciekawe nie mamy postoju handlowego we Włoszczowej. Od CMK ucinam sobie drzemkę. Oczywiście po jeździe kiblem po CMK jest się wytrzęsionym za wszystkie czasy. Jazda upływa spokojnie i o 23:35 ze 130 minutowym opóźnieniem meldujemy się w Kędzierzynie.

Fotki, skany biletów: <!-- w --><a class="postlink" href="http://www.kolejomania.rail.pl/stasz.html">www.kolejomania.rail.pl/stasz.html</a><!-- w -->
  Odpowiedz
#23
Super relacja. Wielka szkoda, że można tam przejechać tylko raz w tygodniu.
Najlepsze zdjęcie to ten rozkład ;-D Gdyby nie nowe przepisy to PLK na bank na trasie tego pociągu nie byłoby żadnego rozkładu.
Może jeszcze kiedyś doczekamy się tam jakiegoś CODZIENNEGO połączenia.
Zapraszam na swój kanał YouTube: http://www.youtube.com/user/MrPitagoras1989
  Odpowiedz
#24
LUBELSKO-MAZOWIECKA DWUDNIÓWKA

28-29.05.2013.
Kędzierzyn - Katowice - Zawiercie - Włoszczowa - Kielce - Radom - Lublin - Lubartów - Lublin - Świdnik Port Lotniczy - Lublin - Dęblin - Warszawa - Siedlce - Łuków - Dęblin - Warszawa - Legionowo - Wieliszew - Legionowo - Warszawa - Mińsk Mazowiecki - Siedlce - Warszawa - Katowice - Kędzierzyn


Mając tydzień wolnego oraz bilet sieciowy grzechem byłoby siedzieć w domu, dlatego 2 dni po zaliczeniu Staszowa wybrałem się na kolejną wycieczkę. Tym razem celem stały się 2 odcinki na Lubelszczyźnie: reaktywowany Lublin-Lubartów oraz nowy Świdnik-Świdnik Port Lotniczy, a także brakujące kawałki na Mazowszu, w tym dość trudna do zaliczenia linia Legionowo-Tłuszcz z 2 parami z czego jedna po ciemku. Wyruszam o 6:55 RE CHEMIK. Miło, że w moim mieście rozpoczyna bieg dalekobieżny pociąg o tak wysokim standardzie a jednocześnie w tak przystępnej cenie. W wagonie z 1 klasą coś nie tak z klimą bo chłodzi na maksa, więc wszyscy się z niego wynoszą. Na szczęście jest jeszcze drugi marlboras z jedynką. W Gliwicach nieco dłuższy postój. Na peronie dostrzegam przypadkowo kol. Tomka, który jak się okazuje jedzie osobówkami do Zielonej Góry. Wspólnie fotografujemy CHEMIKA. Następnie Tomek odjeżdża kiblem do Opola, a ja kontynuuję jazdę RE do Katowic. Niestety leje i jest strasznie zimno. W Katowicach chwila przerwy. Oglądam sobie podziemny dworzec autobusowy, bo jeszcze nie miałem okazji. Następnie udaję się na peron, przy którym zatrzyma się RE BOLKO z Wrocławia do Lublina. Ludzi trochę jest. Skład dość długi z siódemką PKP IC, ale ani jednego marlborasa, więc zajmuję miejsce w przedziałówce. W moim przedziale jedna kobieta, po jakimś czasie dosiada jeszcze facet. Po pociągu tam i z powrotem krążą dws dresy. Dość dosadnie manifestują swoje niezadowolenie z faktu, iż nie znaleźli pustego przedziału „bo oni nie będą siedzieć z kimś”… Jazda tą samą trasą, którą wracałem przedwczoraj. W Kielcach zmiana czoła. Chciałem wyjść na fotki, ale przy takiej pogodzie odpuściłem sobie. Podróż do Lublina przebiegła spokojnie. Na miejscu pochmurno, ale w miarę ciepło. Skład BOLKA zostaje błyskawicznie posprzątany, a następnie przestawiony na tor oporowy przy peronie 1, bo za niedługi czas odjedzie jako RE WARTA do Poznania. Mam 2 godziny czasu więc udaję się na miasto bo chcę obejrzeć starówkę. Jest ona trochę oddalona od dworca i trzeba się na nią wspiąć pod górkę. Gdy tam docieram wychodzi słońce. Oglądam rynek i przyległe do niego uliczki oraz deptak, docieram także na zamek, w którym znajduje się muzeum. Sprzed zamku możemy oglądać znajdujący się niżej Plac Zamkowy.

Gdy powracam na dworzec ponownie nadciągają ciemne chmury. Na peronie 1 oczekuję na podstawienie pociągu do Lubartowa. Mojej radości nie ma końca, gdy na horyzoncie zamiast szynobusu pojawia się SM42+bonanza! Big Grin Big Grin Big Grin Chwilę po podstawieniu zaczyna się oberwanie chmury. Nawet jedzie trochę ludzi, w tym niektórzy na miesięcznych. Niestety większość trasy przejeżdżam w ścianie deszczu, a przez zaparowane okna prawie nic nie widać. W Lubartowie mimo nadal padającego deszczu dokumentuję stację oraz oblot składu. Stacja przeszła kompletną modernizację. Są 2 perony, wyświetlacze oraz zapowiadająca Ivona. Co ciekawe stonka oblatuje skład po starym torze, a nie po drugim zmodernizowanym. W drodze powrotnej mam prawie prywatny pociąg, więc usadawiam się na końcu bonanzy. W końcu przestaje padać, więc mogę solidnie zaliczyć trasę. Czuję się jak w starych dobrych czasach, gdy takim składem zaliczałem Wałbrzych-Kłodzko czy Zagórz-Łupków. Dokumentuję stacje oraz linię. O 17:25 jestem ponownie w Lublinie. Po chwili zostaje podstawiony turbokibel obsługujący linię na lotnisko Świdnik. Lubelskie posiadają nawet rolety w oknach. Jestem chyba jedynym pasażerem tego pociągu. Najpierw trasą, którą kursują pociągi do Chełma. W Świdniku odbijamy w lewo na odnogę do lotniska i po krótkiej jeździe zatrzymujemy się na peronie połączonym z terminalem. Wysiadam tylko ja. W terminalu lotniska kompletnie pusto, kręcą się tylko jakieś nieliczne jednostki, nie licząc sprzedawców w sklepikach. Po udokumentowaniu wszystkiego wsiadam do pociągu, tym razem nie jestem jedynym pasażerem bo jedzie jeszcze 1 albo 2 osoby. Tongue Podczas kontroli kierpoć mówi mi, że dziś jest tak pusto bo nie ma samolotów, był tylko rano do Oslo. Ponownie w Lublinie jestem o 18:30. Grupa towarowa za peronem 3 aktualnie rozkopana. Szybko powracam na peron 1, z którego lotniskowy kibelek błyskawicznie się ewakuował, bo już wjeżdża regio KASZTELAN z Zamościa do Łukowa, a w rzeczywistości z Rejowca, gdzie następuje przesiadka z szynobusu na kibel. Główna linia, więc jedzie trochę ludzi. Naprzeciwko mnie para jadąca do Radomia. Kierownik wystawia im bilety z adnotacją „Dalej”. W Dęblinie jestem tuż przed 20:00. Nowa stacja, więc rekonesans i dokumentacja. Dworzec stanowią 2 połączone ze sobą budynki, wyższy w którym znajduje się kasa a na piętrze pomieszczenie dla pracowników Kolei Mazowieckich oraz niższy stanowiący poczekalnię z darmową toaletą i pocztą. Jedyną kasą jest kasa agencyjna prestiżowej spółeczki, w której zakupuję Bilet Dobowy KM. W międzyczasie ze stacji odjeżdżają m.in. TLK ŁOKIETEK do Warszawy, TLK SIENKIEWICZ do Kielc i TLK CZARTORYSKI do Lublina.

Mój kibelek do Warszawy stoi przy peronie 1 obok budynku i zaprasza nas do środka ok. 21:00. Niestety trafiła się najniewygodniejsza wersja siedzeń. Przed odjazdem kierpociowa przechodzi przez skład i sprawdza każde drzwi z obu stron czy działają. Ruszamy o 21:24 niemal równocześnie z osobówką do Radomia. Zapełnienie z racji pory niewielkie (tym bardziej że potoki są o tej porze w drugą stronę), wymiana na stacjach pośrednich też mała. Wysiadam przed północą na dworcu Warszawa Śródmieście. Muszę teraz przeczekać do pierwszej osobówki do Siedlec o 3:20. Przechodzę więc na Centralny. Trochę chodzę po tunelach, a trochę siedzę na peronach, na których trwa nocne sprzątanie. Są myte posadzki oraz ławki. Po dworcu spaceruje ochrona. Oprócz ochrony jest także łysy gruby gość w cywilu z krótkofalówką, który wyłapuje bezdomnych śpiących na ławkach. Ok. 0:30 pojawia się lekko splecowany pociąg Moskwa-Paryż. Pociąg ten mimo, że jedzie przez Polskę nie jest dostępny dla Polaków. Podczas króciutkiego postoju z sypialek wychodzi na peron kilku pasażerów. Osoba czekająca na peronie podaje coś grupce mężczyzn z jednego wagonu. Nie ma jednak czasu na pogaduszki, bo po niecałej minucie pociąg odjeżdża. O 1:25 przyjeżdża TLK MONCIAK-KRUPÓWKI z Gdyni do Zakopanego. Wysiada z niego sporo ludzi, ale nie mniej pozostaje w wagonach. Pociąg ten obecnie ma KKA na odcinku Chabówka-Zakopane. Na początku megafon w ogóle o tym nie informuje. Po jakimś czasie informacja zostaje podana, ale nie jako komunikat o KKA tylko po prostu pociąg zostaje zapowiedziany jako z Gdyni do Chabówki. Pasażerowie z ostatniego wagonu zgłaszają spacerującym po peronie policjantom niezabezpieczone drzwi międzywagonowe na końcu składu (zapewne po rozdzieleniu składu na Wschodnim). Po chwili przychodzi drużyna, zabezpiecza drzwi i pociąg odjeżdża.

W końcu doczekuję 3:20 więc udaję się na Śródmieście i odjeżdżam osobówką do Siedlec. Pociąg prawie pusty, ale trudno się dziwić o takiej porze. Od Mińska Mazowieckiego już jasno, ale jako, że w planie mam powtórzenie tego po popołudniu to sporą część trasy przesypiam. Przed samymi Siedlcami w moim członie pojawia się ta sama kierpociowa, z którą jechałem z Dęblina i informuje mnie, że dojeżdżamy do stacji końcowej. Siedlce witają mnie ostrym Słońcem, jednak z racji wczesnej pory i niewyspania jest mi potwornie zimno. Nowa stacja, więc oczywiście zwiedzanie i dokumentacja. W czasie robienia zdjęć przejeżdża pociąg z Paryża do Moskwy, niestety akurat byłem na drugim końcu stacji, więc nie załapał się na fotkę. Następnie wsiadam w osobówkę do Łukowa. Frekwencja dalej marna, ale siedzenia wygodniejsze (takie jak w spotach), w poprzednich 2 pociągach były twarde i niewygodne. Po odjeździe z Siedlec przejeżdżamy przez dużą grupę towarową. Na jej końcu jest przystanek Siedlce Wschodnie. Odgałęzia się w tym miejscu linia do Czeremchy, która na tej samej wysokości również ma przystanek, ale nazywa się on już Siedlce Baza (pociągi do Czeremchy nie zatrzymują się jednak na nim). Jedziemy dalszą częścią zmodernizowanej trasy (praktycznie cały odcinek Warszawa-Łuków jest po modernizacji). Na trasie przeważają pola. W Łukowie jestem o 6:02. Stacja ma trochę nietypowy układ, jeden peron znajduje się bezpośrednio przy budynku dworca, a drugi jest nieco przesunięty w stosunku do niego. Podobnie jest w Gorlicach Zagórzanach. Udaję się do położonego naprzeciwko dworca sklepu na małe zakupy. Kobieta sprzedająca albo ma ciężkie dni albo jest wybitnie niezadowolona, że musi pracować o takiej porze, bo na byle co reaguje fochami. Po peronie spacerują moi „ulubieńcy” czyli sokiści, więc dokumentując stację staram się nie rzucać im w oczy. Po wykonaniu zdjęć zajmuję miejsce w regio KASZTELAN do Zamościa, a w praktyce do Rejowca (gdzie nastąpi przesiadka z kibla na szynobus). Frekwencja niezbyt duża. Na wyjeździe jeszcze 2 fotki. Widoki w nieco podobnym stylu jak na trasie z Siedlec, ale linia już niezmodernizowana. Do Dęblina można wjechać 2 sposobami, zarówno od strony Warszawy jak i Lublina. Byłem przekonany, że wjedziemy od strony stolicy, aby uniknąć zmiany czoła, a wjechaliśmy drugą stroną. Przechodzę na peron 1 gdzie oczekuje już kibelek KM do Warszawy. Niestety znowu te masakryczne siedzenia… Sad Zaraz po odjeździe jedne z drzwi w przedsionku zaczynają potwornie syczeć. Syk ustaje dopiero na kolejnym postoju, jednak zaraz po ruszeniu pojawia się na nowo. Ponieważ do Warszawy trochę się jedzie przenoszę się do innego członu. Jadę teraz tą samą trasą, którą przemierzałem wczoraj wieczorem po ciemku, a wcześniej TLK-ami (do Pilawy) i KM (od Pilawy do Warszawy, bo TLK-i jeżdżą „górą”). W miarę zbliżania się do Warszawy frekwencja wzrasta, a na wjeździe do stolicy już zawalone przedsionki bo tylko jedna jednostka. Przez samą Warszawę jedziemy blisko pół godziny, bo akurat od strony Otwocka przejeżdża się przez masę warszawskich stacji i przystanków poczynając od Falenicy.

Wysiadam na Śródmieściu. Chwilę czasu wykorzystuję na wizytę w Złotych Tarasach. Następnie o 10:35 kolejną osobówką podjeżdżam na Zachodni celem przesiadki na pociąg, którym mogę podjechać na Gdański. Coś się korkuje na średnicy przez co kilka razy stajemy i na Zachodni docieram na styk. Muszę więc sprintem przemieścić się na peron 8 (jeszcze nie tak dawno funkcjonował on jako osobna stacja Warszawa Wola). Na szczęście Elf jeszcze nie odjechał. Wyjazd z Zachodniej to po prostu tragedia, Katowice-Kraków to przy tym KDP… Po 15 minutach jazdy jestem na stacji Warszawa Gdańska. Przeszła ona gruntowną modernizację, więc oczywiście trzeba spełnić kronikarski obowiązek. W międzyczasie przyjeżdża szynobus Sierpc-Tłuszcz, który zmienia tu czoło i ma dłuższy postój. Frekwencja dość wysoka, ale z tego co słyszę większość ludzi jedzie tylko do Legionowa. Do tej stacji jesteśmy przyspieszeni i mamy postoje tylko na wybranych warszawskich przystankach. Tak jak się spodziewałem szynobus wyludnia się. Zaczynam zaliczać. Odbijamy w prawo od głównej magistrali wiodącej do Trójmiasta. Kolejne osoby wysiadają na przystankach Legionowo Piaski oraz Michałów-Reginów z wiatą jak na przystankach autobusowych. W Wieliszewie w szynobusie pozostaję ja i chyba 2 panów. Nasz postój wydłuża się, co trochę mnie martwi bo nie będę mieć czasu, aby zwiedzić stację w Tłuszczu (zamierzam wracać również trasą do Legionowa, bo magistralą pewnie pojadę jeszcze nieraz). Po jakimś czasie w końcu ruszamy jednak zaraz za nastawnią ponownie zatrzymujemy się. Mechanik przechodzi do drugiej kabiny i po chwili wycofujemy się na drugi tor bez peronu. To już mi się nie podoba, więc idę do drużyny zapytać co się stało. Okazuje się, że jadący przed nami towar uszkodził sieć trakcyjną i postoimy tu dłuższy czas. Coś mnie prześladują te towarowe ostatnio (na Staszowie towar się rozerwał ale na szczęście udało się zaliczyć z opóźnieniem). Kierownik radzi aby ewakuować się SKM-ką, która za chwilę zjawi się w Wieliszewie. Ponieważ nie wiadomo ile będziemy stać, a szkoda marnować dobówkę decyduję się na SKM, bo następna jest dopiero za 3 godziny, a nie wiadomo czy da się jakoś wydostać z tej pipidówy.

Zdecydowałem, że najtaniej będzie kupić bilet 40-minutowy (za jednorazowy zapłaciłbym prawie 8 zł bo to druga strefa). Wcześniej rozmieniam pieniądze u kierownika, bo akurat nie miałem drobnych do automatu. Wracamy do Legionowa a następnie magistralą do Warszawy. Bilet 40-minutowy nie pozwala mi na dojazd do Zachodniej, co najwyżej do Gdańskiej, z której na średnicę i tak trzeba przedostać się ZTM (bo pociągu KM akurat nie ma). W trakcie jazdy zmieniam jednak plan i postanawiam wysiąść w Warszawie ZOO, a następnie przespacerować się na Wschodni. Czasu jest na tyle dużo, że i tak zdążę na pociąg, którym planowałem jechać. Jak postanowiłem, tak czynię. Przystanek ZOO znajduje się tuż przed Mostem Gdańskim. Wychodzi się z niego na Rondo Starzyńskiego. Gdy przez nie przechodzę akurat nadjeżdża tramwaj linii 6. Jako, że mam jeszcze ważny bilet przez jakieś 4 minuty postanawiam nim podjechać ile się da, zresztą i tak 2 przystanki dalej jego trasa się kończy. Wysiadam na Ratuszowa-ZOO, więc znajduję się teraz w pobliżu Dworca Wileńskiego. Zaglądam na chwilę do połączonej z nim galerii, a następnie po krótkim spacerze docieram na Dworzec Wschodni. Chcę teraz przejechać jeszcze raz trasę Warszawa-Siedlce, którą rano jechałem półprzytomny, z przerwą w Mińsku Mazowieckim na zwiedzenie stacji. Gdy docieram na peron okazuje się, że za chwilę wjedzie spóźniona wcześniejsza osobówka do Siedlec. Przyjeżdżają 2 Flirty nabite niemiłosiernie i muszę stać. Jako, że jazda w takich warunkach to żadna przyjemność postanawiam wysiąść w Rembertowie i poczekać na jadącą zaraz za nami osobówkę do Mińska, która zapewne będzie pusta bo wszystkich pozbierały spóźnione Flirty. Chwilę później nadjeżdżają 2 turbokibelki, tak jak się spodziewałem, puściutkie. Na zmodernizowanej trasie nie ma żadnych nadzwyczajnych widoków. Tuż przed Mińskiem odbija łącznica do linii Krusze-Pilawa, z której korzystają pociągi TLK z Warszawy w kierunku Dęblina. Wjeżdżając na stację mijamy ZNTK Mińsk Mazowiecki. Stacja również w całości zmodernizowana, sąsiaduje z dworcem PKS. W peronach odpoczywa sobie kibelek, który za jakiś czas pojedzie do Błonia. Jeden z torów ma krawędź peronową z obu stron, podobnie jest w zmodernizowanym Lubartowie. Gdy kończę robić zdjęcia przyjeżdża pociąg przyspieszony KME Warszawa-Siedlce obsługiwany piętrusami. Mimo, że wysiada masa ludzi w środku nadal ciężko znaleźć wolne miejsce. Lokuję się na górnym pokładzie. Jadąc nowoczesnym i cichym piętrusem po zmodernizowanej linii można odnieść wrażenie, że jesteśmy gdzieś za granicą. W Siedlcach pociąg kończy bieg, więc cały tłum kieruje się do wyjścia. Stacja udokumentowana rano, więc chwilę czasu wykorzystuję na wizytę w sklepie spożywczym koło dworca. Przy okazji na fotkę załapuje się kolorowy Ikarus 280 z reklamą Bony.

Jako mój powrotny przyśpiech do Warszawy pojadą te same bombardiery. W tą stronę już pustawo, bo jedziemy w przeciwpotoku. Pociąg ten jako jedyny nie jedzie normalnie przez średnicę, tylko od Rembertowa kieruje się na Warszawę Gdańską, więc będzie okazja do zaliczenia ciekawego kawałka. Podróż powrotna upływa spokojnie. Po zmianie nazwy Warszawy Woli na wyświetlaczu pociągu wyświetla się zawsze Warszawa Zachodnia, niezależnie od tego czy pociąg jedzie średnicą czy przez Gdańską. Jest to trochę mylące dla pasażerów. Przed Rembertowem kierownik informuje wiele nieświadomych osób, że aby dojechać na Wschodni i Śródmieście należy wysiąść i przesiąść się na jadący zaraz za nami kibel. Po odjeździe z Rembertowa zjeżdżamy na prawą część grupy torów, żeby po jakimś czasie oddalić się od plątaniny prowadzącej na Wschodni. Niedługo potem przejeżdżamy po wiadukcie nad trasą ze Wschodniego do Legionowa. Przed Warszawą ZOO stajemy na semaforze na dłuższą chwilę. Od ZOO jazda po trasie, którą już dziś jechałem, przez Most Gdański, Warszawę Gdańską i superszybki wjazd na peron 8 Warszawy Zachodniej. Po przyjeździe szybka dokumentacja peronu. Według tablicy jesteśmy SKM-ką z Wieliszewa. Po wykonaniu fotek szybko przemieszczam się na pozostałe perony, gdzie łapię osobówkę z Góry Kalwarii do Warszawy Wschodniej, którą wyjeżdżam po CHEMIKA. Po drodze też stajemy na średnicy pomiędzy przystankami. Dzisiaj rozpoczyna się długi weekend, więc CHEMIK dodatkowo wzmocniony 2 bonanzami. Już na Wschodnim frekwencja w 2 klasie to ok. 75 %. Szczęśliwie 1 klasa w marlboro jest przodem do jazdy, a ja mam bilet sieciowy więc mogę z niej skorzystać. Smile Na Centralnym dobija tłum ludzi. Moja 1 klasa też się zapełnia. Po jakimś czasie okazuje się, że usiedli tutaj pasażerowie 2 klasy przekonani, że w pociągach PR nie ma 1 klasy. Część osób gdy dowiedziała się, że to jedynka przesiada się, inni stwierdzili, że będą grać głupich albo nie wierzyli, że faktycznie w tym pociągu jest 1 klasa. Po jakimś czasie (zanim nadeszła kontrola) jednak się zrehabilitowali i poszli. Samej jazdy nie ma co opisywać, bo CMK jechałem wiele razy i za każdym razem jest tak samo nudna. Tongue Chciałem przejść się po składzie, ale gdy zobaczyłem ludzi w przedsionkach (nawet w mojej 1-ce) zrezygnowałem z tego pomysłu. Gdzieś w połowie CMK idę spać. Gdy się budzę okazuje się, że przespałem cały GOP i dojeżdżamy już do Kędzierzyna. Na stacji końcowej wysiada ok. 40 osób.

Fotki, skany biletów: <!-- w --><a class="postlink" href="http://www.kolejomania.rail.pl/luma.html">www.kolejomania.rail.pl/luma.html</a><!-- w -->
  Odpowiedz
#25
pitagoras23 napisał(a):Wielka szkoda, że można tam przejechać tylko raz w tygodniu.

Łukasz, Łysica ogólnie jedzie tamtędy 2 razy w tygodniu, piątek i niedzielęSmile Ale tylko w piątek się zatrzymuje.
  Odpowiedz
#26
OLEŚNICKIE UZUPEŁNIENIE

30.08.2013.

Kędzierzyn - Opole - Wrocław - Oleśnica - Oleśnica Rataje - Oleśnica - Kluczbork - Opole - Kędzierzyn


Od 3 miesięcy nie byłem na żadnym kółeczku, więc wypadałoby w końcu gdzieś się wybrać. Brakiem, który już od dawna mnie denerwował był malutki skrawek Oleśnica – Oleśnica Rataje. Jako, że w piątek 30 sierpnia pracowałem krócej, postanowiłem po pracy wybrać się na przejażdżkę. Kółeczko rozpoczynam w regio Opole – Wrocław o 13:20 z Opola. Kibelek dość pustawy, no ale to międzyszczyt jeszcze. Wymiana jak zawsze na tej trasie, pociąg wyludnia się w podopolskich miejscowościach, a w Brzegu i Oławie ponownie się zapełnia. We Wrocławiu jestem punktualnie. Na peronie 2 informatorów mobilnych. Zaraz po mnie przy tym samym peronie podstawia się EIC PANORAMA do Warszawy. W holu kolejni informatorzy mobilni przy swoim stoisku. Mój kolejny pociąg czy kibelek w dolnośląskim malowaniu do Krotoszyna stoi przy peronie 1. W momencie gdy wsiadam w pociągu jakieś 3-4 osoby, do odjazdu przychodzi jeszcze kilka, jednak i tak frekwencja bardzo mizerna w porównaniu z innymi pociągami wyjeżdżającymi o tej porze z Wrocławia. Estakadą jedzie się sprawnie, wszystkie 3 tory czynne. Na jednym z ogrodzeń dostrzegam napis wyzywający naszego premiera od niemieckich zakrętów. Smile Za Grabiszynem wjeżdżamy na jednotor. Pozostałe 2 tory do Mikołajowa są rozebrane (wisi tylko sieć) jednak niewiele się tam dzieje. W Mikołajowie zmodernizowana jedna krawędź peronu poznańskiego, reszta nieruszona. Na kolejnych wrocławskich dworcach (szczególnie Mikołajów i Nadodrze) dosiadają kolejni pasażerowie, więc miasto kibel opuszcza z nawet przyzwoitym zapełnieniem. Na razie jazda trasą znaną mi, którą tydzień temu pokonywałem TLK ŁEBSKO. Na posterunku Łukanów zaczyna się węzeł oleśnicki i odchodzi łącznica do Oleśnicy Rataje, na której prędkość jest tragiczna. Okazuje się, że cały węzeł oleśnicki to kraina, w której czas płynie wolniej, bo my po chwili też zwalniamy i baaaaaardzo powoli wtaczamy się na główny oleśnicki dworzec. Kibel ma 10 minut postoju na zmianę czoła, więc wychodzę sobie na peron. Stacja jest wyspowa, po jednej stronie znajduje się grupa towarowa, po drugiej 4 perony. Wsiadanie i wysiadanie z pociągów możliwe jest tylko tam gdzie są wiaty, pozostałe części krawędzi peronowych to słupki z przeciągnięta taśmą.

Po zmianie czoła wolniutko wytaczamy się ze stacji. Odbijamy w prawo i zaliczam odcinek Oleśnia – Oleśnica Rataje. Wleczemy się niemiłosiernie. Tuż przed peronem dołącza do nas szlak z Łukanowa. Po opuszczeniu pociągu jeszcze przez dobrych kilka minut można go obserwować jak powoli oddala się. Mam ok. 15 minut, więc dokumentacja fotograficzna. Powrotny pociąg rel. Ostrów Wielkopolski – Oleśnica także pojawia się na horyzoncie na parę minut przed wjazdem. Lokuję się na samym tyle i człapiemy w kierunku głównego. Tuż przed metą, kilkadziesiąt metrów przed nami toczy się kibelek z Wrocławia do Kluczborka. Rozkładowo jest rozkomunikowany z nami na 1 minucie. Wjeżdżamy na zupełnie skrajne perony, my na 1, tamten na 4. Skomunikowania oczywiście nie ma, a podróżni z naszego pociągu przez 2-3 minuty mogą podziwiać oddalający się kibel, bo w kierunku Kluczborka także wyjazd jest z prędkością światła… Mam około godziny czasu więc idę zaliczyć rynek. Nieopodal rynku interesujący bar. Po powrocie na stację jeszcze kilka fotek. W tunelu pod peronami malunki. Następnie udaję się na peron 4, gdzie wtacza się kibel Wrocław-Lubliniec. Frekwencja wysoka a w Oleśnicy niewielu wysiada, więc muszę dosiąść się do 3 osób na czwórce. Opuszczamy krainę, w której czas wolniej płynie i po wyjechaniu ze stacji rozpędzamy się. Przypominam sobie teraz trasę, którą dawno już nie jechałem. Przeważają klimaty polne. Spora część pociągu wysiada w Namysłowie, więc od tej stacji można rozprostować nogi na czwórce. W Kluczborku przesiadka przy tym samym peronie na szynobus do Opola. W kiblu, w którym przyjechałem pozostaje sporo osób, a więc bezpośrednia relacja Wrocław-Lubliniec sprawdza się. Jadę teraz dobrze znaną mi trasą przez opolskie bory, wzdłuż granicy Stobrawskiego Parku Krajobrazowego. Przed stacją końcową dołącza się do nas remontowana linia z Lublińca. Widać, że remont zbliża się do końca. Jest już nowy tor i nowa sieć w niektórych miejscach. W Opolu Gł. na 2 minutach rozkomunikowany jest z nami IR SPODEK. Liczyłem, że może złapie lekkie plecy, ale jak na złość jechał wręcz przed czasem. Muszę więc zaczekać do 20:18 na regio Wrocław-Racibórz, którym docieram do domu.

Fotki, skan biletu: <!-- w --><a class="postlink" href="http://www.kolejomania.rail.pl/ole.html">www.kolejomania.rail.pl/ole.html</a><!-- w -->
  Odpowiedz
#27
TRAMWAJE WARSZAWSKIE

DZIEŃ 1 - 7.09.2013.

Kędzierzyn - Katowice - Warszawa

Weekend 7-8 września miałem wolny i zapowiadała się wyśmienita letnia pogoda, więc postanowiłem wybrać się dokończyć sieć tramwajową Warszawy. Nie całą, ponieważ trasa do pętli Os. Górczewska akurat w ten weekend jest wyłączona, a na nowym odcinku do Starych Świdrów tramwaje kursują tylko w dni robocze w szczycie. Na inne 2 odcinki z kolei trzeba będzie poczekać jeszcze sporo czasu, ponieważ aktualnie są częściowo rozebrane w związku z budową centralnego odcinka drugiej linii metra. Wyruszam oczywiście CHEMIKIEM o 6:54 z Kędzierzyna. Na pragotronie wypisany jako Ex. Skład liczy tylko 4 wagony, co jest dla mnie trochę dziwne, bo jest to skład, który wczoraj wieczorem (czyli w piątek gdy frekwencja jest wysoka) przyjechał z Warszawy. No chyba, że jakieś wagony zostały w Kędzierzynie. Jedynka w marlboro niestety tyłem do jazdy, więc lokuję się w dwójce. W Sławięcicach mijamy dość interesujący skład, w którym znajdują się wagony sypialne kolei rosyjskich poprzedzielane wagonami towarowymi. Od Taciszowa do Łabęd jedziemy po lewym torze. Rozkład na odcinku Kędzierzyn-Gliwice jest dość wyśrubowany, jak dla mnie za bardzo, bo przewidziany czas przejazdu to pół godziny. W Gliwicach meldujemy się ok. 10 minut po czasie. Nieopodal mnie jedzie facet do Włoszczowej Północ. Podczas kontroli pyta konduktora o połączenia powrotne. Konduktor informuje, że oprócz CHEMIKA jest jeszcze PIAST, zdziwiony jest jednak, że elektroniczny rozkład nie pokazuje ani jednego ani drugiego pociągu. Włączam się więc do rozmowy i uświadamiam ich, że PIAST i CHEMIK mają postoje we Włoszczowej tylko w stronę Warszawy. W Katowicach pociąg zapełnia się. Ilość wagonów dobrana dobrze, bo większość miejsc zajęta a nikt nie stoi. Kolejne postoje to Sosnowiec Główny, Będzin Miasto, Dąbrowa Górnicza i Zawiercie. Od Będzina do Dąbrowy Górniczej Ząbkowic jedziemy po torze przeciwnym do zasadniczego. Na krzyżowanie z nami oczekuje POLONIA. Za Zawierciem wjeżdżamy na CMK. Trasy tej nie będę opisywać bo jest szybka i nudna jak zawsze. Na północnym odcinku trwa remont wiaduktów w związku z tym jeździ się po jednym torze. Do Warszawy przyjeżdżamy na styk, więc nie musimy stać na Zachodnim (na CMK są rezerwy i pociągi potrafią przyjeżdżać nawet 20 minut przed czasem) tylko po chwili jedziemy na Centralny, gdzie wysiadam. Na wyświetlaczach CHEMIK wypisany jako IR i tak zostaje zapowiedziany. Nieładnie, takie błędy na najważniejszym dworcu w Polsce... Jadąc schodami ruchomymi z peronu mijam się z posłanką Krystyną Pawłowicz. Spaceruję chwilę po dworcu. W peronach m.in. IR STARZYŃSKI do Krakowa, przyjeżdża też 3-wagonowy TLK SAN z Kielc.

Ok. 12:00 udaję się na przystanek tramwajowy przed dworcem i zakupuję bilet dobowy w automacie. Na pierwszy ogień wybrałem trasę do pętli P+R Aleja Krakowska. Nadjechała 9-ka, która załapała się na fotkę, jednak zaraz za nią podjechała 7-ka w tym samym kierunku, więc do niej wsiadłem, bo miała niższą frekwencję.Jak to ktoś kiedyś stwierdził, warszawska sieć tramwajowa jest nieciekawa i aklimatyczna i w sumie chyba miał rację, bo większość linii jest podobna, typowo miejska. Nie będę więc jakoś specjalnie skupiać się na opisywaniu walorów widokowych poszczególnych linii. Przejeżdżając koło Instytutu Lotnictwa mamy widok na warszawskie lotnisko Chopina. Pętla, jak sama nazwa wskazuje znajduje się przy zintegrowanym węźle przesiadkowym autobusowo-tramwajowym, jest też tutaj kilkupoziomowy parking dla samochodów. Naprzeciwko znajduje się OBI, a obok teren lotniska. Dokładnie jest to miejsce, w którym kończy się pas startowy, można więc z bliska obserwować samoloty wznoszące się w powietrze. Pojawiają się co kilka minut. Powracam teraz 9-ką do przystanku Bitwy Warszawskiej 1920, aby zaliczyć króciutką odnogę do pętli Banacha. Szybko przechodzę na przeciwny przystanek bo nadjeżdża właściwy tramwaj. Niestety się wkopałem, bo nie zwróciłem uwagi, że przystanek w kierunku pętli jest za skrzyżowaniem. Przechodzę więc tam i muszę zaczekać na kolejny tramwaj. Przyjeżdża 25. Po chwili jestem na pętli. Szybka dokumentacja i odjeżdżam linią 14, którą pojadę w pełnej relacji. Na razie wracamy tą samą trasą. Rozgałęzienie jest na Pl. Narutowicza, który jest dość pokręconą pętlą. Spotykamy tutaj 105-kę przerobioną na tramwaj turystyczny. Następnie jedziemy ulicą równoległą do Al. Jerozolimskich, jednak dużo spokojniejszą. Przejeżdżamy m.in. koło budynku Najwyższej Izby Kontroli. Na Placu Zbawiciela ciekawy łuk z kwiatami jednak częściowo już odkryty. Pewnie najładniej wygląda w maju. Trasa tramwaju kończy się na pętli Metro Wilanowska. Wsiadam teraz w 35 żeby podjechać 3 przystanki do pętli Wyścigi. Pętla ta znajduje się przy estakadzie. Chcę teraz udać się na Służewiec, w tym celu wsiadam w 10-kę. Mogę z niej wysiąść przy Metrze Wilanowska, skąd jedzie bezpośrednia linia, ale sprawdzam w telefonie, że akurat zwieje mi sprzed nosa, więc postanawiam jechać do przystanku Królikarnia licząc, że wcześniej złapię18-kę. Decyzja była trafna, bo po krótkiej chwili przyjeżdża Swing na 18-ce. Klima chodzi na maksa, pod koniec jazdy jest mi już normalnie zimno. Jedziemy ul.Woronicza i mijamy oszklony gmach Telewizji Polskiej. Pętla Służewiec znajduje się w bezpośrednim sąsiedztwie stacji kolejowej Warszawa Służewiec, więc idę sobie ją zwiedzić. Stacja jest zmodernizowana, rozpoczyna się tu odnoga do tunelu, którym można dojechać do stacji Warszawa Lotnisko Chopina. Aktualnie ze względu na prace remontowe pociągi nie kursują do lotniska tylko kończą na Zachodnim albo właśnie na Służewcu. Stacja znajduje się pod plątaniną estakad, bezpośrednio z peronu możliwe jest wejście na przystanek, z którego odjeżdża m.in. komunikacja zastępcza dowożąca do lotniska. Gdy fotografuję wjeżdżający kibel do Góry Kalwarii mechanik trąbi na mnie. Tongue

Czas powrócić jednak do tramwajów. Wsiadam teraz w 17, którą pojadę do Ronda „Radosława”. Po drodze mijamy kilka ważnych instytucji takich jak Główny Urząd Statyczny, Prokuraturę Generalną czy Szpital MSWiA. Przejeżdżamy też obok pubu "Zielona Gęś", w którym w 2006 roku odbył się I Zlot IC Forum oraz koło dworca centralnego. Na przystanku przy rondzie przy torowisku tabliczki o zakazie przejścia. Wsiadam teraz w 35, którym pojadę do Placu Zbawiciela. Celem jest uzupełnienie wszystkich brakujących kawałków, żeby część miasta poniżej średnicy mieć z głowy. W pewnym momencie na prostopadłej do nas ulicy spotykamy procesję konną, dość długą. Trasa naszego tramwaju wiedzie właśnie tą ulicą, więc mamy okazję jechać wzdłuż procesji ostatecznie wyprzedzając ją. Ciekawie to wygląda. Następnie kierujemy się ul. Marszałkowską. Również przejeżdżamy w pobliżu Centralnego, jednak z drugiej strony niż poprzednim tramwajem. Na Placu Zbawiciela przechodzę na drugą stronę, aby 14-ką podjechać na Pl. Narutowicza. Stamtąd zamierzam udać się przez Plac Zawiszy w północne rejony Warszawy, jednak ponownie spotykam linię turystyczną. Jako, że odjedzie za 5 minut postanawiam przejechać się nią kawałek. Wnętrze tramwaju w stylu drewnianym, jest obraz na ścianie oraz pianino (zapewne atrapa). Można także pobrać folderki o Tramwajach Warszawskich. Na pętli pojawia się też tramwaj weselny: 2 zabytkowe wagony odpowiednio przystrojone, który przywiózł bądź też odwiezie młodą parę. Jako, że trasa linii turystycznej wybitnie mi nie pasuje bo starannie omija to co jeszcze nie mam zaliczone, podjeżdżam nią tylko do przystanku Nowowiejska. I w sumie wystarczy, bo w tramwaju poza cichą muzyczką i slajdami na ekranie nic ciekawego się nie dzieje. Z tego przystanku można zrobić zdjęcia tramwaju na tle drapaczy chmur. Do Centralnego są stąd 2 przystanki, więc postanawiam zrobić sobie spacer, bo i tak zamierzałem zajrzeć na chwilę do Złotych Tarasów. Po drodze mijam Urząd Transportu Kolejowego oraz Ministerstwo Transportu. Budynki obu instytucji są ze sobą połączone. Gdy przechodzę tunelem dworcowym akurat wjeżdża EIC GÓRNIK do Wrocławia.

Po wizycie w galerii z tego samego przystanku, z którego dzisiaj startowałem jadę tramwajem 9 na Plac Zawiszy. Przystanek ten znajduje się obok Muzeum Kolejnictwa. Czekając na kolejny pojazd mija mnie tramwaj turystyczny wracający na Plac Narutowicza. Teraz wsiadam w 22. Jadę do przystanku Okopowa, gdzie przesiadam się na 10-kę. Podczas przesiadki widzę, że nadjeżdża tramwaj weselny, który widziałem na Pl. Narutowicza, ale na pusto. Normalnie linia ta jedzie do pętli Os. Górczewska, jednak w ten weekend wszystko jest skrócone do Cmentarza Wolskiego. Przy przystanku Sokołowska mijamy Solarisa weselnego, na wyświetlaczu: „Kasia i Rafał”. Jak się później okazało jest to dość powszechne, bo widziałem jeszcze inne autobusy z imionami młodych par na tablicach. Przejeżdżamy pod torami na wysokości przystanku kolejowego Warszawa Kasprzaka, mijamy też zajezdnię tramwajową Wola. Wjazdu na nieczynny odcinek zakazuje prowizoryczny szlaban. Normalnie na pętli Cmentarz Wolski kończy tylko jedna linia, a dzisiaj spory ruch bo zajeżdża więcej. Z kolei ta która planowo tu kończy została na weekend zawieszona. Po dokumentacji fotograficznej, tym razem 105-ką na linii 26 powracam na Okopową. Przesiadam się tutaj na 1-kę, którą podjeżdżam do Dworca Gdańskiego. Po drodze Cmentarz Żydowski. Przy Dworcu Gdańskim muszę przesiąść się na 15-kę, żeby zaliczyć ostatnią pętlę czyli Marymont Potok. Aby to uczynić muszę wspiąć się na estakadę, którą idzie druga linia tramwajowa, prostopadle do tej, którą przyjechałem. Na szczęście okazuje się, że nie będę musiał długo czekać, po chwili podjeżdża 15-ka. Przy pętli szybkie fotki i od razu tym samym tramwajem powracam. Wysiadam przy Pl. Wilsona. Udaję się do metra, którym podjeżdżam do Młocin. Tam wsiadam w 33. Liczyłem, że uda się jeszcze zaliczyć jakiś kawałek, ale jest już ciemno i przez okno bardziej widać odbicie wnętrza tramwaju niż miasto więc postanawiam odłożyć to na jutro. Wysiadam przy pętli Piaski. Udaję się do położonej nieopodal pizzerii należącej do sieci, której jestem stałym klientem (kto czyta moje relacje, ten wie o jaką sieć chodzi). Po konsumpcji 42-centymetrowej pizzy idę na przystanek Kochanowskiego, z którego autobusem 197 (malutki Man) podjeżdżam do stacji metra Stare Bielany. Podziemną kolejką jadę jedną stację do Słodowca. Zrobiłem trochę koło jednak było to w pewnym sensie celowe, aby nie tracić czasu na szukanie mojego celu po ciemku, liczyłem też, że po drodze wypatrzę jakiś sklep nocny. Trafiłem na niego dopiero przy stacji Słodowiec. Udaję się teraz do mieszkania, w którym mogę przenocować dzięki uprzejmości kol. Pawła, któremu bardzo dziękuję.


DZIEŃ 2 - 8.09.2013.

Warszawa Wschodnia - Warszawa Zachodnia - Warszawa Odolany - Katowice - Kędzierzyn

Mieszkanie opuszczam ok. 8:00. Czas dokończyć to czego nie zdążyłem zrobić wczoraj. Obok stacji Słodowiec znajduje się przystanek tramwajowy Żeromskiego, z którego startuję i linią 6 udaję się do Młocin. Ostatni odcinek dość ciekawy, najpierw przejeżdżamy pod wiaduktami (w tym miejscu odgałęzia się też nowa linia, którą obecnie jeździ się do przystanku Stare Świdry, docelowo tramwaj dotrze na Tarchomin), później mijamy zajezdnię Żoliborz, a końcowy odcinek wiedzie przez lasek, z którego wyjeżdżamy bezpośrednio na dworzec przesiadkowy Metro Młociny. Po jednej stronie tramwaje, po drugiej autobusy, a w środku zejście do metra. Stąd właśnie startuje spora cześć linii Polskiego Busa m.in. do Olsztyna (pozostałe z pętli Metro Wilanowska). Jest to dobry pomysł, bo dzięki temu autobus nie musi przebijać się przez całą Warszawę i stać w korkach, a do centrum bez problemu dojedzie się stąd metrem. Po chwili oczekiwania podjeżdża Swing na 33. Tramwajem tym jadę do Ronda „Radosława”. Tam wsiadam w 17-kę, którą zaliczając kolejny odcinek jadę do przystanku Żeromskiego, aby zamknąć koło. Zaraz za rondem kontrola biletów. Kanar skupił się jednak na ostatnim członie, w którym złapał gapowiczkę i w efekcie o mnie i kilku innych osobach zapomniał. Smile Mam jeszcze do zaliczenia jeden odcinek, którym kursuje tylko jedna linia – 6. Rozkład mi sprzyja, ponieważ również nie muszę długo czekać. Wracam się przez Metro Marymont i Pl. Wilsona, a następnie przez estakadę nad Dworcem Gdańskim, z której po chwili zjeżdżamy, aby dołączyć się do trasy, która idzie koło tego dworca i dalej przez Most Gdański. Na łączniku jest przystanek KS Polonia, a ja wysiadam na następnym czyli Park Traugutta. Po przejściu na przeciwny przystanek od razu podjeżdża 1-ka, która podjeżdżam 1 przystanek, do dworca i tym samym domykam niezaliczoną lukę. Metrem jadę do Centrum. Udam się teraz na Dworzec Wschodni, aby tam wsiąść w IR PIAST, a przy okazji zaliczę ostatni brakujący mi odcinek koło Stadionu Narodowego. Przy jednym z wyjść z przejścia podziemnego ciekawy słup z miejscowościami i odległościami do nich ze wszystkich 4 stron. Ostatnim tramwajem jest 7-ka. Jedziemy przez Most Poniatowskiego, przy Rondzie Waszyngtona skręcamy w lewo i ostatnim zaliczanym przeze mnie odcinkiem docieramy przed dalekobieżny budynek dworca Warszawa Wschodnia. Udaję się na peron, przy którym ma zostać podstawiony PIAST, po drugiej stronie stoi VLTAVA do Moskwy, z której wyłączane są wagony Bohumin-Warszawa.

PIAST zostaje podstawiony na ostatnią chwilę, 2 minuty przed odjazdem. 5 wagonów, ostatni to bonanza. W mojej przedziałówce zepsute jedne drzwi. Na Centralnym i Zachodnim dosiadają ludzie i stolicę opuszczamy w 5 osób w przedziale. Po wyjeździe z Zachodniego stwierdzam, że jedziemy jakoś inaczej niż zwykle. Po chwili okazuje się, że jedziemy przez Warszawę Odolany. Miła niespodzianka w postaci nieplanowego zaliczenia odcinka, który nie jest używany w regularnym ruchu pasażerskim. Jedziemy też przez Warszawę Towarową oraz bokiem stacji Warszawa Gołąbki, a następnie łącznikiem przejeżdżamy do posterunku odgałęźnego Józefinów, który znajduje się tuż przed Piastowem. Dalej jedziemy już po stałej trasie. W Strzałkach stajemy na krzyżowanie. Ruch prowadzony jest po jednym torze ze względu na remont kilku mostków. W Idzikowicach, w okolicy gdzie przecinamy się z linią Radom-Tomaszów mijamy focistę, który fotografuje nasz pociąg stojąc na moście. Do Zawiercia przyjeżdżamy 20 minut przed czasem, więc musimy odstać. W międzyczasie zjawia się lekko spóźniony PIAST w przeciwnym kierunku. Tamten skład liczy 5 wagonów z czego ostatni jest bohun. Jadąc dalej również widzę osoby fotografujące nasz pociąg na peronach (nie wszyscy wyglądali na MK), czyżby czeska lokomotywa cieszyła się taką sympatią ? Aktualnie z powodu prac torowych PIAST ma postój techniczny w Przyworach Opolskich. Problem w tym, że w hafasie postój ten jest wpisany jako handlowy, więc zmigrowało to również do internetowej sprzedaży biletów oraz (o zgrozo!) Przywory są także na wyświetlaczu peronowym w Katowicach. W Kędzierzynie jestem planowo.

Fotki, skany biletów: <!-- w --><a class="postlink" href="http://www.kolejomania.rail.pl/tramwaw.html">www.kolejomania.rail.pl/tramwaw.html</a><!-- w -->
  Odpowiedz
#28
W przyszły weekend będę podróżował w celach niekółeczkowych następującymi pociągami:

Sobota 5.10.2013.

Kędzierzyn 1:02 TLK KARKONOSZE
Warszawa Zachodnia 5:48

Warszawa Zachodnia 6:35 TLK MAZURY
Olsztyn Główny 10:10


Niedziela/Poniedziałek 6/7.10.2013.

Olsztyn Główny 18:37 TLK MAZURY
Warszawa Wschodnia 21:54

Warszawa Wschodnia 22:33 TLK KARKONOSZE
Kędzierzyn 5:04

Gdyby ktoś przypadkiem podróżował tymi składami i/lub miał ochotę się przyłączyć to zapraszam.
  Odpowiedz
#29
IMPREZA "13x13"

16.11.2013. Klub Miłośników Transportu Miejskiego Chorzów Batory zorganizował przejazd zabytkowym tramwajem 13N (zwanym potocznie parówką) po centralnej części sieci tramwajowej GOP-u. Tramwaj ten został sprowadzony z Warszawy we wrześniu tego roku i przemalowany w barwy, jakie nosiły kiedyś śląskie 13N. Największymi atrakcjami tego przejazdu był wjazd na teren zajezdni Zawodzie oraz podjazd pod bramę zakładu Alstom-Konstal, gdzie tramwaje tej serii powstawały. Akurat w tą sobotę miałem wolne, więc wybrałem się na tą imprezę. Wyruszam regio o 7:02 z Kędzierzyna. Gdy przychodzę na dworzec w peronach stoi jeszcze CHEMIK do Warszawy, bo oczekiwał na lekko splecowane regio z Opola, które przyjechało na 2 kiblach. Drugi kibel wygaszony, może to podsył tego, który wczoraj zdefektował na ostatnim regio Wrocław-Opole, dzięki czemu z drugiej zmiany wróciłem prawie godzinę później… :/ Wsiadając do pociągu do Gliwic niespodziewanie spotykam kol. Psima. W Rudzińcu Gliwickim mijamy stonkę targającą na haku węgierskiego flirta w malowaniu Raaberbahn. W Gliwicach mamy dłuższą chwilę, więc udajemy się do piekarni zakupić prowiant, a następnie wsiadamy w elfa. Psim postanawia „odprowadzić” mnie do Chorzowa, a potem wrócić do Gliwic. Podróż upływa na miłej pogawędce. W Chorzowie Batorym spędzamy chwilę na peronie, do przyjazdu powrotnego pociągu.

Po odjeździe mojego towarzysza udaję się w okolice miejsca startu imprezy czyli przystanku Chorzów Batory Zajezdnia. Obecnie trwa w tym miejscu remont, w związku z tym wyjazd z zajezdni możliwy jest tylko w kierunku zachodnim czyli Chorzowa Rynku. Powoli schodzą się osoby biorące udział w imprezie. Tramwajem z Katowic przyjeżdżają m.in. kol. Semaforek i kol. Spin, po jakimś czasie dołącza do nas również kol. Ostry. Na oko jakieś 20 osób, ale pewnie jeszcze powsiadają jakieś po drodze. Tuż przed 10:00 z zajezdni wyjeżdża nasz imprezowy tramwaj. Na wyjeździe spotyka się z tramwajem liniowym. Szybko wsiadamy i ruszamy w kierunku chorzowskiego rynku. Po drodze dokonujemy płatności za przejazd w kwocie 20 zł, otrzymujemy też pamiątkowe bilety dwustronnego kasowania. Z jednej strony należy kasować za Śląsk, a z drugiej za Zagłębie. Smile W tramwaju są też kasowniki jak za dawnych lat, dziurkujące bilety. Jest również sprzęt muzyczny, który przez całą imprezę umila nam jazdę. Na chorzowskim rynku pierwszy dłuższy postój. Na łączniku umożliwiającym przejazd pomiędzy przystankami Chorzów Ratusz i Chorzów Rynek stoi wykolejony Düwag. Niestety skutki tego wykolejenia były dość tragiczne dla samochodu, który akurat koło niego przejeżdżał, bo samochód dość mocno zniszczony. Po zwolnieniu nam drogi ruszamy dalej. Na chorzowskim deptaku zatrzymujemy się na pierwszy fotostop. Niestety nie udaje się on zbytnio, bo zaraz za nami pojawia się tramwaj liniowy i musimy szybko wsiadać i odjeżdżać. Wracamy do Batorego, a następnie kierujemy się do Katowic. Kolejny fotostop następuje przy dopiero co otwartej Galerii Katowickiej. Następnie jedziemy do zajezdni Zawodzie i wjeżdżamy na jej teren. Niestety po ujechaniu niewielkiego kawałka okazuje się, że na zajezdni wykoleił się tramwaj i blokuje przejazd. Wycofujemy się więc i przed czasem udajemy się w dalszą drogę. Kolejny fotostop mamy na leśnym odcinku między Katowicami a Sosnowcem. Zastajemy tam menela, myślącego że to tramwaj liniowy. Kolejny fotostop następuje na granicy Katowic i Sosnowca. Stoi tutaj radiowóz, który na widok grupy focistów wysypujących się z tramwaju odjeżdża. Po chwili jednak pojawia się inny, a po dłuższej chwili jeszcze trzeci. Tongue Oprócz tego szlaban z zakazem ruchu (w związku z rozkopaną drogą), co daje dość interesujący obraz tej słynnej granicy Smile Po przyjeździe do Sosnowca kierujemy się na miejsce, którego nie mogło zabraknąć w planie przejazdu czyli trójkąt torowy Konstantynów-Okrzei. Na przystanku Sielec Narutowicza wszystkich rozbawiły siedzenia ze 105-ki przeznaczone dla oczekujących na tramwaj. Przed dojazdem do trójkąta mamy jeszcze fotostop na przystanku Sielec Osiedle Zamkowa znajdującym się przed wiaduktem, pod którym idzie linia tramwajowa do Zagórza, aktualnie rozkopana, bo przechodzi gruntowny remont. Podczas postoju do naszego tramwaju wsiada babcia. Organizator natychmiast prosi ją o opuszczenie pojazdu. Babcia oświadcza, że nie wysiądzie i że jedzie do końca. Dopiero po kilku stanowczych perswazjach i zażądaniu od niej 20 zł za bilet starsza pani opuszcza tramwaj. Na Konstantynów-Okrzei dłuższa przerwa, wszyscy dokumentują trójkątujący się tramwaj. Mamy niecodzienną okazję uwiecznić 3 tramwaje jednocześnie na tej końcówce. Nasza parówka pozuje sobie między dwiema liniowymi 105-kami. Następnie powracamy do centrum Sosnowca, po drodze zatrzymując się na zdjęcia przed rondem Ludwik. Kolejny fotostop następuje przy dworcu Sosnowiec Główny.

Teraz powracamy do Katowic już bez postojów po drodze. Gdy dojeżdżamy ponownie do zajezdni Zawodzie, na przystanku przed zajezdnią spotykamy… kolejny wykolejony tramwaj! Tym razem możemy już wjechać na teren zajezdni i objechać ją dookoła. Na jej tyłach dostrzegamy Karlika z wózkiem od 105-ki. Tongue Po wyjeździe z zajezdni mamy chwilę postoju do rozkładowej godziny odjazdu. Dla większości jednak większą atrakcją od parówki jest akcja wkolejania tramwaju, który wypadł z torów. Uwieczniam też zestaw tablic kierunkowych. Udajemy się teraz do centrum Katowic i zatrzymujemy się na fotki na rynku. Przebudowa dobiega końca, między szynami zamontowano kolorowe światełka. Niezbyt przemyślaną decyzją jest brak przelotki umożliwiającej jazdę od strony ronda w kierunku Zawodzia. Zapewne dlatego najpierw kierujemy się w stronę Brynowa, gdzie mamy kolejny postój. Niektórzy zdecydowali się wdrapać na nasyp kolejowy, aby wykonać zdjęcia z góry. Następnie wyruszamy w drogę powrotną do centrum Katowic. Po drodze zatrzymujemy się na fotostop przy hali Skody, która dawniej była zajezdnią, niewielu jednak skorzystało z okazji zrobienia zdjęć w tym miejscu. Podczas jazdy na niektórych przystankach ludzie biorą nas za tramwaj liniowy i dziwią się, że pojazd nie otwiera drzwi. Semaforek za każdym razem w takiej sytuacji przez okno informuje ludzi, iż jest to „tramwaj linii pospiesznej S” i nie ma tu postoju. Tongue Tongue Teraz kierujemy się w stronę ronda, za którym następuje kolejny fotostop.Podczas wykonywania zdjęć słyszę rozmowę dwóch przechodzących dziewczyn: „-Ej, dlaczego oni robią zdjęcia, przecież to zwykły tramwaj? – Co ty, nie widzisz ? To zabytkowy”. Smile Kolejnym naszym celem jest Plac Skargi w Siemianowicach Śląskich. Tam następuje dłuższa przerwa, którą większość wykorzystuje na udanie się na pobliską stację benzynową w celu zakupienia czegoś na ząb. Pozostali albo siedzą w tramwaju albo spacerują po pętli. Z położonych obok ruin wychodzi grupa facetów wyglądających na węglokradów lub cośinnegokradów, na szczęście nie zainteresowali się naszym tramwajem i poszli w miasto. Odjeżdżamy z opóźnieniem, po odjeździe stojącego przed nami tramwaju liniowego. Kolejny fotostop następuje na pętli Wełnowiec Plac Alfreda. Widać tutaj resztki zlikwidowanej linii, którą można było dojechać do Chorzowa z pominięciem centrum Katowic. Przyjeżdża też Karlik, który załapuje się na wspólne fotki z naszą parówką. Po odjeździe rozpędzamy się i jedziemy z wysoką prędkością przez spory odcinek. Silniki chyba ledwo dały radę, bo po tym rajdzie czujemy lekki zapach spalenizny. Smile Kolejny fotostop następuje na łączniku umożliwiającym przejazd od strony Siemianowic w stronę Chorzowa. Nasz tramwaj pozuje tu na tle katowickiego Spodka.

Na odcinku do Chorzowa również wprawiamy w osłupienie ludzi oczekujących na przystankach. Jedna pani nawet zaczęła nawet stukać w drzwi, gdy tramwaj ich nie otworzył. Smile Z głównej linii zjeżdżamy przed pętlą Stadion Śląski, do której prowadzi oddzielna nitka torów. Najpierw przejeżdżamy przez pętlę wschodnią, a następnie zatrzymujemy się na zachodniej. Oczywiście fotografujemy nasz tramwaj. Następnie zostaje zrobione zdjęcie grupowe. W ruch idą wszystkie tablice dostępne w tramwaju. Według rozkładu odjazd z tej pętli ma nastąpić o 15:50. Jest jeszcze czas, więc udaję się wykonać zdjęcie tramwaju od tyłu. W tym momencie przed czasem następuje odjazd, na szczęście organizatorzy zauważyli mnie i nie zostałem na pętli bez rzeczy. Tongue Ostatnim punktem programu jest podjazd pod Alstom-Konstal. W tym celu przejeżdżamy przez chorzowski rynek i dojeżdżamy do przystanku Chorzów Metalowców, gdzie się trójkątujemy. W kierunku fabryki kierujemy się tyłem. Po ujechaniu kawałka konieczne jest udrożnienie rowków w torowisku. Po wykonaniu tego podjeżdżamy pod samą bramę. Na tym odcinku jest splot 3 szyn. Przy torowisku stoi zaparkowany samochód, przejeżdżamy koło niego wolniutko, brakowało kilku centymetrów aby się o niego otrzeć, ale na szczęście obyło się bez szwanku. Przy bramie oczywiście sesja zdjęciowa. Następnie powracamy na chorzowski rynek. Korzystamy z łącznika aby znaleźć się na przystanku Chorzów Ratusz. Chwila postoju i wyruszamy do Batorego. W tramwaju luźniej, bo część uczestników już nas opuściła. Ostatnim fotostopem jest ponownie chorzowski deptak. Tym razem nic nas nie pogania, więc można wykonać fotki w nocnej scenerii. Następnie dojeżdżamy do przystanku Chorzów Batory Zajezdnia, gdzie impreza się kończy. Wykonujemy ostatnie pożegnalne fotki tramwaju wjeżdżającego do zajezdni. Następnie udaję się na dworzec. Na szczęście nie muszę długo czekać, bo powrót do domu pasuje mi idealnie. Na pociągu do Gliwic przyjeżdża flirt, frekwencja wysoka. W Gliwicach ponownie przypadkowo spotykam kol. Psima, tym razem w towarzystwie kol. Roberta (REGIO Chłopaka). Odprowadzam ich na elfa do Częstochowy, a niedługo po ich odjeździe przy tym samym peronie podstawia się mój kibelek do Kędzierzyna. Na brak towarzystwa nie mogę dziś narzekać, bo chwilę później dosiada się do mnie koleżanka jadąca do Sławięcic. W Kędzierzynie jestem po 19:00.

Fotki, skany biletów: <!-- w --><a class="postlink" href="http://www.kolejomania.rail.pl/13n.html">www.kolejomania.rail.pl/13n.html</a><!-- w -->
  Odpowiedz
#30
28.03.2014. wybieram się do Krakowa w celach niekolejowych. Będę mieć jednak czas od 13:29 (przyjazd GALICJI) do 18:10 (przyjazd WARMII). Zamierzam w tym czasie m.in. zwiedzić nowy dworzec, ale tego czasu i tak jest aż za dużo. Gdyby ktoś z forumowiczów z Krakowa lub okolic miał ochotę na spotkanie to zapraszam. Preferowana okolica blisko dworca głównego, bo będę mieć trochę klamotów.
  Odpowiedz


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Podsumowanie 2017 i plany na 2018 SAP102 0 494 02.01.2018, 16:08
Ostatni post: SAP102

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości