• 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Kółeczkowe plany Kolejomana
#38
MAZOWIECKA WYCIECZKA - 30.03.2015.

Kędzierzyn - Opole - Częstochowa Stradom - Warszawa - Tłuszcz - Ostrołęka - Tłuszcz - Warszawa - Katowice - Kędzierzyn


Pierwotnie wyjazd miał nazywać się „Mazowieckie ostatki”, dlatego że miałem na nim zaliczyć 2 ostatnie brakujące mi odcinki w województwie mazowieckim: Tłuszcz-Ostrołęka oraz Tłuszcz-Wieliszew. Niestety okazało się, że tego drugiego nie zaliczę, ponieważ PLK przedłużyły zamknięcie na nim o 2 dni (30 marca miał być 1 dniem kursowania pociągów po 2-tygodniowej przerwie), a KM nie umieściły żadnej rzucającej się w oczy informacji na ten temat, jedynie zmieniono cichaczem daty na rozkładach jazdy. Jako, że bilety miałem już zaklepane postanowiłem, że nie zrezygnuję z wyjazdu, a w zamian zwiedzę sobie Ostrołękę. Wyruszam regio o 5:30 z Kędzierzyna i po niecałej godzinie docieram do Opola. Trwa w tej chwili remont jednej krawędzi peronu 2. Na peronach cały czas funkcjonują stare klapki, ale coraz częściej pokazują, że powinny już przejść na emeryturę (obecnie interpretacja stolicy Dolnego Śląska zmieniła się na 'Wrocłań' Smile ). O 6:58 wsiadam w Pendolino do Warszawy. Ponieważ również w kasie można już wskazywać konkretny wagon i miejsce, wybrałem czwórkę ze stolikiem w wagonie 7, który zawsze jest pusty, bo system umieszcza ludzi po kolei od najniższego wagonu. Po raz pierwszy będę mógł obejrzeć protezę koniecpolską po modernizacji (dotychczas za jasnego miałem przejechany tylko odcinek Opole-Fosowskie). W okolicach Fosowskiego przynoszą napój. Wydaje się, że jedziemy parę chwil, a już jesteśmy w Częstochowie Stradom, gdzie do mojego wagonu wsiadają pojedyncze osoby. Następnie jedziemy odcinkiem umożliwiającym przejazd na linię w kierunku Kielc z pominięciem Częstochowy Osobowej. Jest on dość długi i przez moment wiedzie wzdłuż linii tramwajowej do Stadionu Raków (pociąg jedzie w wykopie, a tramwaj wyżej). Na kieleckim odcinku protezy nie wszystkie perony już zmodernizowane, poczynając od Julianki przez kilka kolejnych stacji. Zaliczam łącznicę Żelisławice-Włoszczowa Północ, którą wjeżdżamy na CMK. W pewnym momencie z głośników kilkukrotnie rozlega się sygnał dźwiękowy (ale inny niż przed zapowiedziami stacji). Dłuższą chwilę po tym kierownik podaje informację o zakazie palenia. Co ciekawe ani w Opolu ani w Częstochowie nie było dzisiaj Chopina oraz Ivony straszącej opłatą 650 zł za brak biletu. Punktualnie docieram na Wschodni. Skład po chwili odjeżdża na Grochów. Z odjeżdżającego składu wychyla się mechanik i coś do mnie mówi, ale z całego zdania zrozumiałem tylko słowo „zdjęcia”, więc nie wiem o co mu chodzi. Tongue Aby dostać się do holu dworca muszę zrobić koło, ponieważ wyjście z głównego tunelu jest zamknięte, ze względu na to, że 2 dni temu zarwał się sufit.

Po krótkim spacerze docieram na dworzec Warszawa Wileńska, który znajduje się w galerii handlowej. W kasie KM proszę o bilet dobowy. Kasjerka odpowiada, że nie wie o co mi chodzi, co powoduje u mnie lekką irytację, ponieważ na jej biurku leży kod tej oferty. Po chwili jednak wyjaśnia się, że oferta jak najbardziej jest znana tej pani, tylko bardzo często ludzie mylą bilet dobowy z biletem strefowym i dlatego chciała doprecyzować. Na peronie oczekuje skład 2 kibli. Odjazd nastąpi o 10:52. Rozkładowo powinien jechać do Małkini, ale ze względu na całkowite zamknięcie odcinka Tłuszcz – Sadowne Węgrowskie wszystkie pociągi dojeżdżają tylko do Tłuszcza, a dalej zastąpione są autobusami. Autobusy zastąpiły część pociągów także na odcinku Tłuszcz-Wołomin ze względu na jednotor bez mijanki pomiędzy tymi stacjami. Po odjeździe z Dworca Wileńskiego mijamy niewielką grupę postojową, gdzie stacjonują kibelki, a chwilę później przecinamy linię z Warszawy Wschodniej w kierunku Legionowa. Dawniej pierwszy postój na tej trasie znajdował się już od razu poza Warszawą (Ząbki), teraz jednak pociąg zatrzymuje się na nie tak dawno zbudowanym nowym przystanku Warszawa Zacisze-Wilno. W Zielonce dołącza się jednotorowa linia z Warszawy Rembertów (umożliwiająca wyjazd z linii średnicowej w kierunku Białegostoku), która również jest remontowana i chwilowo fizycznie nie istnieje. Prędkość nie trasie nie oszałamia. Przystanki mają wygląd typowo podwarszawski (takie jak np. na linii w kierunku Otwocka), niestety są strasznie zapuszczone. Aczkolwiek modernizacja postępuje i bliżej Tłuszcza część peronów jest już wyremontowana albo w trakcie remontu. Na części przystanków mamy 1 stary i 1 nowy peron. Na wjeździe do Tłuszcza widzimy potwierdzenie iż do Wieliszewa dzisiaj nie pojadę – prace sieciowe. Na stacji w Tłuszczu niezły rozgardiasz. W peronach stoi pełno kibli, a stacja rozkopana i zaczynają powstawać już nowe perony. Skład, którym przyjechałem miał bardzo nowoczesną tablicę kierunkową. Zaglądam na chwilę do budynku dworca, który wyglądem jest podobny do dworca w Nasielsku. Nieopodal znajduje się malutki parowóz jako pomnik. Sprawdzam na rozkładzie, z którego peronu odjedzie mój pociąg do Ostrołęki i lekko się zdziwiłem widząc, że jest to peron 6. Okazało się jednak, że to malutkie peroniki są liczone każdy jako oddzielny peron, stąd taka liczebność.Mimo, że linia do Ostrołęki jest zelektryfikowana, podstawia się szynobus VT627-102, niestety z nieotwieralnymi oknami. Frekwencja średnia. Zaraz po wyjechaniu ze stacji odbijamy w lewo na jednotorową linię. Przy kontroli zostaje wykryta grupa młodych ludzi jadących do Jarzębiej Łąki, którzy „nie wiedzieli”, że nie mając biletu należy zgłosić się do drużyny w celu jego zakupu. Ostatecznie jakoś im się upiekło. Drugi postój za Tłuszczem to „mój” przystanek – Grzegorzewo. Smile Niektóre stacje i przystanki na odcinku Tłuszcz-Wyszków są zmodernizowane i posiadają wiaty takie same jak na odcinku Warszawa-Działdowo. Materiały do modernizacji tego odcinka pochodzą właśnie z tamtej linii. Na trasie nie ma żadnych nadzwyczajnych widoków, raz pola, raz lasy, prędkość też nie powala. Na stacji Przetycz mijanka z pociągiem przeciwnej relacji, również na szynobusie. Przed samą stacją końcową mijamy dość długą grupę towarową, żeby w końcu wtoczyć się w perony. Ostrołęka wita mnie deszczem, który przechodzi w lekki grad. Nie trwa to jednak długo i wkrótce można się cieszyć słońcem i błękitnym niebem, ale silnie wiejący wiatr (praktycznie przez cały dzień) sprawia, że nie jest jakoś bardzo przyjemnie. Szynobus zmienia czoło i po ok. 20 minutach postoju wyruszy w drogę powrotną do Tłuszcza. Pierwotnie ja również miałem nim wyruszyć, ale z powodów, o których pisałem na samym początku pojadę później. Budynek dworca posiada czynną poczekalnię, jednak niczego w niej nie uświadczymy, jedynie zamknięte okienko nieczynnej od kilku lat kasy Kolei Mazowieckich.

Stacja znajduje się na totalnych peryferiach miasta (nawet osiedle z nią sąsiadujące nazywa się Osiedlem Dworzec), więc aby zwiedzić centrum trzeba skorzystać z komunikacji miejskiej. Rozkłady jazdy w mało przyjaznej formie, osobie nie znającej sieci (jak np. mi) bardzo ciężko połapać się, który kurs gdzie jedzie i jakim wariantem. W kiosku zakupuję 2 bilety i wsiadam w linię 8 w kierunku Wojciechowic. Przyjeżdża Solaris Urbino 9 o bardzo nietypowym układzie siedzeń, z jakim nigdy jeszcze się nie spotkałem. Odległość do centrum duża, ale sama trasa nie jest skomplikowana, ponieważ jedzie się cały czas prosto główną drogą. My jednak zbaczamy z niej, aby zajechać do zakładów mięsnych, z których zabieramy sporą grupę osób wracających z I zmiany. Wysiadam na przystanku Bogusławskiego-Dworzec PKS. Zaczyna się tu deptak (chociaż w sumie ciężko to nazwać deptakiem, bo ruch samochodów jest dopuszczony). Doprowadza mnie on na Plac Bema pełniący funkcje rynku. Niestety tutaj również regularny ruch samochodowy, co sprawa, że momentami ciężko przejść na drugą stronę ulicy. Na placu ratusz oraz pomnik jego patrona. Idąc dalej docieram na Most Madalińskiego stanowiący przeprawę przez Narew. Jest to nowoczesna konstrukcja podwieszona na łuku, przez Wikipedię określona jako jedna z lokalnych atrakcji. Smutne to musi być miasto, skoro za atrakcję uznawany jest most… Spaceruję trochę po okolicznych uliczkach, a następnie powracam na przystanek autobusowy. Po drodze mijamy dość oryginalny budynek biblioteki. Zaglądam jeszcze na dworzec PKS z dość ciasnym holem wypełnionym ludźmi (w końcu godziny popołudniowych powrotów). Na przystankach w centrum rozkłady jazdy już w bardziej przyjemnej formie. W drogę powrotną udam się linią 7, na której przyjeżdża Solbus. Większość pasażerów stanowią uczniowie. Ważne jest aby dojechać punktualnie, ponieważ do pociągu nie mam dużo czasu, a jeśli bym nie zdążył to nie dostanę się już do Warszawy po torach. Adrenalinę trochę podnoszą mi zepsute drzwi, które na każdym przystanku nie chcą się zamykać i powodują konieczność wychodzenia kierowcy z kabiny wydłużając postoje. Na szczęście po kilku przystankach w końcu przywołał je do porządku. Jedziemy inną trasą niż przyjechałem, rozwozimy ludzi po blokowisku i osiedlu domków jednorodzinnych, żeby w końcu od przeciwnej strony niż wcześniej dotrzeć na dworzec.

Mojej radości nie ma końca, gdy widzę, że w peronach jako mój pociąg do Tłuszcza zamiast szynobusu stoi najzwyklejszy w świecie kibel z otwieralnymi oknami. Big Grin Zanim jednak udam się na peron cofam się kilkadziesiąt metrów, aby udokumentować Skwer Kolejarzy, na którym znajduje się parowóz-pomnik, fragment toru z tablicą na kamieniu oraz krzyż Św. Andrzeja. Ostatnie minuty przed odjazdem wykorzystuję aby wykonać jeszcze trochę zdjęć. Kibel starszej generacji, ale jak wszystkie kible KM wyposażony w elektroniczne wyświetlacze wewnętrzne, a także urządzenie umożliwiające rozmowę z maszynistą. Zajmuję pusty człon i punktualnie o 16:01 ruszamy. Najpierw wspominana już długa grupa towarowa, a na jej końcu odgałęzia się niezelektryfikowana linia w kierunku Małkini (przez Ostrów Mazowiecką). Dokumentuję wszystkie stacje i przystanki. Na stacji Przetycz ponownie mijanka. Przed Wyszkowem mijamy stos tłucznia, na tyle spory, że przysypuje stojące w nim latarnie. W Wyszkowie większa wymiana pasażerów, ale szczęśliwie mój człon nadal pozostał pusty. Przy peronie odpoczywa szynobus, który przyjechał jako osobówka Tłuszcz-Wyszków. W Mostówce kolejna mijanka, jednak nie jestem w stanie zobaczyć drugiego pociągu, ponieważ perony rozdziela tor, na którym stoi skład węglarek. Słyszę jedynie, że jest to kolejny szynobus. Wygląda na to, że chyba tylko mój pociąg jest kiblowym wyjątkiem, więc mam szczęście.W Grzegorzewie uwieczniam tablicę wewnątrz pociągu, niestety peronowa nie wyszła najlepiej, bo skład zatrzymał się ciut za daleko. W Jarzębiej Łące po peronie szwenda się 2 sokistów. Na wjeździe do Tłuszcza mijamy powstający nowy budynek wyglądający na halę dla składów. Czai się też kibelek, który być może będzie moją osobówką do Warszawy. Podróż kończy się przy peronie 6, tym samym z którego wyjeżdżałem przed południem. Obok powstaje nowy szeroki peron. Na stacji stoi kilka składów, wszystkie z takim samym oznaczeniem: "R60 W-Wa Wileńska". Po chwili jeden z nich otwiera drzwi, więc zajmujemy w nim miejsca. Zastanawiające jest jednak to, że na tablicy wewnętrznej co jakiś czas pojawia się informacja o planowym odjeździe dopiero po godzinie 19:00. Niedługo później okazuje się, że siedzimy w złym kiblu, a na peronik obok podstawia się ten, który widziałem wjeżdżając do stacji. Cała gromada ludzi wyładowuje się więc ze składu i wraz z tobołami udaje się do właściwego pociągu. Jedna pani podsumowała to dość dosadnie, iż nie dość, że każą jeździć autobusami to jeszcze nie ogarniają, który pociąg kiedy pojedzie... Odjazd z lekkim opóźnieniem. Podróż do Warszawy bez żadnych przygód i przed 19:00 melduję się na Dworcu Wileńskim. Skład po krótkim postoju odjedzie jako osobówka do Wołomina. Idąc w kierunku galerii stwierdzam, że jeden z najemców lokali przy peronie powinien doszkolić się z języka polskiego.

Do KARKONOSZY, którymi powrócę do domu mam sporo czasu, więc zaliczę sobie jeszcze drugą linię warszawskiego metra, która w chwili obecnej ma swój początek właśnie przy Dworcu Wileńskim. Linię oddano do użytku niespełna miesiąc temu, jednak utrudnienia związane z jej budową warszawiacy odczuwali przez kilka wcześniejszych lat. Spędzam trochę czasu w Galerii Wileńskiej, a następnie przejściem podziemnym docieram na stację metra. Linia posiada tylko 7 stacji, więc obejrzę sobie wszystkie. Każda utrzymana jest w innej kolorystyce. Na stacji początkowej Dworzec Wileński dominuje granatowy. Kolejna stacja to Stadion Narodowy, na której znajduje się drugi peron, z którego w przyszłości ma brać początek linia metra na Gocław. Jest ona położona w bezpośrednim sąsiedztwie przystanku kolejowego Warszawa Stadion, na który również na chwilę zaglądam. Stacja Centrum Nauki Kopernik posiada długie ruchome schody. Na stacji Nowy Świat - Uniwersytet ciekawie wygląda wjazd do tunelu w stronę Centrum Nauki Kopernik, ponieważ tor wiedzie mocno w dół, ze względu na to iż linia przechodzi pod Wisłą. Stację Świętokrzyska na razie opuszczam, bo wysiądę tu w drodze powrotnej przesiadając się na pierwszą linię. Ze stacji Rondo ONZ wychodzi tor łącznikowy umożliwiający przejazd do stacji Centrum na pierwszej linii, dzięki czemu jest możliwy zjazd składów z drugiej linii na stację postojową w Kabatach. W chwili obecnej drugą linię kończy stacja Rondo Daszyńskiego. Na linii M2 kursują wyłącznie składy Inspiro. Uwieczniam wnętrze składu. Powracam na stację Świętokrzyska, która jest przesiadkowa pomiędzy liniami M2 i M1. Spodziewałem się korytarzy w stylu stacji przesiadkowych w Berlinie, Wiedniu czy chociażby Pradze, jednak układ jest dość prosty. Zejścia do obu linii znajdują się w pobliżu siebie i schodzi się do nich z jednego wspólnego holu. W okolicach wejścia do drugiej linii na ścianach znajdują się telebimy reklamujące metro, na których można oglądać m.in. zdjęcia z budowy poszczególnych stacji linii M2. Wchodząc na peron pierwszej linii od razu widać różnicę w estetyce. Podjeżdżam do stacji Centrum i udaję się do Złotych Tarasów aby coś zjeść.

Następnie ze stacji Warszawa Śródmieście osobówką z Sochaczewa podjeżdżam na Dworzec Wschodni. W ciągu dnia zabezpieczono miejsce, w którym zarwał się sufit i można ponownie korzystać z głównego tunelu. KARKONOSZE przyjeżdżają planowo. Mam miejsce w wagonie 9, który powinien być drugi za lokomotywą. Okazuje się, że pierwszy wagon (który powinien mieć numer 8) jedzie wygaszony bez pasażerów, drugi wagon w miejsce numeru 9 przejął numer 8, przez co mojego wagonu nr 9 nie ma w ogóle. Lokuję się więc w przedziale w obecnym wagonie 8. Na szczęście nie ma dużej frekwencji, więc dzielę go tylko z jedną panią jadącą do Katowic. Większość trasy przesypiam i w Kędzierzynie jestem o 3:25.

Fotki, skany biletów: <!-- w --><a class="postlink" href="http://www.kolejomania.rail.pl/mazow.html">www.kolejomania.rail.pl/mazow.html</a><!-- w -->
  Odpowiedz


Wiadomości w tym wątku

Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Podsumowanie 2017 i plany na 2018 SAP102 0 652 02.01.2018, 16:08
Ostatni post: SAP102

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości